wtorek, 15 października 2019

Efekt krioterapii dla włosów od Long4Lashes. Duet szamponu i odżywki przyśpieszający wzrost włosów. Czy się sprawdił?

Efekt krioterapii dla włosów od Long4Lashes. Duet szamponu i odżywki przyśpieszający wzrost włosów. Czy się sprawdił?
Firma Long4Lashes jest mi znana przede wszystkim z produktów do rzęs. Ich słynny serum wzmacnia rzęsy i sprzyja wzrostowi, a także ulepsza ich kondycje. Na tym jednak nie koniec wyboru jaki nam daje producent. Ofiaruje m.in. kosmetyki do ciała i włosów. O tych ostatnich będzie dzisiaj mowa.


Miałam okazje testować szampon przyśpieszający wzrost włosów, a także odżywkę z tej samej serii. Swoje zdanie na ich temat miałam już wyrobione jakiś czas temu, ale zapomniałam się nim z Wami podzielić, więc zrobię to teraz.


Czy wiecie czym jest krioterapia? Cały sens tkwi w sposobie oddziaływania, w tym przypadku na włosy - chłodem. Za pośrednictwem niskich temperatur kompleks ICEtech-2 wpływa na włosy niczym zimny kompres. W rezultacie mamy domykanie łusk, ujednolicanie kształtu i wydobywanie ich blasku. 3-RAPIDgrowth zawiera w sobie trzy roślinne składniki kiełki soi, kiełki pszenicy i tarczycę bajkalską, które wpływają bezpośrednio na mieszki włosowe. Stymulują ich wzrost, poprawiają kondycję, a także hamują ich nadmierne wypadanie. Za odpowiednie nawilżenie skóry głowy odpowiada tu ekstrakt z algi śnieżnej. Ma on także działanie kojące i chroniące przed czynnikami zewnętrznymi w tym produktami do stylizacji włosów.

Szampon otrzymujemy w kartonowym pudełku na którym umieszczone zostały najważniejsze informacje dotyczące produktu. W środku znajdziemy butelkę o pojemności 200 ml. Kolorystyka w której zostało utrzymane opakowanie, jak i sama buteleczka jest stonowana i przyjemna dla oka. Niestety na tym pozytywy mojego testowania się kończą. Pomimo tego, iż produkt nie zawiera SLS/SLES i parabenów i należy do szamponów micelarnych u mnie się nie sprawdził.


By dość porządnie umyć moje długie włosy musiałam używać dość sporej ilości szamponu. Produkt słabo się pienił, więc i wydajność jego spadała do minimum. Efekt chłodzenia, który uzyskiwałam podczas mycia należał do dość ciekawych odczuć. Szczerze mówiąc nie jestem fanką tego rodzaju "atrakcji" podczas mycia głowy. Pomimo dość sporej ilości szamponu nadal brakowało mi uczucia czystości włosów.


Ja się z nim niestety nie polubiłam, gdyż efekt po umyciu nie był najfajniejszy. Włosy wyglądały na dość suche i "słomowate". Sytuacje ratowała odżywka, którą miałam okazje poznać dzięki próbkom, które otrzymałam w paczce. Co prawda nie jest to najwygodniejszy sposób użytkowania maski, gdyż trzeba się trochę wysilić by ją wydostać z saszetki, ale z pewnością jest to dobry sposób by sprawdzić, czy dany produkt nam odpowiada i dopiero wtedy się decydować na zakup produktu pełnowymiarowego.


Dla lepszych efektów producent proponuje stosować dane produkty w duecie. Czyli najpierw myjemy włosy szamponem, a następnie używamy odżywki. Gdyby nie te saszetki nie umiałabym moich włosów rozczesać. To właśnie odżywka powodowała, że sięgnęłam po szampon jeszcze kilka razy. Niestety końcówka powędrowała w inne ręce. Efektu wzrostu nie zauważyłam, gdyż stosowałam duet dość krótko. Uważam, że te produkty mają naprawdę bardzo dobry skład i potencjał, ale nic na siłę. Wiem, że opinię wielu osób były bardzo pozytywne, więc nie ma co się zrażać i warto wypróbować na sobie. Być może Wasze włosy ten duet pokochają.


Zastanawialiście się kiedyś nad przeprowadzką do innego kraju? A może lubicie podróżować i cenicie sobie komfort na wyjazdach lub dłuższych wakacjach? Jeżeli tak to wiele osób poleca domki holenderskie. Można zdecydować się na zakup nowego lub używanego domku. Na stałe polecają się całoroczne ocieplone, a także sezonowe. Ostateczny wybór oczywiście należy do klienta. Każdy domek jest wysokiej klasy obiektem, który wyposaża się zgodnie z potrzebami klienta. Ceny nie są wygórowane, a wiadomo, że poczucie bezpieczeństwa i domowego ciepła są bezcenne wszędzie.

piątek, 11 października 2019

Czym jest e-sąd i czym się różnią zwykłe postępowania od elektronicznych?

Czym jest e-sąd i czym się różnią zwykłe postępowania od elektronicznych?
W dzisiejszych czasach wiedza jest na wagę złota. Tak naprawdę tylko od nas zależy, czy będziemy orientować się w określonym temacie. Wszystko jest kwestią chęci. Źródeł internetowych, różnego rodzaju publikacji a także książek dotyczących określonych tematów na obecnym rynku jest całe mnóstwo. Nie zawsze jednak podstawowe obeznanie w danym temacie jest wystarczające.

Wiecie za co kocham blogowanie? Za to, że odkrywam dotąd nieznane mi horyzonty i poszerzam swoje umiejętności i wiedzę o wątkach, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Dziś przychodzę do Was z informacją na temat e-sądu. Czy kiedykolwiek spotkaliście się z pojęciem, jakim jest  sąd elektroniczny? Już śpieszę z wyjaśnieniem.

(źródło zdjęcia: internet)

Samo pojęcie sądu kojarzy nam się z niezawisłym organem państwowym, który powołany jest do rozstrzygnięcia różnego rodzaju sporów. W postępowaniach kierujący się przede wszystkim ustawami prawnymi i umowami międzynarodowymi. Sąd elektroniczny ma te same założenia, tylko system postępowań jest nieco prostszy.
Mamy tu do czynienia z nowoczesną elektroniczną platformą za pomocą której są przeprowadzane elektroniczne postępowania. Główna siedziba mieści się w Lublinie, natomiast wszystko załatwiane jest przez internet dlatego też mogą z tej opcji skorzystać mieszkańcy z całej Polski. Głównym warunkiem jest dostarczenie wszelkich potrzebnych do procesu dokumentów.
Nad platformą sprawują pieczę wykwalifikowani prawnicy, którzy pomogą wnieść sprawę, dopilnują wszelkiej dokumentacji i będą nas informować na bieżąco o postępach sprawy. Dzięki pozwu elektronicznemu można znacznie skrócić czas jaki potrzebny jest na zwykłe postępowanie sądowe. Zaoszczędzamy nie tylko pieniądze, lecz także czas poświęcony na przesłuchiwanie świadków, kilkunastu rozpraw i długiego oczekiwania na wyrok. W niektórych przypadkach udaje się uzyskać nakaz zapłaty już w ciągu 14 dni.
Jeżeli dotychczas nie mieliście styczności z postępowaniem prawnym to bezcenna okaże się pomoc kancelarii prawnej, która poprowadzi Was przez cały proces zgłoszenia sprawy do e-sądu. Indywidualny opiekun doradzi, pomoże i poinformuje o wszystkim, a w przypadku konieczności przeprowadzenia zwykłego postępowania podejmie się także jego prowadzenia za dodatkową opłatą.

Słyszeliście o sądzie elektronicznym i postępowaniach internetowych?

poniedziałek, 7 października 2019

Założenie bloga. Od czego zacząć i do czego dązyć?

Założenie bloga. Od czego zacząć i do czego dązyć?
Już nieraz zastanawiałeś się jak to jest zostać blogerem? Masz mnóstwo pomysłów i jesteś kreatywny? Masz smykałkę do prowadzenie profili na social mediach i chciałbyś dzielić się czymś więcej z innymi? Jeżeli chociaż w części wymienionych opisów widzisz siebie to oznacza, że nadszedł czas na założenie bloga. Twojego internetowego miejsca na ziemi.

