piątek, 27 grudnia 2019

Weronika Tomala "Rabih znaczy wiosna." Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko. Recenzja.

Weronika Tomala "Rabih znaczy wiosna." Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko. Recenzja.
Chwilę spędzone z tą książką niewątpliwie należy zaliczyć do tych przyjemnych. Jestem osobą bardzo uczuciową, a uronione podczas lektury łzy świadczą o tym, iż jest to naprawdę wzruszająca historia. Jest tu szczera przyjaźń, czyste uczucie, ale także błędy na których my wszyscy się uczymy.


Marta i Rabih, główni bohaterzy książki to dowód na to, że prawdziwa przyjaźń w dzieciństwie istnieje. Oboje dorastają na wsi, razem chodzą do tej samej szkoły, mają wspólne zainteresowania i pasje, wspólnie się uczą i wspierają mimo tego, że Rabih ma jednak korzenie arabskie, które odziedziczył po ojcu. Poprzez swój dość egzotyczny wygląd zewnętrzny (ciemna skóra) odróżnia się wśród swoich rówieśników, co często doprowadzało do różnego rodzaju wyzwisk.  Jednak nie jest na tyle świadomy sytuacji, w jakiej się znajduje i nie bierze tego aż tak do siebie. Wówczas był zbyt młody, aby to zrozumieć. Najważniejsze dla niego było to, że u swojego boku ma wierną i wspierającą przyjaciółkę - taką na zawsze, której bezgranicznie ufał.  On nadal czuje się Polakiem. Mimo, że płynie w nim arabska krew.


Trzymali się zawsze... Na dobre i na złe do momentu, aż los nie wywrócił ich życia do góry nogami. Zamach na World Trade Center urywa ich relację, ponieważ Rabih wraz z matką opuszcza wieś. To trudna dla nastolatków do pogodzenia sytuacja. Do tej pory nie mogli bez siebie żyć, więc sprawa była bardzo poważna. Mieli wówczas po 17 lat. Marta tęskniła.. Nie mogla pogodzić się z tą sytuacją. Jednak los bywa przewrotny... Podniosła się i ułożyła sobie życie. Wraz z przyjaciółką Michasią otworzyła swoją własną firmę. Postanowiła zostać animatorem. Praca ta polegała na zabawianiu dzieci podczas urodzin, czy też wszelkiego rodzaju innych uroczystości. Przebierała się w pluszowe stroje i dostarczała maluszkom wrażeń, organizując im czas w postaci zabaw, konkursów czy też rysowania.


Tak się składa, ze jako dorośli już ludzie spotykają się na jednej z imprez, którą akurat prowadzi Marta. Początkowo Rabih podchodzi do tej całej sytuacji dość chłodno i z dużym dystansem. Po jakimś czasie jednak serce pęka, a umysł przypomina wydarzenia z dzieciństwa. W końcu oboje wtedy nie mogli bez siebie żyć.


Okazuje się, że Rabih nie tylko stał się przystojniejszy, ale też odpowiedzialny, osiągnął sukces. Poza tym zaręczony był już z pewną piękną niewiastą, która z zawodu była fotomodelką. Na imię miała Sandra. Darzył ją ogromnym uczuciem. Jednak nie pałała ona sympatią do Marty.  Widziała w niej wroga. Dlatego Rabih postanowił zorganizować wspólne spotkanie w swoim domu. Wtedy właśnie jego przyjaciółka przyszła z kolegą, z którym wspólnie  udawali wielką miłość. Jednak "para na pokaz" nie przeszła w oczach narzeczonej Rabiha. Czuła, że coś jest nie tak i oboje udają wielką miłość. Żeby było gorzej, to Rabih zaprosił Martę na swój ślub. Ale czy do tego dojdzie i oboje staną na ślubnym kobiercu?


Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaką rolę grają w naszym życiu otaczający nas ludzie. Ci najbliżsi, którzy zawsze wesprą i wyciągną pomocną dłoń. Uczucia, które nam towarzyszą w dzieciństwie wpływają na nasze dorosłe życie i relacje w nim zawarte. Niekiedy Jest nam pisane być z kimś od początku do końca. Historia tych dwojga jest piękna i wzruszająca. A wątki nietolerancji na tle rasistowskim dają do myślenia. Zwłaszcza w czasach obecnych, kiedy społeczeństwo jest tak wrogo nastawione do ludzi z zewnątrz własnego otoczenia. Odpychani, ze względu na swoje pochodzenie, czy też wygląd. Traktowani z góry. Niekiedy "biczowani" nie tylko słowem, lecz także przemocą fizyczną...Chciałoby się moc naprawić ten świat i ludzi w nim żyjących... Pozostaje jednak mieć nadzieje, że tego typu książki poprawią chociaż w małym stopniu stosunek społeczeństwa do innych nacji i pozwoli być bardziej tolerancyjnym wobec świata.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Dlaczemu.

czwartek, 26 grudnia 2019

Suplement, jako uzupełnienie zróżnicowanej diety. BurnActive - wsparcie prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Suplement, jako uzupełnienie zróżnicowanej diety. BurnActive - wsparcie prawidłowego funkcjonowania organizmu.
Hej ;) W grudniu na blogu panowała cisza. A wszystko za sprawą zbliżających się Świąt i związanych z tym przygotowań. Pracuje w branży handlowej, a jak wiadomo to właśnie w tej sferze panuje największe zamieszanie. No ale jakoś zleciało ;) Na blogu co prawda mnie nie było, ale to nie znaczy, że nie znalazłam czasu na testy nowości. Recenzje pojawią się niebawem na blogu. A już dziś mam dla Was bardzo ciekawy suplement, który przyjmowałam mniej więcej od połowy listopada. Miesięczną kuracje mam już za sobą, wiec jestem gotowa podzielić się z Wami moimi odczuciami na jego temat.


Przez cały rok warto dbać o nasz organizm, ale zdecydowanie okres jesienno-zimowy jest najbardziej wymagający pod tym względem. Zmiany temperatur wpływają na naszą odporność i ogólne samopoczucie. Należy pić dużo wody, sporo wypoczywać  a także pamiętać o zażywaniu witamin niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.


BurnActive należy do suplementów wspomagających dietę i naturalne procesy trawienne. Został laureatem plebiscytu Bescellery Roku 2019 Law Business Quality. 
- To dla nas niesamowite wyróżnienie stanąć na podium z tak wspaniałymi markami. Cieszymy się, żenasza praca została dostrzeżona i doceniona. Dokładamy wszelkich starań, by nasze działania były na najwyższym poziomie. Choć na rynku jesteśmy stosunkowo od niedawna, mamy plany związane z wyjściem na rynek ogólnoświatowy. Jesteśmy pewni, że wyróżnienie Law Business Quality nam w tym
pomoże. - przyznaje Renata Adamczyk, twórczyni marki BurnActive.


