sobota, 29 czerwca 2019

Zadbane stopy z AQUASELIN PODOLOGY. Krem antyperspirant z efektem odświeżenia idealny na lato.

Zadbane stopy z AQUASELIN PODOLOGY. Krem antyperspirant z efektem odświeżenia idealny na lato.

Lato to czas , gdy w naszej garderobie królują spodenki, spódniczki i sukienki. Nasze stopy także odkrywamy by skóra mogła oddychać. W ruch idą sandałki i japonki które ukazują w jakim stanie są nasze nóżki. Jeżeli dbamy o nie przez cały rok to nie musimy niczego się obawiać. Zdarza się jednak, że nie mamy finansowych możliwości by odwiedzać kosmetyczkę, a na domowy pedicure wciąż brakuje nam czasu. Warto jednak znaleźć chociaż krótką chwilę i w miarę regularnie poświęcać ją naszym stopom. Wtedy z pewnością latem odwdzięczą się nam swoim pięknym i zadbanym wyglądem.


Staram się wykonywać pedicure regularnie w domowym zaciszu. Na początku robię zmiękczającą kąpiel. Używam do tego soli, która rozpuszczając się w wodzie zmiękcza naskórek.  Następnym krokiem jest użycie tarki. Pozbywamy się w ten sposób martwego i zrogowaciałego naskórka. Aby usunąć wszystkie pozostałości po tarkowaniu używam peelingu. Mam swojego ulubieńca, więc jeżeli bylibyście zainteresowani tego typu postem to dajcie znać w komentarzach, a z pewnością napiszę recenzje. Po kąpieli i peelingu czas na ostatni etap - kremowanie.


Od jakiegoś czasu w tym ostatnim kroku pedicure towarzyszy mi krem do stóp  od Aquaselin Podology. Jest to specjalistyczny antyperspirant, który ma zapewnić naszym stopom skuteczną i długotrwałą ochronę. Aktywne składniki  takie jak np. olej z awokado ma za zadanie nawilżyć i odżywić nasz naskórek. System inteligentnej ochrony SIGO eliminuje nadpotliwość. Alantoina łagodzi podrażnienia.


Krem zamknięty został w miękkiej tubce w kolorze srebra z seledyny. Pojemność to 50 ml. Produkt ma biały kolor i dość lekką konsystencję, dzięki czemu świetnie się rozprowadza po skórze. Antyperspirant jest bezzapachowy, a jego formuła sprzyja bardzo szybkiemu wchłonięciu się. Produkt był testowany dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami stóp. Zaleca się nakładać go na czystą i osuszoną skórę 1-2 razy dziennie, jeżeli jest taka potrzeba to nawet częściej. Ja używam go raz na kilka dni. Codziennie niestety nie mam czasu na cały proces pedicure, ale staram się robić go jak najczęściej. Za wielki plus uważam bardzo szybkie wchłonięcie się produktu. Brak tłustej warstwy mnie pozytywnie zaskoczył. Stopy są miękkie i wyglądają na zadbane. Nie wypowiem się pod kątem potliwości, gdyż obecnie nie nosze zakrytych butów i nie mam takiego problemu. Natomiast efekt odświeżenia jest wyczuwalny dlatego tez chętnie stosuje właśnie ten krem w panujących upałach. Warto też dodać, że tubka idealnie zmieści się do każdej kosmetyczki więc sprawdzi się na wyjazdach.

Za możliwość testu dziękuję Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody i zapraszam Was do śledzenia i zaglądania na bloga. To nie koniec nowinek kosmetycznych, a zatem w niedalekiej przyszłości pojawią się nowe recenzje świetnych produktów, które musicie poznać. 

A Wy jak dbacie o stopy? 
Robicie domowy pedicure, czy wolicie chodzić do kosmetyczki?

czwartek, 27 czerwca 2019

Lift4Skin by Oceanic Active Glycol Korygujący krem pod oczy. Zatrzymaj czas w swoim spojrzeniu.

Lift4Skin by Oceanic Active Glycol Korygujący krem pod oczy. Zatrzymaj czas w swoim spojrzeniu.
Testowania z Twoim Źródłem Urody ciąg dalszy i na tapetę biorę kolejny produkt, który miałam okazję testować w ciągu ostatniego miesiąca. Mowa o Active Glycol Korygującym kremie pod oczy od  Lift4Skin by Oceanic.