Ale od czego zacząć swoją przygodę z blogowaniem? Najlepiej będzie wszystko opanowywać sobie po kolei. Przede wszystkim musisz się zastanowić na jaki temat chcesz pisać. Obecnie mam wrażenie, że największą część zajmują blogi stricte recenzenckie. Tak zwane kosmetyczne, książkowe bądź obejmujące inną branżę. Lifestyle ostatnio też podbija internety. Najmniej jest tych specjalistycznych. Powiedzmy typowo nakierowanych na konkretną dziedzinę życia: odżywianie (chociaż ostatnio takowych pojawia się sporo), choroby i inne. A także hobbistyczne, tworzone z pasją i miłością do konkretnej dziedziny. Najważniejsze, byś czuł się pewnie w tym, o czym chcesz pisać.

Gdy wybrana została tematyka krokiem następnym jest podjęcie decyzji, czy zakładamy bloga na darmowej stronie, tak jak np. na bloggerze, czy inwestujemy we własną stronę www z domeną na wyłączność. Jeżeli jesteś laikiem to proponuje na początku skorzystać z darmowej strony. Tu także znajdziesz szablony, które będziesz mógł wgrać bez ponoszenia kosztów i stworzyć takie miejsce, które będzie odzwierciedleniem Twojej wizji.

Gdy już mamy swoje miejsce w sieci należy pamiętać o kilku kwestiach. Po pierwsze - systematyczność. Warto ustalić sobie ile postów w skali miesiąca chcemy publikować i starać się trzymać tego harmonogramu. Po drugie, jeżeli wiemy o czym chcemy pisać to róbmy to rzetelnie. Warto pamiętać, że czytelnicy muszą kojarzyć naszego bloga jako wiarygodne źródło informacji. Przykładajmy się do tego, o czym piszemy, a z pewnością czytelnik do nas wróci. No i trzecia kwestia, nie mniej ważna - zdjęcia. Istnieją banki zdjęć z których możemy bezpłatnie korzystać. Jednak mnie osobiście nie przyciąga to samo zdjęcie widziane na kilku rożnych stronach. Zainwestujmy w porządny aparat, albo chociażby telefon z dobrą kamerką. Wystarczy własna wyobraźnia i odrobina podstawowej wiedzy na temat obróbki zdjęć i będziemy tworzyć naprawdę piękne i przyciągające uwagę obrazy.


Gdy już opanujemy blogosferę, to warto zainwestować trochę czasu na poznanie jej tajników. Chodzi mi głównie o pozycjonowanie stron, bo przecież tworząc treści pragniemy, aby dotarły one do jak największego grona odbiorców. Prościej mówiąc SEO ( z ang. Serach Engine Optimization), czyli optymalizacja serwisu dla wyszukiwarek internetowych. Polega ona na tym, że tworzone treści podlegają pewnym regułom, dzięki którym roboty Google wybiorą nasze treści wśród tysiąca innych i umieszczą na szczytach wyszukiwań. 

Nie od dziś wiadomo, że gdy wpisujemy poszukiwaną rzecz bądź usługę w wyszukiwarce pokazuje nam się od kilku do kilkunastu stron z wynikami. Wiem po sobie, że najczęściej swoją uwagę skupiam na tej pierwszej stronie. Co sprawia, że decyduje się na zakup, czy przeczytanie artykułów z kilku pierwszych pozycji, natomiast resztę pomijam. By znaleźć się na tzw. szczycie musimy przestrzegać kilku reguł. Przestrzeganie poprawności kodu HTML i przejrzystość naszej strony to podstawa. Systematyczność pisania i unikalność treści. Dużą rolę graja tu słowa bądź frazy kluczowe, które są najczęściej wyszukiwane przez odbiorców. Odnośniki do stron tych najbardziej popularnych i aktualizowanych. To właśnie te uznawane są za najbardziej wartościowe.  

Jeżeli nie czujemy się na tyle, aby się za bardzo zagłębiać w temat SEO, to warto oddać to w ręce specjalistów. Pamiętajmy, że za powodzeniem przedsięwzięcia stoi najczęściej dobrze wypracowana strategia i lata praktyki. Dogłębne badanie rynku i wieloetapowa analiza, a także podjęte na tej podstawie działania z pewnością przyniosą oczekiwany rezultat. Nasz blog osiągnie lepszą i korzystniejszą pozycje w wyszukiwarce. Zdobędziemy tym samym większą ilość odbiorców, a jak wiadomo nic tak nie motywuje twórcę, jak duża ilość odbiorców jego twórczości.

sobota, 5 października 2019

Olśniewająca czystość i blask Twoich naczyń z kapsułkami Finish Quantum Ultimate

 Olśniewająca czystość i blask Twoich naczyń z kapsułkami Finish Quantum Ultimate
Witajcie! Październik rozpoczniemy podsumowaniem projektu w którym miałam przyjemność brać udział. Dzięki platformie trnd.pl miałam możliwość testować nowość na rynku, którą jest Finish Quantum Ultimate. Polecam Wam także się tam zarejestrować i próbować swoich sił. Pojawia się tam sporo projektów, które z pewnością zainteresują każdego.


Do testów otrzymałam pełnowymiarowe opakowanie, które zawierało 32 szt. kapsułek do zmywarki Finish Quantum Ultimate. Platforma trnd dba w swoich projektach nie tylko o to, by osoby wybrane do testów miały okazje poznać produkt, lecz także o to, by kilka osób z ich otoczenia także miało takową możliwość. Dlatego też w paczce znalazłam dodatkowo dwa opakowania zawierające po 10 szt. kapsułek. Podzieliłam się nimi z moją rodziną i przyjaciółmi.


Kapsułka Finish Quantum Ultimate to 3 oddzielne komory:

Biała - ma za zdanie wyczyszczenie naszych naczyń od zabrudzeń.
Żółta - odtłuszcza i sprawia, że nasze naczynia są czyste.
Czerwień - pełni funkcję nabłyszczania.


Każda kapsułka zapakowana jest w folię. Podczas użytkowania nie musimy jej zdejmować. Jest ona na tyle cienka, że bez problemowo rozpuszcza się nawet w najkrótszym cyklu zmywarkowym.  Jedna kapsułka to jedno mycie naczyń. Pomimo to, iż kapsułka ma w sobie wszystkie potrzebne składniki warto pamiętać, że należy raz na jakiś czas uzupełniać komorę solą. Odrobinę nabłyszczacza też nie zaszkodzi dodać, aby móc cieszyć się blaskiem i czystością jeszcze dłużej.


Przyznam się szczerze, że produkty marki Finisz znam nie od dziś. Jeżeli chodzi o chemie do zmywarki to właśnie po tą markę sięgam od lat. Byłam bardzo ciekawa tej ulepszonej formuły i rzeczywiście się nie zawiodłam. Kapsułki w pełni się rozpuszczają w każdym cyklu, czy to w tym standardowym, czy też najkrótszym. Naczynia są czyste i błyszczące. Kapsułka dobrze sobie radzi nawet z zaschniętym brudem. Świetnie domywa także osad od herbaty z kubków i filiżanek. Jestem pozytywnie zaskoczona działaniem Finish Quantum Ultimate i wiem, że moi najbliżsi, którzy testowali produkt razem ze mną są tego samego zdania.

#WybieramFinish #WybieramBlask #FinishQuantum


A skoro już jesteśmy w tematyce kuchennej, to co myślicie o materiale, który coraz częściej używany jest nie tylko w kuchniach, ale także salonach, sypialniach i innych pomieszczeniach. Mam na myśli oczywiście beton architektoniczny. Płyty i panele 3D znajdują szerokie zastosowanie nie tylko jako element dekoracyjny, ale także tworzą całościowe aranżacje. Naturalny wysokiej jakości materiał wykończeniowy nadaje wnętrzu charakteru i niepowtarzalności.


środa, 25 września 2019

Serum przeciwzmarszczkowe od Buatic jako sposób na walkę z czasem.

Serum przeciwzmarszczkowe od Buatic jako sposób na walkę z czasem.
Tym razem przychodzę do Was z recenzją kosmetyczną. Jakieś 3 tygodnie temu w moje ręce trafił produkt, o którym dziś będzie mowa. Mam już swoją opinię na jego temat, więc jeżeli jesteście ciekawi to zapraszam do czytania.


Kosmetyk Buatic to dla mnie całkowita nowość. By dowiedzieć się nieco więcej na jego temat udałam się na stronę buatic.pl. Znajdziemy tam informacje na temat nawilżających, regenerujących, ujędrniających i uelastyczniających składników, zabiegów i sposobów na walkę ze zmarszczkami. Wyjątkowość serum przeciwzmarszczkowego polega na jego aktywnych składnikach, które mają nam pomóc w ich zwalczaniu.