Byłam bardzo ciekawa nagrodzonego produkty, więc skusiłam się na testy. Suplement otrzymujemy w plastikowym opakowaniu. Na białym tle mamy "ognistą" grafikę przyciągającą wzrok. 30 kapsułek starczy nam na miesiąc. Dzienna porcja spożycia nie może przekroczyć jednej kapsułki popijanej wodą. Należy pamiętać o tym, że suplement nie jest zamiennikiem zróżnicowanej diety, lecz jej uzupełnieniem. Stosowałam zatem zalecaną dawkę codziennie skrupulatnie przez miesiąc.

Przyjrzyjmy się bliżej aktywnym składnikom. BurnActive zawiera:

Piperyna - organiczny związek chemiczny blokujący tworzenie się nowych komórek tłuszczowych.
Pozytywnie wpływa na wchłanianie się składników odżywczych takich jak witamina C, beta-karoten, witaminę A i selen.  

Ekstrakt z zielonej herbaty - wspomaga odchudzanie i oczyszczenie organizmu z toksyn. Ponad to regularne jej spożycie wspiera nasz organizm i spowalnia proces starzenia się. Działą pobudzająco.

Ekstrakt z guarany - posiada liczne właściwości prozdrowotne. Zawiera dawkę kofeiny dwukrotnie większą niż kawa. Działą zatem na nasz organizm pobudzająco i psychostymulująco. 

Pieprz Cayenne - znajduje swoje zastosowanie nie tylko w kuchni. Wspomaga w leczeniu nadciśnienia i chorób wrzodowych. Używa się go także w przypadku bóli reumatoidalnych. Przyśpiesza przemianę materii.

Chrom - zastosowanie jego prawidłowego stężenia we krwi zmniejsza apetyt i pozwala na kontrolę poziomu cholesterolu.



Starannie zbilansowane składniki mają następujące działania na nasz organizm:

  • przyśpieszają przemianę materii
  • obniżają poziom cholesterolu
  • dodają energii
  • zmniejszają apetyt
  • działają detoksykująco
  • wspomagają spalanie tkanki tłuszczowej


Codzienne spożywanie jednej kapsułki nie jest uciążliwe. Weszło mi to w nawyk, więc nie było problemu. Po miesiącu zauważyłam znaczną zmianę w funkcjonowaniu organizmu. Wiecie, nie chodzi o to, że schudłam, ale czułam się sobrze w swoim ciele. Dotychczas z powodu niesystematycznego spożywaniu posiłków miałąm odczucia ciężkości. BurnActive pozytywnie wpłynął na tę dolegliwość. Podejrzewam, że zasługa w tym zawartej w kapsulkach piperyny. Zmniejszyły się moje problemy z codziennym porannym wstawaniem. Czułam się bardziej pobudzona i pełna energii. Odczułam pozytywne skutki przyjmowania suplementu i zamieżam po ok. miesięcznej przerwie ponowić kuracje. Polecam i Wam wyprobować. Warto dbać o nasz organizm i wspierać go, by odwdzięczył się nam piękną sylwetką i dobrym samopoczuciem. Jeżeli będziemy się dobrze czuli, to ze wszystkim sobie poradzimy. Czas najwyższy zacząć dbać o to, co jest najcenniejsze - nasze zdrowie.





niedziela, 22 grudnia 2019

Lise Bourbeau "Ego.Największa przeszkoda w leczeniu 5 ran." Recenzja.

Lise Bourbeau "Ego.Największa przeszkoda w leczeniu 5 ran." Recenzja.
Jest to kontynuacja bestsellera "Bądź sobą - wylecz swoje 5 ran." Z tą lekturą nie miałam dotychczas do czynienia, ale ten tytuł mnie zaciekawił. Ci, którzy znają mnie bliżej wiedzą, że ostatnie kilka miesięcy były dla mnie dość ciężkie. W moim życiu zaszły zmiany, które miały na mnie dość duży wpływ. Pod pewnym względem wciąż do siebie nie doszłam w 100%. W takich chwilach człowiek "szuka pomocy" w  różnych kierunkach. Zwłaszcza w psychologii.


Nigdy nie byłam zwolenniczką poradników. Wydawało mi się, że tego typu książki należą do kategorii mocno naciąganych. Wiele informacji zawartych w środku nie są niczym nowym i zaskakującym. Jest to raczej informacja, która jest nam znana tyle że zawarta i przekazana jest w nieco innej formie.W przypadku "Ego. Największa przeszkoda w leczeniu 5 ran." liczyłam na miłe zaskoczenie. Spodziewałam się porad psychologicznych opartych na twardych dowodach. Chodzi mi o badania naukowe, statystyki i wszystko to, co można zaliczyć do źródeł wiarygodnych.


Na samym początku autorka przypomina nam czym jest pięć ran. Następnie wyszczególnia  podstawy i zachowania wynikające z konkretnej rany: upokorzenia, porzucenia, zdrady, niesprawiedliwości i odrzucenia. Opisuje ważną rolę ego w przypadku każdej z ran.

"Jeśli naprawdę chcesz zmniejszyć i stopniowo uzdrowić swoje rany, musisz koniecznie uświadomić sobie, jak wielką władze i wpływ ma w twoim życiu ego."


Na nieco ponad 200 stronach autorka próbuje poprzez sugerowane techniki rozbudzić w nas umiejętność rozpoznawania konkretnych ran poprzez ich mechanizmy. Jeżeli będziemy w stanie określić, która rana jest aktywowana będziemy w stanie się samodzielnie "uzdrowić". Jeżeli posiądziemy odpowiednią wiedzę to będziemy w stanie osiągnąć spokój wewnętrzny i samokontrole.


Książka raczej nie wzbudziła we mnie jakichś specjalnych emocji. Spodziewałam się czegoś lepszego i bardziej profesjonalnego. Chociaż określenie "profesjonalne" chyba nie jest tu na miejscu. Bardziej pasuje określenie - fachowe. Jest to poradnik zawierający informację, którą się posiada. Jest ona po prostu przekazana w nieco inny sposób. Na końcu każdego rozdziału mamy miejsce na notatki. Możemy tak zamieścić nasze przemyślenia dotyczące przeczytanego tematu. Z pewnością mając odpowiednie nastawienie do tego typu lektur da się z niej czerpać wiedzę. Ja niestety albo miałam złe nastawienie, albo sięgnęłam po nią w nieodpowiednim momencie mojego życia. Nie jest mi z nią po drodze...niestety. Pomijając moją opinię tłumaczenie w 16 językach i miano bestsellera mówi samo za siebie. Będę chciała w przyszłości sięgnąć po inne książki autorki i spróbować je zrozumieć na swój sposób.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu KOS.

sobota, 23 listopada 2019

Krzysztof Beśka "Amber-Gold". Recenzja.