Jak widać na zdjęciu wyżej kartonik jest utrzymany w kolorystyce, która kojarzy mi się z produktami typowo aptecznymi. Nie jest to wcale złe, gdyż niesie to ze sobą same pozytywne odczucia. Białe tło, czarne napisy i elementy utrzymane w kolorze fioletowym. Klasycznie, lecz z klasą. Na kartonie znajdują się podstawowe informacje na temat kremu i jego aktywnych składnikach, ale o tym za chwilkę.


Zawartość skrywa przepiękny flakon ze srebrnymi elementami. Elegancko prezentuje się na półce łazienkowej. Jeżeli jesteście szczęściarami i macie na własność toaletkę kosmetyczną to na niej też ta buteleczka będzie wyglądać pięknie. Pojemność 15 ml. wydaje się być dość mała lecz nic bardziej mylnego. Zauważyłam, że opakowania kremów i ser pod oczy zazwyczaj są małe, ale tego typu kosmetyki są na tyle wydajne iż spokojnie wystarcza ona na 2, a czasami nawet do 4 miesięcy stosowania. Tak jest i w tym przypadku. Już niewielka ilość kremu wystarcza na pokrycie skóry pod oczami. Użytkuje go od miesiąca i myślę, że nie tak szybko mi się on skończy.


Wyciskamy produkt za pomocą pompki za co duży plus. Uważam, że jest to najbardziej higieniczne i wygodne rozwiązanie. Krem jest o białym zabarwieniu. Konsystencja jest zbita, ale nie za ciężka. Zapach bardzo delikatny, wręcz niewyczuwalny także delikatne noski będą zadowolone. Aplikujemy niewielką ilość kosmetyku na oczyszczoną skórę pod oczami rano i wieczorem. Wchłania się dość szybko nie zostawiając tłustego filmu. Dlatego tez rano nie musimy się przejmować brakiem czasu i długo czekać na wchłonięcie się kosmetyku aby móc kontynuować poranne malowanie się. Warto też zaznaczyć, że nie wpływa na wygląd innych produktów. Dobrze współpracuje z podkładem i korektorem.


Krem zawiera kompleks minerałów i aminokwasów, które wpływają na poprawę nawilżenia i ujędrnienia. W walce z oznakami starzenia jakimi są zmarszczki i linie załamań pomaga witamina B3. Krem zawiera złoto koloidalne, które pobudza syntezę kolagenu w skórze. Przywraca jej gładkość, elastyczność i zdrowy wygląd. O odżywienie zadba witamina E, masła i oleje roślinne. Te wszystkie aktywne składniki pozytywnie wpływają na naszą skórę pod oczami. Po prawie miesięcznym regularnym stosowaniu (starałam się o nim pamiętać, a ten ładny flakonik mi tą sprawę ułatwiał) zauważyłam, że skóra stała się bardziej napięta. Często nie dosypiam i sińce pod oczami są moją zmorą. Krem nieco złagodził te nieprzyjemne objawy braku snu. Dzięki czemu spojrzenie rozjaśniło się, a ja wyglądam na wypoczętą nawet jeżeli tak nie jest. Wielki plus za wygodne i higieniczne opakowanie i  szybkie wchłanianie się. Myślę, że kuracji starczy mi jeszcze na ok. miesiąc, być może ciut dłużej. Nie mam aż takiego problemu ze zmarszczkami, ale wydaje mi się iż te delikatne z pewnością się wygładziły. Cena tego kremu jest w granicach 50 zł, więc dość przystępna, a rezultaty są naprawdę widoczne. Polecam!

środa, 26 czerwca 2019

AA Nawilżający Peeling do ciała z bambusem, czyli roślinna pielęgnacja dla skóry suchej.

AA Nawilżający Peeling do ciała z bambusem, czyli roślinna pielęgnacja dla skóry suchej.
Hej kochani! Ostatnio na blogu było dość książkowo. Czytać uwielbiam, wiec tego typu recenzje będą pojawiać się częściej.Nie mniej jednak nowości kosmetyczne też lubię. Ich testowanie i relacjonowanie Wam moich wrażeń sprawia mi sporą przyjemność. 
Ostatnio dzięki Michałowi Twoje Źródło Urody  miałam okazje poznać kilka świetnych kosmetyków recenzje których ukażą się na blogu już w najbliższym czasie. Zatem wyczekujcie.