Produkt otrzymujemy w kartonowym opakowaniu. Tu nie będziemy niczym zaskoczeni, gdyż karton jest bardzo minimalistyczny. Utrzymany w bieli z czarnymi napisami i odrobiną czarno-szarej grafiki. O ile lubię opakowania przyciągające uwagę, o tyle tu minimalizm skojarzył mi się z produktem stricte aptecznym. Ale to skojarzenie akurat jak dla mnie ma same pozytywy. Nie znajdziemy tu żadnych zbędnych informacji. Nazwa, składniki i sposób użycia.


W środku znajdujemy buteleczkę wykonaną z tworzywa o pojemności 50 ml. Tu także dominuje minimalizm. Na spodzie butelki znajdziemy datę przydatności. Jest ona dość krótka, około roku od daty produkcji, a wszystko za sprawą naturalnego składu wzbogaconego o aktywne składniki. Oznacza to, że nie znajdziemy tu żadnych silikonów, PEGów, emulgatorów, sztucznych substancji zapachowych, czy barwników. Uwielbiam, gdy firma stawia na naturę, a tu bez wątpienia tak jest.


Opakowanie wyposażone jest w pompkę. Uważam, że jest to najbardziej higieniczny sposób aplikacji. Serum jest bezzapachowe, więc przypadnie do gustu osobom, które są wrażliwe na zapachy. Lubię, gdy kosmetyk ładnie pachnie, ale zdaje też sobie sprawę z tego, ze za pięknym zapachem najczęściej ukrywają się dodatki chemiczne.


Używałam serum przeciwzmarszczkowego regularnie 2 razy dziennie, wedle zaleceń producenta. Najbardziej lubiłam porę wieczorową , gdyż wtedy mam najwięcej czasu, który mogę poświęcić na moją pielęgnację. Po dokładnym oczyszczeniu nakładałam serum. Do całkowitego pokrycia twarzy wystarcza mi ok. 2 pompek, więc jest to bardzo wydajny kosmetyk. Po aplikacji należy odczekać parę minut, aż serum się całkowicie wchłonie. Kondycja skóry przyjemnie mnie zaskoczyła. Jest napięta i sprężysta lecz mimo to nawilżona. Miałam problem z suchymi skórkami w okolicach nosa i po 3 tygodniach użytkowania serum skóra jest na tyle nawilżona, iż problem zniknął. Aplikacja poranna jest także dość przyjemna. Serum nie wpływa na makijaż, nic się nie warzy i skóra nadal pięknie wygląda. Nie jestem w stanie obiektywnie ocenić samego działania przeciwzmarszczkowego, gdyż nie mam jeszcze aż takiego problemu ze zmarszczkami. Natomiast zdecydowanie mogę potwierdzić lepszą sprężystość skóry i poprawę w stanie nawilżenia. O skórę warto dbać zawsze, a jeżeli chcemy by jak najdłużej została ona sprężysta i wygładzona  warto wspomagać się tego typu kosmetykiem, jakim jest serum Buatic.

wtorek, 24 września 2019

W życiu wszystko może się zdarzyć. Bajkowa opowieść o miłości, przyjaźni i spełnieniu marzeń. "Cząstka pomarańczy" Lidia Tasarz. Recenzja

W życiu wszystko może się zdarzyć. Bajkowa opowieść o miłości, przyjaźni i spełnieniu marzeń. "Cząstka pomarańczy" Lidia Tasarz. Recenzja
Hej. Dziś przychodzę do Was z recenzją ksiąski, która nie każdemu przypadnie do gustu. Zdaje sobie sprawę z tego, że ile ludzi, tyle gustów. Niemniej o osobistych upodobaniach moim zdaniem się nie dyskutuje, więc przedstawię Wam dzisiaj książkę, która mi osobiście bardzo się podobała. Pomimo dość sporej objętości przeczytałam ją szybko (na tyle na ile pozwolił mi wolny czas) i śpieszę się podzielić z Wami moimi wrażeniami.


Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Psychoskok miałam okazje przeczytać "Cząstkę pomarańczy" Lidii Tasarz. Zazwyczaj nie sięgam po żadne streszczenia czy skrócone informację na temat książki przed jej rozpoczęciem, ponieważ wolę być zaskoczona i sięgać po nieznane. Tu jednak zaciekawiona tytułem zerknęłam na tył okładki. Wystarczyło przeczytać "(...) zainspirowana "Sagą Zmierzch" Stephenie Meyer i motywami filmowej serii The Twilight Saga." I już wiedziałam, że się polubimy. 


Przypomniały mi się  czasy studiów, gdy to podczas jednej z przerw dzieliłyśmy się z koleżankami z roku swoimi książkowymi i filmowymi odkryciami. To właśnie wtedy tak się złożyło, że wyszła już w świat ekranizacja pierwszej części Zmierzchowej Sagi. Zachęcona pozytywnymi recenzjami skusiłam się i ja na ten film. I pamiętam jak dziś....przepadłam. Byłam tak bardzo zachwycona, że nie tylko sięgnęłam po wszystkie książkowe części, ale i z niecierpliwością wyczekiwałam na kolejne ekranizacje. Jako wierna "fanka" śledziłam losy aktorów grających główne role, ich osiągnięcia w kinematografii. Z ciekawością wyszukiwałam też nowin z ich życia prywatnego. Świat oszalał, powstawały stowarzyszenia fanów łączące ludzi na całym świecie. Wydaje mi się, że jedną z wiernych fanek  Zmierzchu jest Lidia Tasarz.


Autorka stworzyła piękną historię miłosną, niczym z bajki. Głównymi bohaterami jest dwójka nastolatków, którzy spotykają się na planie filmowym "Zmierzchu". Ona, filmowa Bella - w rzeczywistości Maja. Polka, uczennica jednej z Toruńskich szkół, która za chwilę rozpocząć ma klasę maturalną. On, filmowy Jacob - w rzeczywistości Taylor. Nastoletni, dobrze zapowiadający się aktor, który ma za sobą już kilka ról, więc jest rozpoznawanym idolem wielu nastolatek. Poznają się na planie i zakochują się w sobie. Po zakończeniu zdjęć do pierwszej ekranizacji Sagi Maja wraca do Polski. Nie przyznaje się chłopakowi do swoich uczuć i wylatuje do Polski bez pożegnania się. Taylor, zakochany bez pamięci. leci do niej by dowiedzieć się, czy dziewczyna odwzajemnia jego miłość i czy ma u niej jakiekolwiek szansy. Na miejscu okazuje się, że szaleją za sobą. Chłopak porywa ukochaną do Paryża i spełnia tym samym jedno z jej marzeń.


Do Mai dzwoni jej menadżerka Jenny z informacją, że został podpisany kontrakt na nagrania dalszych części Sagi i że czekają na nią w LA. Już za kilka dni rozpocząć się ma trasa promocyjna, oficjalna premiera, a także nagrania kolejnej części. Ponieważ dziewczyna jest obecnie w klasie maturalnej załatwia sobie z dyrektorem nauczanie indywidualne, a wszelkie zaliczenia odbędą się drogą e-mailową. Po tym jak wyszło na jaw, iż zwykła dziewczyna z Polski stała się gwiazdą Hollywood, jej popularność, zwłaszcza w szkole, nagle wzrosła.
Wraz z bohaterami odbywamy podróż pełną szaleństwa wywołanego na całym świecie popularnością Sagi Zmierzch. Miliony fanów nieodstępujący naszych aktorów i setki paparazzi czyhający na każdym kroku. O ile dla większości obsady jest to coś normalnego, to dla Mai jest to całkiem nowe doświadczenie. Nie jest ona przyzwyczajona ani do błysków fleszy, ani do gigantycznej popularności, która spadła na nią w szybkim tempie. Dziwi się jak bardzo fani szaleją na ich punkcie i skąd zdobywają informację na temat zdjęć,szczegółów ich trasy promocyjnej, czy życia prywatnego. Dlatego też zostają zatrudnieni ochroniarze Borys i Masza, którzy trzymają rękę na pulsie.
Na początku postanawiają nikomu nie mówić o swoim związku. Jednak podczas spotkania obsady z reżyserem wszystko wychodzi na jaw. Uczucia dziewczyny są prawdziwe i dość mocne, przeciwstawia się ona reżyserowi, gdy ten proponuje dla podkręcenia atmosfery puścić informację o rzekomym romansie Mai z Williamem, filmowym Edwardem. Nie chce niczego udawać, gdyż nie zamierza ranić swojego chłopaka, którego kocha.