Krzysztof Beśka "Amber-Gold". Recenzja.
Dziś przychodzę do Was z recenzją pozycji,  która niestety nie dopasuje wszystkim. Ja zwróciłam  na nią  uwagę przede wszystkim że względu na tytuł. Skojarzyłam go z dość głośną aferą  finansową, która  miała  miejsce  w Polsce na przestrzeni ostatnich lat i właściwie  ciągnie się  po dzień dzisiejszy. Trzeba przyznać,  że szata graficzna  także przyciąga wzrok.  Połączenie złota i odcieni czerni wprowadza  w specyficzny  klimat.


W przypadku tej pozycji  postanowiłam,  że  przytoczę Wam krótki opis zawarty na okładce. 
"Rok 1895. W życiu Stanisława  Berga  trwa nie najlepszy  okres. Kiedyś był  łódzkim detektywem, dziś załatwia brudne sprawy  dla wszystkich  możnych  przemysłowego miasta. Pewnego dnia zostaje wezwany  do  miejscowego  przedsiębiorcy. Johanna Wolfganga Grossa,  którego  syn  nie wrócił z wakacji. Detektyw  odnajduje ślad w Köningsbergu. Wspomagany  przez tureckiego kupca,  córkę  konsula  i miejscowego policjanta  polskiego  pochodzenia,  trafia na trop zaginionego Grossa, ale też afery  finansowej  na niespotykaną dotąd skalę.  Jej stawką będą  nie  tylko ogromne pieniądze, ale przede  wszystkim ludzkie życie... "


Powieść  ma wątki kryminalne. Wielbiciele trupów  i zawikłanych historii z pewnością tu się  odnajdą.  Ja przyznam szczerze,  nie należę do  grona  wielbicieli  tego gatunku. Ostatnio jednak czerpie  sporą  przyjemność  z odkrywania  nowych wątków literackich.  Nawet jeżeli lektura mi nie podchodzi staram  się ją dokończyć.  W przypaku  Amber-Gold dość  ciężko mi się ją czytało,  ale do końca dorwałam.


Autor zasypuje nas niezliczoną  ilością bohaterów. Jeżeli nie czytamy uważnie  to można  szybko się pogubić.  Nie raz musiałam się  cofać by sobie przypomnieć o co  chodzi z konkretną osobą. Odnaleźć można  tu  specyficzny  klimat 19 wieku. Autor stworzył  klimat odpowiadający  tamtym czasom. Nieraz  podczas czytania  byłam zaskoczona  użytym słownictwem,  a nawet przekleństwami.


Z pewnością  znajdą  się przeciwnicy , ale  i zwolennicy  danej książki.  O gustach się  nie dyskutuje,  więc musicie sięgnąć  po nią  by się  przekonać,  czy należycie do pierwszej grupy,  czy drugiej. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Oficynka. 

środa, 20 listopada 2019

Czym się zajmuje kancelaria prawna? Na jaką pomoc możemy liczyć?

Czym się zajmuje kancelaria prawna? Na jaką pomoc możemy liczyć?
Każdy z nas chociaż raz miał okazje uczestniczyć w sporze sądowym. Jeżeli jakimś cudem udało Wam się tego uniknąć do tej pory, to warto pamiętać, iż życie lubi zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Należy więc być przygotowanym na każdą ewentualność.

(źródło:internet)

Wiedzę na różne tematy możemy poszerzać indywidualnie. Ostatnio na blogu ukazał się post o tym, czym jest e-sąd. Dziś chciałabym pociągnąć dalej tematykę prawną i przyjrzeć się bliżej miejscu, w którym otrzymamy fachową pomoc w tym zakresie. Specjaliści od cywilnego, karnego, rodzinnego czy prawa pracy pomogą w złożeniu odpowiednich pozwów, wniosków i udzielą odpowiednich porad. Do takich miejsc należy Kancelaria Prawna AIF i to właśnie na jej przykładzie postaram się  objaśnić na jaką pomoc możemy liczyć zwracając się tam po pomoc.
Przede wszystkim mamy możliwość otrzymania doradztwa prawnego. Kancelaria stawia na wysokiej klasy specjalistów w dziedzinie prawa. Dlatego też możemy liczyć na pomoc m. in. w zakresie prawa pracy, zagadnień podatkowych, praw autorskich, wszelkiego rodzaju kontraktów cywilnoprawnych,  a także działalności spółki i rejestracji prawa handlowego.
Jeżeli mieliście wypadek i chcecie zawalczyć o odszkodowanie powypadkowe to z pomocą prawną z pewnością będzie ono godne. Specjaliści dokonają bezpłatnej oceny możliwości odszkodowawczych bez pobierania opłat wstępnych. We wszystkich czynnościach prawnych wasz udział będzie minimalny, gdyż zajmie się tym specjalnie wyznaczony opiekun. Prowizja jest pobierana dopiero po zakończonym postępowaniu za rzetelnie wykonaną pracę i jej efekt. 
Na pomoc prawną mogą liczyć także firmy w temacie windykacji. Kancelaria obala wszystkie mity dotyczące odzyskania pieniędzy od dłużnika. Obecne przepisy są po stronie przedsiębiorców, więc nie należy obawiać się wysokich kosztów postępowania, którymi kancelaria może obarczyć także dłużnika. 
Warto pamiętać, iż czas to pieniądz. Nie ma więc na co czekać i jeżeli znalazłeś się w sytuacji wymagającej pomocy prawnej zwróć się do kancelarii prawnej, a dzięki pomocy wysoko wykwalifikowanych specjalistów z pewnością osiągniesz zamierzony cel.

niedziela, 10 listopada 2019

"Śmiertelne oczyszczenie" Agata Polte. Moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Recenzja.

"Śmiertelne oczyszczenie" Agata Polte. Moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Recenzja.
Powracam do Was z najnowszym dziełem autorki, twórczość której już raz miałam okazje recenzować u siebie na blogu. W ramach przypomnienia napisze, że powieść "Na przekór" trafiła w mój gust i bardzo miło wspominam czytanie, jak i pisanie dla Was recenzji na jej temat. Jeżeli macie chęć to zapraszam do cofnięcia się i przeczytania wpisu TUTAJ.


Poprzednia pozycja została przez wielu czytelników skrytykowana ze względu na swoją prostotę. Ci z Was, którzy zrazili się po poprzedniej lekturze i postanowili swoją przygodę z twórczością Pani Agaty zakończyć mają czego żałować. Bowiem "Śmiertelne oczyszczenie" diametralnie się różni od poprzedniej książki.