Z kosmetykami Firmy AA znam się nie od dziś. Moja mama uwielbia ich kremy i bardzo sobie chwali je za jakość. Ucieszyłam się zatem na myśl o tym, iż mam możliwość poznać jedną z nowości firmy - Nawilżający Peeling do ciała. Pomimo iż na opakowaniu jest informacja iż jest to kosmetyk dla skóry suchej chętnie zabrałam się za testowanie. Podczas obecnie panujących upałów nasze ciało potrzebuje dodatkowego nawilżenia, a ten peeling ma nam takowe zapewnić.


Kosmetyk otrzymujemy w pojemności 200 ml. Tubka wykonana jest z miękkiego tworzywa co ułatwia wydobycie peelingu. Konsystencja jest średnio gęsta o mlecznym zabarwieniu. Pachnie delikatnie i świeżo, ale da się wyczuć delikatną nutkę słodyczy. Produkt zawiera wyciąg z bambusa, który poprawia poziom nawilżenia naszej skóry. Cząsteczki z łupinek migdała odpowiadają za złuszczenie martwego naskórka. Wyciąg z liści aloesu ma funkcję łagodzącą i nawilżającą.


Peelingu używam co drugi dzień. Pomaga on w pozbyciu się martwego i zrogowaciałego naskórka. Skóra staje się gładka, odżywiona i dobrze nawilżona. Dzięki łagodnemu i orzeźwiającemu zapachowi cały proces mnie pobudza i po kąpieli czuje się odprężona i zmotywowana do dalszych działań. Delikatna woń otula moją skórę jeszcze przez jakiś czas. 


Warto zaznaczyć, iż Nawilżający Peeling do ciała należy do serii AA Vegan. Oznacza to, że sięgając po ten kosmetyk dokonujemy świadomego wyboru naszej pielęgnacji, która pozbawiona jest składników pochodzenia zwierzęcego. W dzisiejszych czasach mamy wybór i warto pamiętać podczas jego dokonywania nie tylko o sobie, lecz także o otaczającym nas środowisku. 

Skoro już poruszyłam temat dbania o środowisko pod względem kosmetycznym to warto tez pamiętać o innych dziedzinach naszego życia w których nasze wybory też mają ogromne znaczenie dla otaczającego nas świata. Tak np. robiąc remont możemy bardziej świadomie wybierać materiały budowlane. Odnawiając ściany zwróćmy uwagę chociażby na płytki klinkierowe. Jest to ekologiczny materiał budowlany pozyskiwany z naturalnego surowca jakim jest glina. Różnorodność formatów i kolorów sprosta wszelkim indywidualnym preferencjom, a także da pewność, że dokonaliśmy dobrego wyboru, który nie odbije się na naszym środowisku. W zamian uzyskamy piękne, nowoczesne i przede wszystkim ekologiczne wnętrze. Czy można chcieć czegoś więcej?

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Skuteczne promowanie w sieci, czyli jak się wyróżnić wśród tysięcy stron?

Skuteczne promowanie w sieci, czyli jak się wyróżnić wśród tysięcy stron?
Jeżeli należysz to osób, które tworzą w internecie to z pewnością dzisiejszy temat będzie cię dotyczył. Piszesz bloga, pracujesz nas czymś tworząc swoją stronę www, a może po prostu posiadasz własny biznes i masz sklep internetowy? W każdym z tych przypadków cel jest jeden: dotrzeć do jak największego i najszerszego  grona odbiorców. 
W dzisiejszych czasach nie jest to jednak takie łatwe. Internet aż się roi od stron www i różnorodnych firm ofiarujących bardzo podobne treści i produkty. Co więc zrobić, aby się wśród nich wyróżnić?