"I znów świat przestaje dla nas istnieć. Nie ma czasu, nie ma świata, nie ma przestrzeni. Nie ma wczoraj, nie ma jutra, nie ma nawet dziś. Jest tylko TU i TERAZ. Jesteśmy tylko MY. Spleceni w miłosnym uścisku, w uniesieniu, otwarci dla siebie i bezbronni. Ufni i bezgraniczni powierzaniu sobie najskrytszych tajemnic naszych dusz i ciał. Naprawdę, gdyby w tym momencie świat przestał istnieć, nie zauważylibyśmy tego."

Każdą wolną chwilę Maja i Taylor spędzają razem. Z niedługich przerw korzystają wyjeżdżając na wakacje w miejsca, w których czują się swobodnie i nikt nie narusza ich prywatności. Na jednym z takich wypadów Maja wpada na pomysł kupienia mieszkania. Chce wraz z Taylorem mieć swoje miejsce na ziemi, do którego będzie chętnie wracać. Taylor poznaje Polskę podczas wizyty z okazji balu Mai w szkole. Na nim dochodzi do spięcia pomiędzy Adamem, kolegą z klasy dziewczyny który od dawna jest w niej zakochany, a Mają. Jest to ważny moment, ponieważ z Adamem spotkamy się jeszcze w książce, a jego rola odciśnie swój ślad w życiu naszych bohaterów. Będzie też moment, w którym autorka pokaże nam popularność z zupełnie innej, wcale nie pozytywnej strony.


Książka jest przepełniona informacjami z planu nagraniowego Sagi. Poznajemy wiele ciekawostek na temat obsady, ich życia prywatnego i  powstałych przyjaźni. W życiu Mai i Taylora będzie sporo wzlotów i upadków. Pomimo popularności, pieniędzy i szaleństwa wokół nich rozpętanych nasi bohaterowie zostają sobą. Nadal mimo wszystko cenią sobie przede wszystkim relacje rodzinne. Chronią swój związek i prywatność z dala od świata zewnętrznego na tyle, na ile jest to możliwe. Nie przejmują się plotkami i fałszywymi informacjami wypływającymi do sieci. Kochają się szczerze i prawdziwie. Każdego dnia okazują sobie troskę i szacunek. I między innymi za to też pokochałam tą historię. Za szczerość, która płynie od Mai Taylora. Za ich autentyczność i za to, że dzięki ich postaciom mam nadzieje, że sława i pieniądze nie zawsze doprowadzają do zmian na gorsze. Mogą one być tez powodem do świadomości tego, iż należy dbać i szanować to co się ma. Doceniać ludzi i miłość, która nas otacza, bo tego nie da się kupić za żadne pieniądze.

piątek, 20 września 2019

Cisza jako stan umysłu, duszy i ciała. Alicja Masłowska-Burnos "Cisza". Recenzja.

Cisza jako stan umysłu, duszy i ciała. Alicja Masłowska-Burnos "Cisza". Recenzja.
Ten miesiąc z pewnością należy zaliczyć do książkowych. Dlatego też na blogu są same recenzje książkowe. Nic w tym dziwnego. Porę jesienną uwielbiam spędzać z kubkiem ulubionej herbaty w dłoni i dobrą lekturą. Dlatego też dzielę się z Wami moimi wrażeniami na temat ostatnio przeczytanych pozycji.

Tym razem w moje ręce trafiła   "Cisza" Alicji  Masłowskiej-Burnos. Licząca ponad 700 stron historia wciągnęła mnie bez reszty. Pochłonięta w całości z każdą kolejną stroną przeżywałam wzloty i upadki, miłość i perypetia, przez które musieli przejść główni bohaterowie. Zapraszam Was więc w świat "Ciszy" i pamiętajcie...

" Ważąc kroki, idziesz wolniej. Ważąc słowa. kroczysz bezpiecznie."

Nie wchodź w moją ciszę

Poznajemy Maje Karewicz, która po wielu latach pracy w szpitalu w Opolu przeprowadza się do Wrocławia. Motywacją była nowa posada w wielkiej firmie "Medical". Podczas jej miesięcznego wypowiedzenia u nowego pracodawcy zachodzą zmiany. Były prezes zostaje aresztowany pod zarzutem kilku sporych przekrętów. Nowy prezes Lenkiewicz wcale nie robi na dziewczynie dobrego wrażenie. Proponuje jej aneks do umowy na lepszych niż dotychczas warunkach. Kobieta po rozeznaniu się w sytuacji ze strony prawnej decyduje się na jej podpisanie. Pewnego dnia przez przypadek zarysowuje na parkingu auto przystojnego i dobrze usytuowanego Adama. To właśnie on potrafił zmienić zimną pracoholiczkę i wieczną singielkę, w kobietę, która pokochała i dała się pokochać.

"Może właśnie dziecko by mnie zmieniło, może to właśnie dziecko spowodowałoby, że zacznę żyć na nowo.(...) Zaczynam rozumieć, jak bardzo się zmienia perspektywa i punkt widzenia, kiedy człowiek tak naprawdę kocha, tak prawdziwie kocha do szaleństwa." 


Zachodzi w ciąże i jest wreszcie szczęśliwa. Jej życie odmieniło się o 180 stopni i jest jej z tym dobrze. Wykonywany przez nią projekt wisi na włosku. Prezes Lenkiewicz wraz ze swoim bratankiem okradają szpital z egzoszkieletów wartych kilka milionów złotych. Maja nakrywa ich na przestępstwie i w ramach zemsty zostaje zrzucona ze schodów w wyniku czego w krytycznym stanie trafia do szpitala. Traci dziecko. Próbuje się pozbierać po stracie i powrócić do życia. Przeciwko Lenkiewiczowi i jego wspólnikom toczy się śledztwo. Kamil (bratanek Lenkiewicza) odnajduje Maje i grozi, że jeżeli ta nie wycofa zeznań to gorzko pożałuje.

Odprowadzam ciszę

Po wielu miesiącach rehabilitacji Maje czeka operacja na zespolenie złamania Collesa. Zabieg ma wykonać najlepszy znany kobiecie specjalista w dziedzinie Rafał Kuszewski. Kobieta ma już umówiony termin i wyczekuje go z tremą. W tym czasie Adam ma problemy ze zleceniem na budowę domków jednorodzinnych w Niemczech i musi pilnie wyjechać. Maja dostaje telefon, że zabieg musi być wykonany wcześniej. Nie informując o tym Adama kobieta się zgadza i zgłasza do szpitala. Do tremy związanej ze zbliżającym się zabiegiem dochodzi dziwne uczucie jak gdyby przeszłości, która ją prześladuje. Ruda pielęgniarka, plakaty z egzoszkieletami. Te wszystkie znaki wydają się być tak bardzo dziwne i nierealne, że kobieta stara się nie zwracać na nie uwagę. Podczas wywiadu przed zabiegiem prowadzonego przez dziwną pielęgniarkę Maja informuje ją, że ma uczulenie na pyralginę. Gdy jest już po wszystkim to właśnie ta dziwna ruda pracownica aplikuje Mai kroplówkę z lekiem, na który jest ona uczulona. W skutek tego przeżywa ona stres anafilaktyczny i jest reanimowana. Gdy już się budzi lekarz ją bardzo przeprasza i wyciąga konsekwencje wobec pielęgniarki zwalniając ją. Maja obiecuje nie wnosić oskarżeń wobec szpitala.


Przenosimy się do restauracji Bieberbau w dzielnicy Wilmensdorf, w której Adam, jego ojciec i adwokat Marcin dyskutują na temat problemów, które wynikły w biznesie. Na budowie osiedla domków jednorodzinnych znaleziono zwłoki nieznanego mężczyzny. Główny prokurator wydaje nakaz, co skutkuje wstrzymaniem prac na budowach. Adama gonią terminy i może to skutkować utratą sporych kwot pieniężnych i całego zlecenia. Po kilku kieliszkach Adam zostaje w restauracji sam. W tym samym czasie zjawia się tam jego dawna miłość Kasia, z którą kiedyś zdradził swoją ówczesną żonę Agatę. Próbuje ona pocieszyć Adama jednocześnie zaciągając go do pokoju. Po kilku namiętnych pocałunkach, którym on się poddaje, zdaje sobie sprawę z tego, że kocha Maje i nie może jej zdradzić. Kobieta jest wściekła i odgraża się mężczyźnie.