Zacznę może od okładki. Fani fantastyki z pewnością zwrócą na nią uwagę. Jest wielobarwna, nieco mistyczna, a główną rolę odgrywa tutaj dziewczyna trzymająca narzędzie z ostrym końcem przeznaczone do walki. Postać wygląda na te, które często możemy spotkać w grach komputerowych lub komiksach. Tytuł jest wypukły i świetnie się odznacza na pozostałym tle okładki.

"Jeśli sądzisz, że walka się skończyła, nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz."


Jest to tom pierwszy historii dotyczącej świata w którym są ludzie o wyjątkowych zdolnościach. Stało się tak za sprawą wynalezienia serum, które miało pomóc w wygraniu wojny. Jak to zwykle bywa, gdy w grę wchodzą badania i eksperymenty nad genetyką coś poszło nie tak. W związku z czym oprócz szybkości, siły i zręczności osoby zyskały siły nadprzyrodzone. Czytanie przeszłości, teleportacja,  władanie żywiołami to tylko kilka z nich. Po upływie kilkudziesięciu lat wiele osób wciąż nie pogodziło się z myślą, że muszą żyć z obdarzonymi w symbiozie. W związku z czym powstało wiele organizacji i grup walczących z terrorystami i gangami. Gang Żmij na czele z Lucanem  Viperem mamy okazje poznać bliżej. Jest to bowiem grupa kilku wyjątkowo zdolnych młodych ludzi, którzy walczą ze złem i dzięki swojemu przywódcy uczą się opanowywać zdolności, którymi zostali obdarzeni. Pomimo tego, iż gang cieszy się autorytetem i swoją wyjątkową siłą ktoś jednak postanawia z nimi zadrzeć zabijając przyjaciółkę przywódcy i kilka jego ludzi. Obdarzeni, którzy są dla siebie rodziną i wsparciem postanawiają zrobić wszystko, by odnaleźć zabójców i pomścić swoich członków.


Książka jest napisana w zupełnie innym stylu. Autorka postawiła tym razem na wątki fantasy. Pomimo nadprzyrodzonych mocy postaciami są zwykli ludzie. Moce, którymi zostali obdarzeni bardzo często są dla nich przekleństwem. Trzeba poświęcić niekiedy wiele lat i sił, by umieć opanować dane im zdolności i trzymać je w ryzach by niekiedy przez przypadek nie skrzywdzić niewinnych ludzi. Przykładem takiej osoby jest jedna z bohaterek książki - Kaileen (Kai). Po tym jak rodzina została bez ojca jej mama poznała mężczyznę. Ojczym od lat nienawidził osoby obdarzone i swoją nienawiść przelał zarówno na jej matkę, jak i rodzeństwo. Takim sposobem niespełna 14 letnia Kai została na ulicy. Gdyby nie odnaleźli ją Żmije i nie przekonali do dołączenia do Gangu jej los z pewnością potoczył by się inaczej. Dziewczyna ma zdolności cofania się w przeszłość. Dzięki Lucanowi i pozostałym członkom gangu po kilku latach ciężkich treningów nauczyła się w pełni korzystać ze swoich mocy.

"Na początku, gdy dopiero odkrywała swój dar, nie była w stanie odczytać niczego z martwych przedmiotów albo ludzi. Jako że jej moc polegała na spoglądaniu w przeszłość, sądziła po prostu, że widzi ją dzięki połączeniu się z umysłem osoby, którą bada. Później jednak, w miarę jak trenowała, a jej dar się rozwijał, okazało się, że może zobaczyć historię niemal wszystkiego, czego się dotknie."



Książkę pochłonęłam bardzo szybko. pomimo tego, iż jej gatunek nie należy do moich ulubionych. Stało się tak za sprawą ciągłej akcji, którą bardzo umiejętnie dozowała tu autorka. Emocje towarzyszyły mi podczas czytania cały czas. Chwile napięcia przeplatane były pewną dawką humoru i fragmentami z przeszłości  bohaterów.


Pomimo tego, iż "Śmiertelne oczyszczenie" i "Na przekór" wydają się być zupełnie różnymi książkami ja dostrzegłam w nich jednak pewne podobieństwo. Jest nim według mnie przesłanie. Niezależnie od tego, jakie przeszkody mamy w życiu do pokonania nigdy nie warto się poddawać, a siłę do walki warto czerpać przede wszystkim z rodziny. To ona jest dla nas największym i najważniejszym wsparciem i nie ważne, czy łączą nas więzy krwi, czy przyjaźni.

Za możliwość zrecenzowania książki pragnę podziękować Wydawnictwu Zysk i Spółka oraz autorce Pani Agacie Polte. Z niecierpliwością czekam na kontynuacje historii.

środa, 6 listopada 2019

Urszula Stokłosa "Cichoborek". Wieś mistyczna, czy wieś prawdziwa? Recenzja.

Urszula Stokłosa "Cichoborek". Wieś mistyczna, czy wieś prawdziwa? Recenzja.
Witam kochani!
Dziś zapraszam Was na recenzję kolejnej pozycji książkowej z którą miałam okazję się zapoznać w ostatnim czasie. O kilku pozycjach Wydawnictwa Janka już mieliście okazje poczytać u mnie na blogu. Dlatego też byłam ciekawa czym tym razem kolejna książka mnie zaskoczy?


Autorką "Cichoborka" jest Urszula Stokłosa. Jest dość młodą osobą, gdyż jest z mojego rocznika. Nieco się z nią utożsamiłam, gdyż się dowiedziałam o ukończonych studiach Filologicznych. poczułam, że mamy coś wspólnego i nie ukrywam, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie spróbować swoich sił w pisaniu. Również jestem po studiach i jak widać wiek nie jest wyznacznikiem, a jakieś tam zdolności mam, gdyż nie raz moje prace były doceniane zarówno w szkole, jak i na studiach. Ale to nie jest recenzje o mnie, wiec nie przedłużając już opowiadam Wam o dziele młodej autorki.


Autorka zaznacza, iż miejscowość o nazwie Cichoborek tak naprawdę nie istnieje, lecz podobizn dopatruje się wszędzie. "..senna wieś gdzieś na południu Polski..." Z pozoru nic się tu nie dzieje i nie warto się tu doszukiwać różnych dziwnych zdarzeń, a jednak. Coś się zmienia, gdy na wsi pojawia się nowa osoba - Justyna. Kobieta po utracie rodziny próbuję otrząsnąć się z rozpaczy i ułożyć sobie  życie na nowo. Zatrudnia się jako opiekunka do dziewięćdziesięcioletniej staruszki i powoli wchodzi w rytm życia Cichoborka. Czy uda się jej uciec od tragicznej przeszłości i poukładać sobie życie na nowo?