Przede wszystkim warto pogłębiać swoją wiedzę i nieustannie się szkolić. Internet ciągle się rozwija a wraz z nim ewoluują schematy funkcjonowania w jego przestrzeni. Najczęściej używaną stroną do poszukiwań obecnie jest wyszukiwarka Google. Codziennie miliony użytkowników przetrząsają internet w poszukiwaniu interesującego ich przedmiotu bądź usługi. Wedle badań to właśnie te pozycje, które znajdują się na pierwszej stronie w wyszukiwarce mają największe powodzenie wśród użytkowników. Na czym więc polega pozycjonowanie strony? I w jaki sposób można osiągnąć jak najwyższy wynik?
W sposób bezpośredni z tym wiąże się optymalizacja serwisu dla wyszukiwarek internetowych, czyli z ang. Serach Engine Optimization.  SEO ma na celu wprowadzenie zmian, które znacznie wpłyną na to jak nasza strona będzie oceniana przez roboty Google. Im będzie bardziej przejrzysta i wartościowa, tym szybciej trafi do czołówki wyszukiwarek. Obecnie można zwrócić się o pomoc do firm, które specjalizują się w SEO. Ich wiedza i wieloletnie doświadczenie z pewnością pomogą nam osiągnąć lepszą pozycje w internecie i tym samym zyskać więcej odbiorców. Na czym polega działania tego typu specjalistów?
  • Doskonalenie naszej strony internetowej. Musi ona być czytelna i przejrzysta.Poprawność kodu HTML, wersja mobilna witryny, odpowiednie rozmieszczenie nagłówka i rozmieszenie słów kluczowych. Czyli wszelkie elementy techniczne mają wpływ na widoczność naszych treści.
  • Publikowane treści maja ogromne znaczenie.Liczy się unikalność, a czynnikiem rankingującym w tym przypadku są frazy kluczowe, ich odpowiednia jakość i ilość.
  • Istotny wpływ na ranking ma liczba i jakość odnośników do naszej strony internetowej. Za najbardziej wartościowe uznawane są te pochodzące ze stron popularnych i aktualizowanych. Ważną rolę tu gra tempo przyrostu linków, które specjaliści muszą mieć pod stałą kontrolą.
 Cały proces jest o wiele bardziej skomplikowany. Wieloletnie doświadczenie specjalistów pozwala przede wszystkim na dogłębne badanie i analizę wieloetapową, które pozwolą na lepszą widoczność naszej strony w internecie i wyższą pozycje w wyszukiwarce. Inwestując w wiedzę teraz, w przyszłości otrzymamy bezcenne wskazówki, dzięki którym zwiększymy ruch na naszej stronie, staniemy się bardziej  widzialni i lubiani przez użytkowników. Co za tym idzie? Z pewnością otrzymamy wielką satysfakcję z tego, co robimy no i zyski, które pomogą nam się rozwijać i działać dalej.

środa, 19 czerwca 2019

Ariadna Piepiórka "Horologium, czyli dom niezwykłych zegarów". Recenzja.

Ariadna Piepiórka "Horologium, czyli dom niezwykłych zegarów". Recenzja.
Hej! Czerwiec z pewnością należy do miesiąca książkowego. To już piąta recenzja dotycząca kolejnego dzieła, które miałam okazje przeczytać. Tym razem Wydawnictwo Skrzat przedstawia dzieło pod tytułem "Horologium, czyli dom niezwykłych zegarów". Licząca nieco ponad 350 stronicowa baśń dla mniejszych i większych odbiorców o tym, co jest w życiu najważniejsze. Czujecie się zaintrygowani? 


Warto zwrócić uwagę na samą formę zapakowania książki. Została ona owinięta w papier na którym znalazły się te same grafiki, które spotykamy w środku książki. Ilustratorką jest Zofia Zabrzeska. Całość została przewiązana sznurem. Wisienką na torcie okazał się klucz.Wszystkie te elementy stworzyły tajemniczą całość, a ja miałam ochotę znaleźć tajemnicę, którą poznam dzięki użyciu tego kluczyka.


Głównym bohaterem jest chłopiec o imieniu Aleksander (11 lat), który odkąd pamięta wychowywał się w piwnicy jednej z kamienic. Jedyną osobą sprawującą nad nim "opiekę" była wychowawczyni, która bardziej pilnowała chłopca niż się nim zajmowała. Pewnego razu do ośrodka trafiła Zosia. Dziewczynka posiada niezwykłe zdolności. Potrafi przemieniać się w każde zwierzę.  Mała 8 letnia blondyneczka od razu zaprzyjaźniła się z Olkiem. Dzieci szybko się zaprzyjaźnili i zaczęli traktować się jak rodzeństwo. Zosia poznała świat na zewnątrz i gdy opowiadała o tym bratu ten także zapragnął go poznać. Postanawiają więc uknuć plan i uciec. 


Po opuszczeniu ośrodku świat zewnętrzny nie wydaje się już taki fajny i bezpieczny. Dzieci muszą stawiać czoło głodu i wszelkim niebezpieczeństwom. Starając się jakoś sobie radzić zaczynają okradać ludzi aby jakoś przeżyć. Podczas jednej z kradzieży poznają Stanisława Olszewskiego - mówiącego z ptakami  oraz jego przyjaciela i przełożonego Ludwika, którzy mieszkają i pracują w Horologium. Nieznajomi zabierają dzieci ze sobą do domu i od tamtej pory sprawują nad nimi opiekę.