Po powrocie do Polski dowiaduje się o zdarzeniu w szpitalu. Namawia Maje na przeprowadzenie obdukcji, gdyż uważa, że powinny zostać wyciągnięte konsekwencje. Po badaniach okazuje się, że zdarzenia zostają potwierdzone, natomiast w wypisie ze szpitala nie ma ani słowa o tym, co zaszło. Oburzeni jadą do chirurga by wyjaśnić sprawę. Okazuje się, że pielęgniarka, która podała Mai lek została zatrudniona na prośbę byłego pracodawcy dziewczyny Karola Nawara. Była to przysługa za przysługę z dawnych czasów. Wszystko powoli układa się w logiczną całość. Były pracodawca  ma dom w Niemczech i to właśnie tam jak się okazuje przebywa Lenkiewicz. Ścigani zostają aresztowani. Krętacze próbują pociągnąć Maje za sobą twierdząc, że wiedziała ona o przekrętach związanych ze sprzętem medycznym. Póki Adam załatwia sprawy związane z pracą, Maja wraz z Marcinem przekopują się przez sterty dokumentów i na jaw wychodzą powiązania między Lenkiewiczem, Nawarem i Nowakiem. Ich wspólne przekręty na przestrzeni ostatnich 5 lat.

Po wizycie na policji w charakterze świadka Maja do oficjalnego procesu może przebywać z Adamem w Niemczech. To właśnie tam w polskim kościele 21 czerwca biorą ślub w obecności dwóch znajomych. Poprzednio, gdy mieli to zrobić, Maja poroniła, więc ich plany legły w gruzach. Dlatego teraz uroczystość była skromna.

"Cisza to stan mojej największej żałoby, stan tak dotkliwy, tak przenikliwy, przy którym nawet własne myśli krzyczą z bólu."


Po powrocie do Polski Maja odkrywa list od Katarzyny, a w nim zdjęcia całującego ją Adama. Kobieta nie chce słuchać tłumaczeń męża i ucieka do siebie. Została z niczym, gdyż z pracy zrezygnowała, na spłacenie należności za mieszkanie ją nie stać. Gdy próbuje się pozbierać i znaleźć sobie jakieś zajęcie poznaje w Urzędzie Pracy Dianę, która zajmuje się wraz ze swoim przyjacielem Błażejem projektowaniem. Po zobaczeniu szkiców i rozmowie przeprowadzonej z obojgiem Maja postanawia otworzyć własny butik. Sprzedaje mieszkanie i wszystkie pieniądze inwestuje w sklep "Euforia". Po otwarciu zjawia się u niej Katarzyna, która ujawnia nagranie, które udowadnia , że Adam nie zdradził Mai. Mężczyzna zjawia się u niej z kwiatami i wszystko sobie wyjaśniają.

Maja postanawia zamknąć za sobą wypadek na schodach w klinice i jedzie tam, aby zmierzyć się ze swoimi demonami. Spotyka Panią doktor, która opowiada jej, że pomimo kradzieży sprzętu i wszystkich przekrętów znaleźli się dobrzy ludzie którzy zainwestowali w sprzęt i pomogli w jego otwarciu. Przekonuje Maje, że gdyby nie jej ciężka praca nie było by teraz tego wszystkiego.

"Osiedle domków pod Berlinem i intryga, którą uknuł Albert, miała definitywnie przekreślić karierę mojego mojego męża, a niedoszły romans Adama z Kaśką, naszą miłość. Po raz kolejny "rudy szczur" się przeliczył w swoich planach związanych ze mną i Adamem. Nie wiem, czy uwolniłam się od tamtych ludzi na zawsze, pewne jest jednak jedno. Najważniejsza w życiu jest miłość, wtedy wszystko  inne jakoś powoli nam się układa, jakoś wspólnie rozbrzmiewa."

Po weekendzie spędzonym w Pradze Maja i Adam wiedzą, że są gotowi na starania się o dziecko. Niedługo potem okazuje się, że mają upragnioną ciąże. Maja rozkwita i przez cały okres ciąży bardzo się pilnuje, dba o siebie. W międzyczasie budują swój wymarzony dom. Na świat przychodzi długo wyczekiwane dziecko. Zamiast córki, rodzi się syn, który imię dostaje po ojcu Adama - Jan. Budowa domu jest zakończona. Podczas przeprowadzki poznają partnera Mamy Mai Andrzeja Zabrockiego. Jego rola okaże się bardzo znacząca, ale o tym dowiemy się na końcu całej historii.


Osobliwość ciszy

W tej części cofamy się w czasie. Poznajemy historię tego, skąd w Mai wzięło się dążenie do perfekcji i dystans w bliższych stosunkach międzyludzkich. Wszystko za sprawą wypadku, który mieli z rodzicami w młodości dziewczyny. Ojciec zginął na miejscu i od tamtej pory dziewczyna zamknęła się w sobie i przez ponad 23 miesiące matka próbowała wyciągnąć ją ze stanu "niemoty".

Dowiadujemy się o tym, jak Karol Nawara, Piotr Krawski , Albert oraz wojskowy uknuli plan, dzięki któremu przez długi czas robili wszystko, aby zarobić na ciężkiej pracy Mai. Od ponad trzech lat trzymali rękę na pulsie i "urabiali" ją sprytnymi intrygami, na które ona dawała się nabrać. Była profesjonalistką, która oddawała się pracy w 200% i w swoim dążeniu do perfekcji nie zauważyła tego, co się wokół niej działo.

"Twoja pracownica to idealne połączenie cech, aby móc nią manipulować w odpowiedni sposób. Jej nadmierny perfekcjonizm wiąże się z brakiem pewności siebie, dlatego tak obsesyjnie doprowadza rzeczy do całkowitego porządku.. Planuje każdy dzień, deleguje zadania, jednak zawsze jest z siebie niezadowolona i wciąż wraca do punktu wyjścia, do tej swojej samodestrukcji."

Z okazji zbliżających się pierwszych urodzin Jasia całą rodziną wyjeżdżają  do Turcji. Tam niespodziewanie sielankę przerywa telefon z Polski. Okazało się, że w sklepie Mai był wybuch w którym zginął Błażej. Podejrzewają atak terrorystyczny. Jak się domyślają za tym stoją Nawar i Lenkiewicz. Żyjąc w stresie próbują znaleźć bezpieczne miejsce i ochronę. Mama wraz ze swoim partnerem zabiera Jasia. Andrzej obiecuje Adamowi, ze zabierze Maje w bezpieczne miejsce. Tym czasem porywa ją i wiezie do złodziei. Jak zakończy się cała historia? Czy banda oszustów wreszcie doczeka się kary za swoje przewinienia? I czy Mai z Adamem będzie dane wraz z synkiem zaznać spokojnego życia? O tym dowiecie się czytając książkę.


Jeżeli lubicie dzieła przepełnione emocjami to jest to zdecydowanie lektura dla Was. Znajdziecie tu dobrze wykreowanych bohaterów, miłość, intrygi i wątki kryminalne, które dodają odrobinę dreszczyku.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

Pamiętajmy, że gdy życie nas zaskakuje i okazuje się, że jesteśmy zamieszani w coś, o czym nawet nie mieliśmy pojęcia, tak jak głowni bohaterowie książki, nie warto się załamywać. Są sprawy, które warto powierzyć osobie specjalizującej się w danej dziedzinie. Taką osobą jest bez wątpienia prawnik. Zwracając się o poradę otrzymujemy kompleksową pomoc prawną. Dzięki zaangażowaniu i profesjonalizmowi możemy być pewni, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a trudne problemy natury prawnej z odpowiednią wiedzą wcale nie są tak oczywiste i skomplikowane, na jakie wyglądają.

poniedziałek, 16 września 2019

Rodziców się nie wybiera, ale o swoim życiu mamy prawo decydować sami."Księżniczka" Lucyna Olejniczak. Recenzja.

Rodziców się nie wybiera, ale o swoim życiu mamy prawo decydować sami."Księżniczka" Lucyna Olejniczak. Recenzja.
Książka ta przenosi nas jakby w dwa  życia: z punktu widzenia małej dziewczynki Lenki oraz dorosłej już kobiety Leny. Ale historia dotyczy cały czas tej samej osoby z tą różnicą, że ta druga musi żyć wydarzeniami z przeszłości tej pierwszej. Nie byłoby problemu, gdyby nie fakt, że to, co wówczas jako male dziecko przeżyła, będzie miało tak ogromny wpływ na jej dalsze losy.