Czytając da się zauważyć, że autorka ma wiedze językową. Nie idzie po najmniejszej linii oporu tworząc parę postaci, opisując je w krótki sposób. Zdania są rozbudowane. Przyznam, że niekiedy miałam problem z wyłapaniem sensu konkretnych zdań. Były zbyt długie i po prostu gubiłam sedno. Tak samo miałam z konkretnymi rozdziałami. Raz czytało mi się lekko i czułam się wciągnięta w stworzony przez autorkę świat. Kolejnym razem jednak musiałam "przebrnąć" przez kolejną część. 


"Cichoborek" jest dla mnie zbiorem połączonych miedzy sobą życiorysów. Mieszkańcy małych miejscowości są sobie zawsze znani. W takim mniejszym gronie nie obchodzi się bez plotek, osądów i intryg. Mamy tu to wszystko. Jeżeli nie wiemy czegoś, to zawsze ktoś coś dopowie i mamy kolejną plotkę, która żyje własnym życiem. Świat, stworzony przez autorkę leży na pograniczu mistyki i rzeczywistości. Warto jednak pamiętać, iż  w każdym wymyśle jest odrobina prawdy, a w każdej społeczności są tajemnice. Każde większe miasto składa się z mniejszych społeczności. Nic się tu nie zmienia. Książka skłania do refleksji. Nie należy do łatwych pozycji i raczej nie odpoczniecie podczas jej czytania, lecz z pewnością skłoni Was do pewnych przemyśleń i nieco poćwiczycie swoją spostrzegawczość, a także pamięć. Polecam!

niedziela, 27 października 2019

Biżuteria jako nieodłączny element kobiecej stylizacji

Biżuteria jako nieodłączny element kobiecej stylizacji
By czuć się pewnie i kobieco należy przede wszystkim najpierw pokochać siebie. Świadomość własnej wartości potrafi bardzo wpłynąć na to, jak wyglądamy. Wraz z wiekiem zmieniamy się, dojrzewamy i zaczynamy patrzeć na siebie z zupełnie innej perspektywy. Próbujemy odnaleźć własny styl, dlatego nie ustajemy w poszukiwaniach elementów, które nam go zapewnią. Odpowiednia fryzura, makijaż i ubrania tworzą nas samych. Jednak są detale, dzięki którym potrafimy się wyróżnić z tłumów i wyrazić siebie. Tego typu  dodatkiem jest biżuteria. Złoto i srebro bez wątpienia przypadnie do gustu każdej "sroczce". Ceny takich dodatków sięgają nawet do kilku tysięcy złotych. Co zrobić jeżeli nie mamy takich środków, a wciąż chciałybyśmy się poczuć wyjątkowo? Alternatywą drogich butików znanych marek jest hurtownia sztucznej biżuterii w której znajdziemy to, czego nam trzeba. Przygotowałam kilka propozycji, które mi bardzo przypadły do gustu. Być może i Wy znajdziecie coś dla siebie.


Zacznijmy od naszyjników. Uwielbiam ubrania z dekoltem, dzięki czemu mogę bez trudu wyeksponować tego rodzaju dodatki. Za oknem mamy piękną jesień, a więc motyw liści jest jak najbardziej wskazany. Jeżeli chodzi o kolor to jest to kwestia naszych indywidualnych preferencji. Ja postawiłam na odcień złota. Naszyjnik jest zrobiony z metali antyalergicznego. Długość łańcuszka to ok. 38 cm, a samego listka 6,5 cm. Mamy tu delikatne zdobienie z wykorzystaniem cyrkonii. Pięknie się prezentuje i będzie świetnym dodatkiem do swetrów, czy sukienek. 

Drugim dodatkiem można pięknie dopełnić nasz makijaż, czy fryzurę. Odpowiednio dobrane kolczyki potrafią przyciągnąć uwagę. Wybrałam delikatne stylizowane serca. Uważam, że jest to całkiem uniwersalny kształt, który można ubierać na każdą okazję, nie tylko na rocznice czy Walentynki.  Motyw miłosny w biżuterii zawsze mi się podobał. Kolczyki są wykonane z oksydowanego metalu antyalergicznego i żywicy syntetycznej. Kolor postarzałego srebra jest bardzo oryginalny, a szaroniebieskie oczko przepięknie się wyróżni na jego tle. Jest to dodatek o wymiarach 2 x 1,5 cm, który obroni się w każdej stylizacji.


Nie tylko  od święta, ale i na co dzień kocham urozmaicać swoje stylizacje bransoletkami. Od jakiegoś czasu zauroczyłam się celebrytkami, natomiast najwięcej w swojej kolekcji mam takich, które składają się z kilku elementów. Tego typu biżuteria jest przede wszystkim dosyć widocznym elementem stylizacji. Podoba mi się połączenie kilku wzorów, kolorów i faktur. Imitacja wielu rodzai kamienia, różne kształty, a także zawieszka w kolorze złota od razu przyciągnęła moją uwagę. Jeżeli posiadamy w swojej kolekcji kilka mniejszych i delikatniejszych bransoletek, to poprzez ich łączenie ze sobą uzyskamy niepowtarzalny element stylizacji, dzięki któremu z pewnością poczujemy się wyjątkowo zarówno w dżinsach i koszulce jak i w eleganckiej kreacji.

Przedstawioną biżuterię możecie znaleźć na stronie www.yvon.pl.

Koniecznie dajcie znać w komentarzach co sądzicie o sztucznej biżuterii. A także podzielcie się informacją które dodatki wolicie bardziej łańcuszki, kolczyki, czy bransoletki?

środa, 23 października 2019

"Rysunkowy chłopak" - najnowsza książka polskiej królowej dramatów K.N. Haner. Recenzja.

"Rysunkowy chłopak" - najnowsza książka polskiej królowej dramatów K.N. Haner. Recenzja.
Dotychczas z twórczością K.N.Haner miałam styczność tylko poprzez recenzje jej dzieł. Z każdą nowo wydaną pozycją internet wrzał, a opinie były bardzo pozytywne. W jednej przeczytałam następujące słowa "...książka wbiła mnie w fotel", czy "...po przeczytaniu musiałam ochłonąć, gdyż emocje są zbyt duże". Po takich opiniach musiałam osobiście sięgnąć po twórczość polskiej "królowej dramatów" i przekonać się, czy rzeczywiście jest ona warta takich ocen. Akurat tak się złożyło, że kilka dni temu, a dokładnie 16 października swoją premierę miała najnowsza książka autorki "Rysunkowy chłopak".


Główną bohaterką jest Diana. Młoda i bardzo utalentowana dziewczyna, która jakiś czas temu straciła swoją bratnią duszę, był nią jej brat bliźniak. Od momentu wypadku dziewczyna zamknęła się w sobie i odsunęła od ludzi. Jedyną osobą, która była jej naprawdę bliska była jej przyjaciółka Chanel (Loli). Koleżanki razem studiowały i mieszkały w wynajętym wspólnie mieszkaniu. Tylko dzięki wsparciu Loli nasza bohaterka jako tako funkcjonowała i dotychczas nie porzuciła studiów, co już od dawna chodziło jej po głowie. 


Stosunki damsko-męskie są tematem całkowicie obcym dla Diany. Natomiast jej współlokatorka czuje się w tym jak "ryba w wodzie". Co chwilę spotyka się z kimś innym i przeżywa namiętne chwilę, którymi dzieli się z przyjaciółką. Pewnego dnia mają jechać na zajęcia i szkicować z natury. Modelem ma być jeden z najprzystojniejszych chłopaków na uczelni, kapitan akademickiej drużyny rugby i przede wszystkim znany ze swoich miłosnych podbojów - Vincent Green. Diana będąc dziewicą jest zupełnie nieobyta do widoków nagich mężczyzn dlatego niechętnie jedzie z koleżanką na zajęcia. 


Na uczelnianym parkingu dochodzi do wypadku. Chłopak, który miał być modelem wjeżdża w bagażnik Di i tłumaczy się tym, iż zajęła ona jego miejsce parkingowe. Zdając sobie sprawę z własnej winy i bojąc się o całkowite utratę prawka, które i tak już wisi na włosku, proponuje dziewczynie pomoc medyczną w klinice jego ojca w zamian za wzięcie na siebie całej winy za wypadek. Diana mająca dobre serce się zgadza. I takim oto sposobem Vincent odwozi ją by mogła otrzymać pomoc medyczną.


W klinice obolała i zdezorientowana nie umie oderwać wzroku od przystojniaka. Jak się okazuje jest nim brat Vincenta - Ryan. 

"Jeszcze nigdy żaden facet nie wywarł na mnie takiego wrażenie. Podobali mi się chłopcy, ale być pod wrażeniem a czuć, jak miękną ci na czyjś widok nogi, to zupełnie dwie różne sprawy. Dwa inne uczucia. To pierwsze jest takie gówniarskie, nastoletnie wręcz, a drugie... Poczułam, że on podoba mi się tak, jak facet podoba się kobiecie."

Za każdym następnym razem te niby przypadkowe spotkania kończyły się bardzo podobnie. Facet okazywał jej zainteresowanie, a nasza bohaterka powoli się zakochiwała. W tajemnicy przed wszystkimi zaczęli spędzać ze sobą czas. Ryan powodował, że Diana otwierała się przed nim i ból, który cały czas towarzyszył jej od utraty brata zaczął powoli odstępować. Wydawał się być facetem idealnym, uczył ją cieszyć się z małych rzeczy i to właśnie przy nim doznała swojego pierwszego orgazmu od pieszczot. Do niczego więcej nie doszło. Obydwoje tego pragnęli, lecz ze względu na to, iż miał to być ten pierwszy raz Ryan powstrzymywał się tłumacząc, iż nie jest to ten odpowiedni moment, a dziewczyna nie jest na to jeszcze  gotowa. 


Wydawać by się mogło, iż jest to marzenie każdej dziewczyny. Odnaleźć tego jedynego, przeżyć z nim ten pierwszy raz i móc być już na zawsze szczęśliwą. Ale tu pojawia się "ale". Przeszkodą jest to, iż nasz Pan perfekcyjny ma żonę. Pomimo tego, że są w separacji Diana nie chce łamać własnych zasad i rozbijać związku, więc wycofuje się z układu w jakim jest z Ryanem. Postanawia także wziąć rok przerwy na studiach i spróbować poukładać swoje życie na nowo. Cierpi, lecz uznaje, że tak będzie lepiej. Podczas, gdy nasi bohaterowie się poznawali Vincent i Loli zakochali się w sobie. Mogło by się wydawać, że to chwilowe zauroczenie i uczucie nie przetrwa, jednak pozory czasem mylą. Podczas imprezy urodzinowej Vincenta Di poznaje Denisa. Jak się później okazuje jest on bratem żony Ryana. Nasza bohaterka postanawia otworzyć się na ten związek. Czy jednak rozsądek wygra z sercem? Czy Diana dokona właściwego wyboru i jak potoczą się losy zwykłej dziewczyny i rysunkowego chłopaka? O tym dowiecie się czytając książkę, a zapewniam Was, że nie pożałujecie.


Książkę pochłonęłam niemal od razu. Wciągnęła mnie bez reszty i naprawdę sprawiła, że po jej zakończeniu musiałam ochłonąć. Zazwyczaj im dalej brnę w historię, którą poznaje, tym więcej mam w głowie możliwości jej zakończenia. W przypadku "Rysunkowego chłopaka" też tak było. Przemyślałam wszelkie według mnie możliwe scenariusze i gdy już dobrnęłam do końca dosłownie oniemiałam. Ponieważ tego, jak się zakończyła dana historia nie przewidziałam. Nie dopuszczałam nawet takowej myśli, iż jest to możliwe. Byłam totalnie emocjonalnie zdruzgotana. Z pozoru zwykła historia o miłości stała się niezwykła. Z tego, co wiem, ta książka musiała dojrzeć w szufladzie dość długi czas, by wreszcie mogła ujrzeć światło. I bez wątpienia warto było na ten moment czekać. Ta historia przypomniała mi moje lata młodzieńczej beztroski i to uczucie, gdy miłość ścina  z nóg, a emocje trzeba opanować bo wszystko jest tak nowe i intensywne, aż brakuje tchu. Chciałabym podziękować autorce K.N. Haner i Wydawnictwu Editio Red za możliwość poznania tej książki. Z pewnością sięgnę po inne dzieła autorki i chętnie powrócę z recenzją.

Główna bohaterka dzięki Ryanowi powoli uczy się na nowo żyć i próbuje odnaleźć się po stracie brata. To dzięki niemu zaczyna dostrzegać, iż potrzeba do tego nie wiele. Wystarczą małe kroczki, takie jak np. radość z jedzenia. Zauważa, że można na nowo odkrywać produkty i ich smak, co przynosi same pozytywne odczucia. Ja nie tak dawno odkryłam smak sushi. Ta japońska potrawa skradła moje serce. Niepowtarzalne łączenie ryżu i  składników zakrapianych sosem sojowym nie da się porównać z niczym innym. W moim mieście jest kilka lokali serwujących dane przysmaki. W niedalekiej przyszłości planuje wypróbować też sushi street food, czyli handrolle niepokrojone rolki, które można spożywać w każdych warunkach.

wtorek, 22 października 2019

Reklama dźwignią handlu. W co zainwestować, aby dobrze się zareklamować?