Akcja toczy się w czasach tzw. PRL'owskich. Lenka wraz z rodzicami mieszka w Krakowie na terenie Huty. Ma siostrę i brata... Na co dzień wiedzie normalne życie, odrabia lekcje i stara się spędzać tak czas, jak to na dziecko przystało. Bardzo lubi czytać książki, często odwiedza bibliotekę. Jej mama nie pracuje, siedzi w domu, zajmuje się dziećmi i gotuje, jednak najbardziej interesują ją plotki, ploteczki. Lubi zasiąść sobie na ławeczce przed blokiem i obgadywać inne osoby. Jak tylko była jakaś "osiedlowa aferka" od razu o niej wiedziała. Ponadto jest żoną cieszącego się dobrą opinią inżyniera. Wydawać by się mogło, że wszyscy razem wiodą spokojne, pełne miłości i wzajemnego szacunku życie. Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna, ponieważ ojciec Lenki ma naprawdę dwie twarze. Praca pracą, jednak zdecydowanie zbyt często sięga "do kieliszka", co dobija się na wszystkich w domu. Alkohol dla niego to już taka codzienność. Musi wypić, bo jak to tłumaczy: zdenerwował się. Pod wpływem procentów wyżywa się na żonie, bez żadnych wyrzutów sumienia potrafi podnieść na wszystkich rękę. Dla niego nie ma znaczenia, czy to żona, córka, czy syn. Przy dzieciach wyzywa ich matkę, fundując im niekoniecznie dobry przykład. Przekleństwa są na porządku dziennym. A wieczorem dzieje się to najgorsze, czyli skradanie się do pokoju Lenki. Nie po to, aby dać córce buzi na dobranoc. Lezie tam po to, aby móc ją seksualnie wykorzystać.  Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że matka dziewczynki o tym doskonale wie i zamiast pomóc dziecku odgraża się, że następnym razem zadzwoni na milicję. Tych "następnych razów" była niezliczona ilość.


Po latach powraca do domu rodzinnego dorosła już Lena, Chce przekazać rodzicom  wiadomość, że wyjeżdża na stałe do Warszawy. Chciałaby ułożyć sobie wreszcie życie. U boku ma już swojego partnera, z którym poznała się w szpitalu pracując jako laborantka. Czy po latach sytuacja w rodzinie się zmieniła? Nie. Matka chyba na nic już nie liczy. W domu bród, nie sprząta, o siebie zresztą też nie dba. W dalszym ciągu daje się poniżać pijakowi. z punktu widzenia Leny zaś powróciły wspomnienia związanie z mieszkaniem tutaj. Niestety piętno z dzieciństwa wciąż tkwi w jej głowie. Nie radziła i w dalszym ciągu sobie z tym nie radzi. To jest taka głęboka dziura, z której bardzo ciężko się wykopać. Jedyne, co ją martwi to fakt, jak ojciec przyjmie tą informację do wiadomości. Tylko po to tu przyjechała. 

Jak zakończy się cała historia?


Co, co czytają moje książkowe recenzje wiedzą, że nie zdradzam tych typowo istotnych spraw, które mają wpływ na całą akcję. Gdybym tak robiła, nie wzbudziłabym w Was zainteresowania i znając życie na przeczytaniu wpisu by się skończyło.  "Księżniczka" mną wzburzyła. I to bardzo. Dawno nie przeżyłam tak wielu emocji na raz. Z jednej strony byłam bardzo ciekawa ogólnie całej historii i tego, jak Lena po latach załatwi sprawę z ojcem, z drugiej strony ją podziwiam. Za co? A no za to, że miała odwagę powrócić do domu, w którym toczyło się piekło za zamkniętymi drzwiami. Będąc na jej miejscu nie byłabym w stanie spojrzeć ojcu w oczy, ponieważ czułabym do niego wstręt i ogromną nienawiść za to, co mi zrobił. Trauma jest ogromna. Takie wydarzenia tkwią w głowie do końca życia. Matka to bym porządnie potrząsnęła, żeby się obudziła, ściągnęła różowe okulary i przestała dawać się tak traktować. Tak jak każdy, tak i ona zasługuje na szacunek. Jednak przymykać oko na to, co jej własny mąż robi z jej dziećmi to już dla mnie jest absolutnie nie do pomyślenia. Jedna taka sytuacja i wyrzuciłabym takiego na bruk. No ale co wtedy ludzie powiedzą? Ludzie - sąsiedzi, którzy po części też wiedzą, co się tak naprawdę dzieje w rodzinie, ala starają się nie wtykać nosa w nieswoje sprawy, aby nie obróciło się to przeciwko nim. Z panem inżynierem różnie bywa i nigdy nie wiadomo, czy się czasem nie zemści.
Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, jesteście w stanie przyjąć do wiadomości tematykę dotyczącą psychicznego oraz fizycznego znęcania się nad najbliższymi to polecam "Księżniczkę". Książka nie jest w sposób drastyczny napisana, sceny, w których mowa jest o molestowaniu Leny przez ojca nie jest opisana wprost. Z kontekstu można się domyśleć, o co chodzi.


Wiadomo, "rodziców się nie wybiera", ale zawsze mamy prawo do wolności i nietykalności w każdym wieku. Nie bójmy się rozmawiać o tym, co się dzieje u nas w rodzinie i prosić o pomoc. Jeden gest i jedno słowo czasami może uratować naszą teraźniejszość i pomóc otworzyć drzwi do spokojnej i szczęśliwej przyszłości.



piątek, 13 września 2019

Łapiąc chwile ulotne jak..."Taniec z motylami" Anna Wysocka-Kalkowska. Recenzja.

Łapiąc chwile ulotne jak..."Taniec z motylami" Anna Wysocka-Kalkowska. Recenzja.
Dawno mnie tu nie było, a wszystko za sprawą kilku wydarzeń w moim życiu prywatnym z którymi musiałam się w ostatnim czasie uporać. Nie zawsze wszystko  toczy się tak, jakby nam by się chciało. Jednak nie ważne ile razy upadamy, ważne, ile się podnosimy. 

Dziś mam dla Was recenzje bardzo ciekawej książki "Taniec z motylami" której autorką jest Anna Wysocka-Kalkowska.



Czytając pierwsze strony książki poznajemy 38-letnią Zuzannę Starską. Żyje sobie w Polsce, w Toruniu, mieszka w uroczej kawalerce na Starym Mieście malując portrety. Przez długi czas mieszkała w Czechach, a dokładnie w Pradze. Jej ciotka, Rose Lattern, popularna wówczas aktorka (która zresztą zdobyła nawet Oscara), zaopiekowała się nią, kiedy jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Ze względu na prężną sytuację zawodową mimo wszystko starała się jej poświęcić jak najwięcej czasu i wspierać w każdej chwili. Zuza, mając 17 lat właśnie w Pradze zakochuje się nieszczęśliwie w pewnym Jakubie. Niecały rok później uznał on, że spotykali się zbyt szybko i odszedł. Zuza poczuła ogromny żal. Pustkę, którą nikt inny nie jest w stanie wypełnić.
„ Z czasem pojęłam, że była to jednostronna miłość, że byłam jedynie zabawką w jego dłoniach, lalką, stojącą na pozytywce… przekręcił kluczyk, a ona tańczyła, ale melodia nie była dla niego na tyle cenna, by ją zatrzymać”.


Nie żałowała wspólnie spędzonych chwil, jednak tak bardzo ją to zabolało, że powróciła do Polski… I malowała te portrety nie do końca będąc pewną, czy to właściwy tor. 

„Ja kocham malować. Tyle, że gdzieś w głębi serca wiem, że mogłabym mieć więcej, mogłabym chcieć bardziej i mogłabym żyć piękniej, intensywniej, może nawet bardziej prawdziwie …”.
Jakub… Jakub… Niczego poza nim właściwie nie widziała. Latami żyła przeszłością, rozmyślała, wspominała nie dopuszczając do siebie żadnych marzeń. Dlatego uciekła z Pragi z powrotem do Polski paląc za sobą wszystkie mosty prócz wspomnień. A to one zawładnęły nad jej życiem i nie dawały jej spokoju. W tym wszystkim trwał jednak z nią Grzegorz, jej najlepszy przyjaciel, który zawsze służył jej „ramieniem”. Jest dowcipny, przystojny, ale to by było na tyle. Zuza postrzegała w nim tylko przyjaciela.
„Jak nikt inny potrafi mnie rozśmieszyć”.
„Taki brat z wyboru”.