Reklama dźwignią handlu. W co zainwestować, aby dobrze się zareklamować?
Jak już pewnie wiecie (bo jeżeli mnie tu odwiedzacie to wiecie) jestem po studiach dziennikarskich. Na zajęciach poruszaliśmy wiele zagadnień związanych z social media, a także reklamą. Miały one pobudzić naszą wyobraźnie i zmysły artystyczne, aby pozyskać jak najlepszy efekt. Reklama jest bardzo obszernym zagadnieniem. Poruszałam już tą tematykę na blogu i zapewne nie raz jeszcze do niej powrócę. Żyjąc w XXI wieku jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym. Wraz z rozwojem wzrasta zapotrzebowanie na rożnego rodzaju towary i usługi. Co za tym idzie? Rozwój handlu i wysyp niezliczonej ilości firm, które są nam w stanie ofiarować wiele. Na rynku jednak utrzymują się Ci, którzy potrafią umiejętnie się "sprzedać" odbiorcy. To właśnie poprzez reklamę przyciągają do siebie odbiorcę i sprawiają, że to właśnie do nich klient powraca.

Aby umieć się właściwie zaprezentować potrzebne są odpowiednie ku temu narzędzia. Dziś przedstawię kilka, które moim zdaniem są dość skuteczne i po prostu działają.

 
Coraz większą popularnością cieszą się te, które wykonane są z dibondu. Jest to kompozyt polietylenowo-aluminiowy, który umożliwia wykonanie elementów o dowolnym kształcie. Ten materiał charakteryzuje się przede wszystkim trwałością. Odpowiednio urządzone pod kątem oświetlenia i ostrości potrafią być widoczne nawet w kiepskich warunkach.  Tego typu reklamy najlepiej wyglądają na zewnątrz. Odpowiedni rozmiar oraz oświetlenie bezsprzecznie przyciąga wzrok potencjonalnego klienta. Jeżeli projekt takiego kasetonu będzie przemyślany, to z pewnością zostanie on w pamięci odbiorcy i będzie on kojarzyć dane miejsce lub firmę.
 
  • Stojaki na ulotki
 
Nie od dziś wiadomo, że jednym z najpopularniejszych sposobów na reklamę są ulotki. Warto tu przemyśleć odpowiednią szatę graficzną i treść, która ma trafić do odbiorcy. Ulotka powinna być ciekawa, ale przede wszystkim treściwa. Jest to tańszy sposób na reklamę, gdyż za mniejsze pieniądze możemy dotrzeć do naprawdę szerokiego grona odbiorców. Warto jednak pamiętać, że dobra ulotka to nie wszystko. Ważnym aspektem jest jej rozpowszechnienie. Tu świetnym rozwiązaniem są specjalne stojaki na ulotki. Ulokowane w odpowiednim miejscu z pewnością przyniosą skutek zamierzony - odpowiednią reklamę.

  • Ekspozytory
Nic tak nie działa na klienta jak możliwość wypróbowania danego produktu przed jego zakupem. W przypadku chociażby materiałów służących do wyposażenia wnętrz ważną rolę odgrywają próbki materiału. Powiedzmy, że chcemy kupić rolety na okno. Oprócz cech ogólnych, takich jak wymiary i właściwości dużą rolę odgrywa tez materiał i jego kolor. Do reklamy tego typu produktów świetnie nadają się ekspozytory. Dzięki wyeksponowaniu określonych kolorów i materiałów klient ma możliwość przyjrzeć się bliżej ofercie i dokonać odpowiedniego wyboru. A sam ekspozytor możemy oznakować logo producenta, co zwiększy szanse zapamiętania przez klienta właśnie naszej oferty.

Wszystkie propozycje ze zdjęć pochodzą ze strony www.veraco.pl

piątek, 18 października 2019

Puder bambusowy i puder ryżowy. Właściwości i różnice produktów od Constance Carroll

Puder bambusowy i puder ryżowy. Właściwości i różnice produktów od Constance Carroll
Jako posiadaczka cery problematycznej przez wiele lat zmagałam się z różnymi dolegliwościami skórnymi, które towarzyszyły mi podczas całego okresu dojrzewania. Wypryski, zaczerwienienia i rozszerzone pory należały do najczęściej pojawiających się niedoskonałości. Z czasem stawały się one coraz rzadsze i cera zmieniała swój wygląd. Obecnie największym problemem jest nadmierne przetłuszczanie się skóry, które jest dość kłopotliwe. Dlatego też zaczęłam zwracać większą uwagę na produkty, których używam do oczyszczania cery i wykonania makijażu.


Z marką Constance Carroll zaprzyjaźniłam się od jakiegoś czasu. Posiadam w swojej kosmetyczce trochę kolorówki, którą będę powoli się z Wami dzielić na blogu. Dziś postanowiłam połączyć recenzje z informacją, która zawsze mnie interesowała na temat bambusowych i ryżowych pudrów do twarzy. Jest to produkt bez którego nie potrafię sobie wyobrazić mojego makijażu. Obydwa służą do matowienia cery i hamowania jego nadmiernego wydzielenia, a także mają właściwości pielęgnacyjne.


Rice Loose Powder 

Sypki puder ryżowy jest absolutnym hitem u osób posiadających cerę tłustą. Najczęściej borykają się one z nadmiernym wydzielaniem sebum, które przeszkadza chociażby po nałożeniu makijażu. Już po kilkudziesięciu minutach cera potrafi się błyszczeć i jesteśmy zmuszeni poprawiać nasz makijaż. Mąka ryżowa, na bazie której jest stworzony puder ryżowy ma za zadanie pochłaniać sebum i zostawiać skórę idealnie matową. Posiada także dodatkowe właściwości takie jak: odświeżenie cery, łagodzenie stanów zapalnych przy tym nie zatykając naszych porów.

Jego pojemność  to tylko 10 g, ale jest to tak wydajny produkt, że starcza na bardzo długi czas. Dzięki transparentności dopasowuje się do koloru cery i się z nią stapia. W zestawie mamy puszek, którym możemy produkt aplikować, jednak ja zdecydowanie wolę używać do tego puchatego pędzelka. Natomiast jeżeli zabieram go ze sobą do torebki puszek jak najbardziej się przydaje. Jest to puder hipoalergiczny bez parabenów. Ze względu na brak talku nie zatyka porów. Testowałam go w różnych warunkach i na różne sposoby. Najbardziej wolę go używać do wykończenia makijażu, natomiast jako baza także się sprawdza bardzo dobrze.


Loose Bamboo Powder

Puder bambusowy sypki sprawdzi się u osób z cerą trądzikową, a także podatną na wszelkiego rodzaju podrażnienia i zaczerwienienia. Tu także mamy sypki puder transparentny wtapiający się w skórę. Wydajność jest na wysokim poziomie. Nie zatyka porów i działa antybakteryjnie. Tu także mamy dołączony puszek, który idealnie sprawdzi się podczas wyjazdu.