Pewnego dnia, jak zresztą co roku w sierpniu, pojawia się znowu pewna kobieta, siada naprzeciwko Zuzy oczekując na szkic jej twarzy. Praca jakoś nie szła, więc obie umówiły się na kawę do pobliskiej, klimatycznej knajpki. W trakcie rozmowy Zuzanna dowiedziała się, że na imię ma Miriam. Zawodowo zajmowała się tańcem, dla którego była w stanie poświęcić cały swój czas i zaangażowanie. Teraz, jako że ma 65 lat swoją pasję musiała odłożyć na bok. Zaczęła tłumaczyć Zuzie, aby nie marnowała życia tak, jak zrobiła to ona.
"Twój kolega jazzman zakocha się w końcu albo rozpije się zmęczony takim stylem życia, a ty zostaniesz samotna i nieszczęśliwa. Nie będzie mowy o tańcu z motylami, zostanie szara rzeczywistość i smutek".
Dzięki temu, z pozytywnym nastawieniem, Starska postanowiła udać się do Pragi w odwiedziny do swojej cioci Rose. Obie zaczęły wspominać lata wstecz, kiedy to Zuza m.in. zakochała się w Jakubie. Okazało się, że 2 lata temu się rozwiódł, a obecnie jest prawnikiem. Niestety ciotka nagle traci przytomność i umiera. W testamencie przekazuje swojej siostrzenicy dom i szkołę, którą założyła. Dodatkowo uwzględniła w nim również Grzegorza, który w dalszym ciągu będzie towarzyszyć dziewczynie i ją wspierać.


Malarka zostaje oczywiście w Pradze, nabiera znacznie szybszego tempa i wreszcie zaczyna się coś dziać. Musi ona nie tylko przejąć obowiązek związany z prowadzeniem szkoły jako pani dyrektor, ale zdobyć zaufanie wszystkich pracujących tam ludzi (co nie jest proste, kiedy ktoś rzuca kłody pod nogi) oraz dokończyć scenariusz do spektaklu, który zaczęła przygotowywać jej ciotka. Wyzwanie jest spore, ale wszystko powoli, kroczek po kroczku zaczyna sobie organizować. Zatrudnia Miriam, sprowadza z Polski do siebie Grzegorza z Panią Teresą, jej 85-letnią sąsiadką. Wszystko idzie w dobrą stronę, dopóki księgowa jej nie przekazuje złych wieści, iż finansowo znacznie przekroczyła już budżet. W międzyczasie dowiaduje się także, że jej ciocia skrywa jedną, bardzo ważną tajemnicę, która może ważyć na losach nie tylko malarki, ale jeszcze jednej osoby: Pola Astona. Mężczyzny, który jako 25-latek wdał się w romans z wówczas 40-letnią Rose. Powoli zaczyna także zupełnie inaczej patrzeć na Grzesia, dzięki czemu wspomnienia dotyczące Jakuba zaczynają iść na dalszy plan. Już nie jest „chuliganem” i błaznem”. Jest mężczyzną godnym uwagi.
"Nagle całkiem nieoczekiwanie zobaczyłam w Grzegorzu mężczyznę. Nic tego nie zapowiadało, nie dostałam żadnego ostrzeżenia, zwyczajnie w jednej chwili miałam ochotę dotknąć go inaczej niż zwykle."


Aż mnie korci, aby napisać, jak to wszystko się potoczyło / zakończyło i kto to jest Pol, który jak się później okazuje, ma bardzo ważne znaczenie w całej tej poplątanej historii. Będzie troszkę o Afryce, która niegdyś była marzeniem zarówno Rose, jak i Zuzanny, a z którą duży związek ma tajemniczy Pol. To właśnie tam wyruszy główna bohaterka wraz z Panią Tereską, aby kogoś poznać i wyjaśnić tajemnicę, z którą przez lata żyła Pani Letten.
Dawno temu nie czytałam tego typu pozycji, tak lekkiej, przyjemnej, która zawiera tak ogromną przeplatankę uczuć: od tych smutnych, dobijających, po szczęśliwe, pełne radości i nadziei. Aczkolwiek splot wszystkich zdarzeń w ciągu tak krótkiego czasu (około 3 miesiące) może być nie do uwierzenia. Pamiętajmy jednak, że to książka. Książka, która po części dotyczy każdego z nas. Pokazuje, jak mała, zdezorientowana szara myszka zmienia się w odważną Panią dyrektor, pełną energii i zapału do działania. Mówi o marzeniach, które mimo sprzecznych sytuacji warto realizować, mówi o tajemnicach, które zawsze będą nam towarzyszyć w życiu…
,,Tajemnica w rodzinie jest zatrutym owocem. Nawet wtedy, kiedy decydujemy się na życie w kłamstwie, żeby nie zranić najbliższej osoby, trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że zatruwamy własne serca. Trzeba też zdać sobie sprawę, że już zawsze będziemy okłamywać osobę, którą najpewniej kochamy najbardziej na świecie."
Mówi również o miłości: tej nieszczęśliwej, odrzuconej, która mimo, że boli, nie znaczy, że jest ostatnią. Czasem może za bardzo skupiamy się na jednej sprawie nie zważywszy na to, ile piękna otacza nas wokół.. Wystarczy chcieć i się co nieco rozejrzeć.


Dajcie się ponieść w tańcu, a być może zmienicie punkt widzenia na dany problem, ponieważ z każdej sytuacji jest wyjście. Przy wsparciu przyjaciół nie ma co stać w miejscu i żyć wspomnieniami z przeszłości, a wręcz działać i realizować się dalej. Wszystko przyjdzie po kolei. Taki już nasz los.
Wydawnictwu Psychoskok dziękuję za możliwość otrzymania egzemplarza książki, zaś autorce, Pani Annie za świetną historię, której przekaz można odnieść do życia każdego z nas.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Pastylki Tantum Natura - naturalne wspomaganie prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego.

Pastylki Tantum Natura - naturalne wspomaganie prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego.
Każda pora roku ma swoje tzw. kaprysy. Z roku na rok klimat drastycznie się zmienia i doświadczamy wszelkiego rodzaju kataklizmów pogodowych. Niestety ma to negatywny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Skoki ciśnienia i temperatur mają swój niekorzystny wpływ na nasz organizm. Wystarczy, że ubierzemy się zbyt lekko na panującą pogodę, przemokniemy, przewieje nas lub po prostu przesadzimy z czymś zimnym (lody, czy chociażby zwykła zimna woda), a stan zapalny jest gwarantowany. A co za tym idzie jego pierwszy objaw - chrypka.


Tantum Natura przychodzi nam z pomocą. Są to pastylki wspomagające prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego. Do wyboru mamy:

  • Tantum Natura o smaku pomarańczowo-miodowym
  • Tantum Natura o smaku cytrynowo-miodowym


Pastylki zawierają aktywne składniki takie jak:

  • Witamina C przede wszystkim jest skuteczną bronią w walce z infekcjami. Odpowiednia suplementacja witaminy C pomaga wzmacniać naszą odporność. Ma pozytywny wpływ na skórę, zęby i kości. Działa także na prawidłowy metabolizm.
  • Cynk reguluje pracę układu krążenia. Jako pierwiastek korzystnie działa na układ immunologiczny. Łagodzi objawy wielu chorób i wspomaga naszą odporność.
  • Miód jest najlepszym domowym "antybiotykiem". Działa przeciwzapalnie, przeciwalergicznie i wykrztuśnie. Pomaga szybciej dojść do siebie i wzmocnić odporność organizmu.
  • Propolis (kit pszczeli) w medycynie stosowany od lat jako środek bakteriobójczy, przeciwwirusowy i przeciwgrzybiczy.

Zaleca się spożywać  od 3 do 5 pastylek w ciągu dnia jeżeli mamy objawy takie jak drapanie w gardle, ból lub chrypka. O ile nie przekroczymy wskazanej dawki pastylki są bezpieczne dla dorosłych i dzieci od 4 lat.


Jedno opakowanie zawiera 15 żelowych bezglutenowych pastylek. Gdy dopadło mnie przeziębienie spożywałam ok. 3-4 dziennie. Taka dawka przez okres ok. 2 dni w zupełności wystarczyła aby pozbyć się bólu gardła i tzw. chrypki. Najbardziej do gustu mi przypadł smak pomarańczowo-miodowy. Ciekawostką jest to, że jeszcze jakiś czas temu kompletnie nie przepadałam za miodem. Odkąd jednak zauważyłam, że nawet zwykła herbata z tym specyfikiem potrafi pomóc w zwalczeniu infekcji i choroby z przyjemnością spożywam go w czystej postaci, a także we wszelkiego rodzaju suplementach.


Pamiętajmy o tym, że leki i suplementy powinny być przechowywane z dala od małych dzieci. Produkt może być stosowany jako dodatek do zróżnicowanej diety, lecz nie jako jej zamiennik. Warto wspierać swój organizm i się w niego "wsłuchiwać". Korzystajmy z sezonowych owoców uzupełniając tym samym poziom witamin w organizmie. Jeżeli jednak dopadnie nas przeziębienie i infekcja gardła warto pamiętać o pastylkach Tantum Natura. Do wakacyjnej apteczki jak znalazł.

#tantumnatura  #samanatura  #latobezchrypki #mojewakacjeztantumnatura

środa, 21 sierpnia 2019

Najbardziej pomerdana premiera roku, czyli W. Bruce Cameron "Był sobie pies 2". Psia miłość jest wieczna. Zapowiedź.

Najbardziej pomerdana premiera roku, czyli W. Bruce Cameron "Był sobie pies 2". Psia miłość jest wieczna. Zapowiedź.
O tytule " Był sobie pies" zrobiło się głośno tuż po premierze w roku 2017. Okładki nie dało się nie zauważyć na półkach w księgarniach, a social media były przepełnione recenzjami, które zachęcały do sięgnięcia po tą pozycje. Tak też uczyniłam kupując swój własny egzemplarz.


Jest to historia kilku psich wcieleń podczas których nasz bohater próbuje odnaleźć sens swojego istnienia. Rodzi się jako szczeniak i gdy trafia do swojego pierwszego domu zostaje nadane mu imię Bailey. Dorasta otoczony miłością swojego najkochańszego chłopca, który ma na imię Ethan. I to właśnie on staje się wymiarem jego istnienia. Podczas każdego ze swoich wcieleń (Toby, Ellie, Koleżka) wie, że gdzieś czeka na niego jegochłopca. Odradzając się pamiętał poprzednie życie i wszystko, czego się nauczył. Nabyte doświadczenia i umiejętności sprawiły, że był psem wyjątkowym pod każdym względem. Pod koniec swojej psiej przygody powraca do Ethana i sprawia, że ten znów jest szczęśliwy u boku miłości jego życia Hanny.
Jest to książka przepełniona ciekawostkami. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że poznajemy życie oczami psa. Otaczający świat zostaje pokazany ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Ludzkie zachowania i ich  naturalny odbiór psiej podświadomości. Zarówno książkę jak i film polecam każdemu, kto kocha psy i uważa je za członków rodziny. To historia, którą warto poznać, a z pewnością odmieni ona wasz pogląd na psie zachowanie i pomoże zrozumieć zwierzęcą naturę czworonogów.


Mam nadzieję, że udało mi się choć odrobinę nakreślić Wam o czym była pierwsza część "Był sobie pies". Zatem przechodzę do kontynuacji  pomerdanych opowieści "Był sobie pies 2". Wydanie książkowe będzie miało swoją premierę  4 września, to właśnie wtedy będzie można nabyć ją w sieci Empik. Miesiąc po książce pojawi się ekranizacja filmowa.


Wydawnictwo Kobiece zaprasza na kolejną część psich przygód. Tym razem nasz bohater odradza się w rodzinie, gdzie małżeństwo ma synka Johny'ego. Jak się okazuje młody ma alergie i rodzicom nie pozostaje nic innego jak tylko oddać szczeniaki do domu tymczasowego. Śledzimy losy naszego psiaka, który tym razem jest suczką Molly i jego brata Rocky'ego. Co ciekawe nasz bohater pomimo, iż odrodził jako przedstawiciel innej płci nadal myśli i prowadzi narracje w rodzaju męskim.
Pewnego dnia do domu tymczasowego przychodzi jego dziewczynka Clarity Mahoney (wnuczka Hanny). Jej kolega Tren chciał zaadoptować jednego z psich mieszkańców. Pada na Rocky'ego. Molly wie, że jego Ethan chciałby aby on się nią zaopiekował. Dlatego robi wszystko, aby ta zabrała go do domku, co też się staje. Takim oto sposobem nasz psi bohater odzyskał swój cel w życiu, którym jest opiekowanie się CJ (Clarity).
Matka dziewczyny Gloria jest przeciwna czworonogom. Nie lubi zwierząt i mam wrażenie, że swoją córkę też jedynie toleruje. Będąc młodą dziewczyną rozwijającą karierę muzyczną zaszła w ciąże z synem Hanny. Po porodzie jej życie się zmieniło i właśnie o to obwinia CJ. Nigdy nie jest ona wystarczająco ładna, ani szczupła dla niej. Często zostawia ją bez opieki wyjeżdżając na wakacje coraz  to z innymi bogatymi mężczyznami. Kilka razy podczas nieobecność córki próbuje pozbyć się Molly dając jej nieodpowiednie jedzenie lub nie karmiąc jej wcale. Dopuszcza się  nawet tego, że zabiera psa na przejażdżkę i zawozi do schroniska podając się za obcą osobę, która go znalazła. Po tym incydencie czara goryczy się przelewa i CJ ucieka z domu wyjeżdżając nad ocean. Tam czeka na nią zderzenie się z szarą rzeczywistością i brutalnością świata. Molly próbuje ją chronić i zrobić wszystko, aby jej dziewczynka była szczęśliwa i bezpieczna.Po interwencji policji muszą wrócić do domu, gdyż CJ jest niepełnoletnia. Podczas kolejnej kłótni z matką dziewczyna odkrywa prawdę o tym, że ta zadłużyła ich mieszkanie, a fundusz ojca, który miał być przeznaczony na jej studia świeci pustkami. Zdenerwowana dziewczyna wsiada za kółko i podczas podróży do Trenta zdarza się wypadek podczas którego nasz psi bohater umiera.


Powraca jako malutki piesek Max i znów trafia w ręce swojej dziewczynki. Jest ona starsza, lecz niektóre nawyki wcale się nie zmieniły. Mieszka chwilowo u znajomego i opiekuje się jego psem Dukiem. Dorabia także wyprowadzeniem czworonogów z okolicy. Po niefortunnym wypadku na jednym z takich spacerów ma coraz mniej klientów. Powraca właściciel mieszkania i niezadowolony z pracy ją zwalnia. Dziewczyna ma kontakt z Trentem, jednak od niego nie chce przyjąć żadnej pomocy. Sflustrowana i bezradna w obliczu świata próbuje popełnić samobójstwo. Dzięki Trentowi powoli dochodzi do siebie. Chłopak kocha ją od dawna, ona odwzajemnia jego uczucia i wreszcie wyznają sobie miłość, pobierają się. W swoim poprzednim wcieleniu będąc Molly nasz bohater nauczył się rozpoznawać raka i informować ludzi o tym w pewien sposób. Wyczuwając od Trenta metaliczny zapach informuje jego i CJ o chorobie. Chłopak w porę zostaje zdiagnozowany i podejmuje się leczenia, które mu pomaga.

Po raz trzeci nasz psi bohater odradza się jako Toby i poznaje inny sens życia - pomaganie w bólu i cierpieniu osobom umierającym. Ma wielu pod swoją opieką, ale mimo to po raz kolejny spotyka swoją dziewczynkę, która już jest w podeszłym wieku. Jak się skończyła najbardziej pomerdana premiera tego roku? I jak się potoczyło życie CJ, Trenta, a także losy jej matki Glorii dowiecie się sięgając po tą książkę.


Przepiękna historia zawarta w dwóch tomach jest bardzo dobrym przewodnikiem między światami psów i ludzi. Pozwala nam zrozumieć zachowanie pupili i ich sposób postrzegania nas samych. Z pewnością zaciekawi nie tylko miłośników zwierząt, lecz także osób, które za nimi nie przepadają. Jest wzruszająca, pełna ciekawostek i przeciwności losu, którym trzeba stawiać czoło będąc nie tylko dużym psem, lecz także małą bezbronną miniaturką. Sięgnijcie po najnowszą część "Był sobie pies 2", której premiera jest już 4 września, a później chodźmy do kina i poznajmy najbardziej pomerdanego bohatera w filmowej ekranizacji.


Copyright © 2014 MarusiTestowanie , Blogger