Sekret pudru bambusowego leży w zawartej w nim krzemionce. Działa ona antybakteryjnie i łagodząco dlatego też najbardziej sprawdzi się on u osób z wypryskami i niedoskonałościami. Może być stosowany na podkład lub bezpośrednio na krem nawilżający lub z filtrem. Po dłuższym stosowaniu działa pielęgnacyjnie i oczyszczająco, a cera wygląda znacznie lepiej. 


Zarówno puder ryżowy jak i bambusowy występuje w wersji sypkiej i prasowanej. Można śmiało używać je jako tańszy zamiennik droższych kosmetyków mineralnych. Idealnie stapiają się z cerą, wyrównują ją i matowią. Hamują nadmierne wydzielanie sebum dzięki czemu makijaż jest świeży i nieskazitelny przez dłuższy czas. Odkąd je używam nie umiem już z nich zrezygnować. Moja cerą polubiła się zarówno z ryżową jak i bambusową wersją. Gdy zbliżają się kobiece dni chętniej sięgam po puder bambusowy, który łagodzi podrażnienia i działa antybakteryjnie. Na co dzień natomiast wolę ryżowy.

Dom to od dawna jest jednym z moich marzeń. O przeprowadzce już tez myślałam, bo zmiany są jednak potrzebne. Przeglądając wszelkie opcje natrafiłam na   Nowe  domy szeregowe w Katowicach. Położenie jest bardzo atrakcyjne gdyż łączą podmiejski klimat z funkcjonalnością. Atrakcyjna lokalizacja jest dodatkowym atutem pozwalającym na szybkie dotarcie do najbliższych większych miejscowości. Budynki są nowoczesne i energooszczędne, co oznacza porządne ocieplenie, świetną akustykę, świeże i czyste powietrze wewnątrz, dostęp do większej ilości światła słonecznego, a przede wszystkim brak negatywnego wpływu na środowisko naturalne. 

wtorek, 15 października 2019

Efekt krioterapii dla włosów od Long4Lashes. Duet szamponu i odżywki przyśpieszający wzrost włosów. Czy się sprawdił?

Efekt krioterapii dla włosów od Long4Lashes. Duet szamponu i odżywki przyśpieszający wzrost włosów. Czy się sprawdił?
Firma Long4Lashes jest mi znana przede wszystkim z produktów do rzęs. Ich słynny serum wzmacnia rzęsy i sprzyja wzrostowi, a także ulepsza ich kondycje. Na tym jednak nie koniec wyboru jaki nam daje producent. Ofiaruje m.in. kosmetyki do ciała i włosów. O tych ostatnich będzie dzisiaj mowa.


Miałam okazje testować szampon przyśpieszający wzrost włosów, a także odżywkę z tej samej serii. Swoje zdanie na ich temat miałam już wyrobione jakiś czas temu, ale zapomniałam się nim z Wami podzielić, więc zrobię to teraz.


Czy wiecie czym jest krioterapia? Cały sens tkwi w sposobie oddziaływania, w tym przypadku na włosy - chłodem. Za pośrednictwem niskich temperatur kompleks ICEtech-2 wpływa na włosy niczym zimny kompres. W rezultacie mamy domykanie łusk, ujednolicanie kształtu i wydobywanie ich blasku. 3-RAPIDgrowth zawiera w sobie trzy roślinne składniki kiełki soi, kiełki pszenicy i tarczycę bajkalską, które wpływają bezpośrednio na mieszki włosowe. Stymulują ich wzrost, poprawiają kondycję, a także hamują ich nadmierne wypadanie. Za odpowiednie nawilżenie skóry głowy odpowiada tu ekstrakt z algi śnieżnej. Ma on także działanie kojące i chroniące przed czynnikami zewnętrznymi w tym produktami do stylizacji włosów.

Szampon otrzymujemy w kartonowym pudełku na którym umieszczone zostały najważniejsze informacje dotyczące produktu. W środku znajdziemy butelkę o pojemności 200 ml. Kolorystyka w której zostało utrzymane opakowanie, jak i sama buteleczka jest stonowana i przyjemna dla oka. Niestety na tym pozytywy mojego testowania się kończą. Pomimo tego, iż produkt nie zawiera SLS/SLES i parabenów i należy do szamponów micelarnych u mnie się nie sprawdził.


By dość porządnie umyć moje długie włosy musiałam używać dość sporej ilości szamponu. Produkt słabo się pienił, więc i wydajność jego spadała do minimum. Efekt chłodzenia, który uzyskiwałam podczas mycia należał do dość ciekawych odczuć. Szczerze mówiąc nie jestem fanką tego rodzaju "atrakcji" podczas mycia głowy. Pomimo dość sporej ilości szamponu nadal brakowało mi uczucia czystości włosów.


Ja się z nim niestety nie polubiłam, gdyż efekt po umyciu nie był najfajniejszy. Włosy wyglądały na dość suche i "słomowate". Sytuacje ratowała odżywka, którą miałam okazje poznać dzięki próbkom, które otrzymałam w paczce. Co prawda nie jest to najwygodniejszy sposób użytkowania maski, gdyż trzeba się trochę wysilić by ją wydostać z saszetki, ale z pewnością jest to dobry sposób by sprawdzić, czy dany produkt nam odpowiada i dopiero wtedy się decydować na zakup produktu pełnowymiarowego.


Dla lepszych efektów producent proponuje stosować dane produkty w duecie. Czyli najpierw myjemy włosy szamponem, a następnie używamy odżywki. Gdyby nie te saszetki nie umiałabym moich włosów rozczesać. To właśnie odżywka powodowała, że sięgnęłam po szampon jeszcze kilka razy. Niestety końcówka powędrowała w inne ręce. Efektu wzrostu nie zauważyłam, gdyż stosowałam duet dość krótko. Uważam, że te produkty mają naprawdę bardzo dobry skład i potencjał, ale nic na siłę. Wiem, że opinię wielu osób były bardzo pozytywne, więc nie ma co się zrażać i warto wypróbować na sobie. Być może Wasze włosy ten duet pokochają.


Zastanawialiście się kiedyś nad przeprowadzką do innego kraju? A może lubicie podróżować i cenicie sobie komfort na wyjazdach lub dłuższych wakacjach? Jeżeli tak to wiele osób poleca domki holenderskie. Można zdecydować się na zakup nowego lub używanego domku. Na stałe polecają się całoroczne ocieplone, a także sezonowe. Ostateczny wybór oczywiście należy do klienta. Każdy domek jest wysokiej klasy obiektem, który wyposaża się zgodnie z potrzebami klienta. Ceny nie są wygórowane, a wiadomo, że poczucie bezpieczeństwa i domowego ciepła są bezcenne wszędzie.
Copyright © 2014 MarusiTestowanie , Blogger