Horologium jest niezwykłym miejscem, w które stanowi przytułek dla ludzi o niezwykłych zdolnościach. Poznajemy tu Marie, która jest specjalistką w ziołolecznictwie. Barbarę, posiadająca umiejętność czytania w myślach. Najsilniejszego człowieka na świece, niegdyś kapitana słynnego statku "Skarb Mórz" - Michała Ordona. Miłośnika książek i wiedzy Niemca Franza Beckera. Salomee - dziewczynę, której największą umiejętnością była możliwość stania się niewidzialną. Mówiącego z ptakami Stanisława i opiekującego się pokojem z zegarkami Ludwika. Ci wszyscy niezwykli ludzi stali się dla naszych małych bohaterów rodziną i nauczycielami życia. Zosia trenowała swoje niezwykłe umiejętności. Olek natomiast nie czuł się zbyt pewnie, gdyż był zwykłym dzieckiem nie obdarzonym żadną nadprzyrodzoną umiejętnością wśród tylu niezwykłych ludzi.


Jak się później okazało był najbardziej niezwykły. Stało się tak za sprawą pewnej baśni, według której dawno temu zła wiedźma ukradła matce dopiero co urodzonego syna i ukryła w jego sercu klucz. Otwierać miał on skrzynię zawierającą najcenniejszy skarb na świecie.  Zarówno skrzynia jak i klucz były bardzo blisko siebie. Jak się okazało ten pierwszy był ukryty w naszym bohaterze. Ludzie, którzy się dowiedzieli o tym zamieniali się w chciwych i zawistnych. Te uczucia zaćmiewały zdrowy rozsądek i wzbudzały chęć za wszelką cenę zdobyć ten skarb. Nawet kosztem czyjegoś życia.
Bractwo niezwykłych starało się z całych sił uchronić Olka i skrzynię przed społeczeństwem. Niestety dzięki zdrajcy w ich gronie i wielu intrygom prawda wyszła na jaw i zaczęło się polowanie na skarb. Nie chce zdradzać Wam wszystkich szczegółów, bo chciałabym aby każdy z Was po tą książkę sięgnął i się dowiedział jaki był koniec tej historii. Mogę tylko powiedzieć, że jest on z pewnością zaskakujący.


"Żaden skarb na świecie nie jest wart tego, żeby poświęcić dla niego czyjeś życie."

Bez wątpienia jest to baśń, gdyż posiada wątki fikcyjne, nadprzyrodzone, wręcz magiczne. Zarówno postacie, jak i niektóre elementy, jak np. zegarki mają swoją szczególną moc. Są tu porównane do ludzkich istnień i czasu, który im pozostał. Tych zegarków nie można naprawić, zniszczyć, ani zmienić ich czasu. Pomimo iż jest to książka dla dzieci, z pewnością spodoba się dorosłym. Niesie w sobie przekaz o miłości, samotności i poświęceniu. Te cechy stanowią nieodłączną część życia nie tylko dzieci, lecz także dorosłych. Pamiętajmy, że w każdym dorosłym drzemie dziecko. Dlatego też ta lektura jest dla każdego.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Skrzat.

piątek, 14 czerwca 2019

"Milość do trzech Zuckerbrinów" Wiktor Pielewin. Recenzja.

"Milość do trzech Zuckerbrinów" Wiktor Pielewin. Recenzja.
W dobie kiedy media krzyczą do nas, że czas zacząć dbać o swoje dane powinniśmy się na chwilę zatrzymać i zastanowić, że chyba coś wymknęło się z internetowo-mediowej kontroli. Na początku wszyscy prosili nas o dane, wszyscy prosili nas o informację, a teraz te same osoby się o nie zaczynają bać – a my nie, my tylko ślepo oglądamy teatrzyk, który odgrywa się na naszych oczach.


W terminie „Zuckerbring” odnajdziemy dwa nazwiska: Zuckerberg, który zdominował nasze życia Facebookiem i wszystkimi aplikacjami pochodnymi, oraz Brin, który stanął nad nami jak pan i władca pod przykrywką Googla. Główny bohater powieści ma możliwość obserwowania z boku, z pobocznego toru, całego tego chorego systemu.  Całkowita wolność to prezent, o którym możemy tylko pomarzyć. Jest to nieosiągalne, i niestety musimy się przed sobą przyznać, że jest to po części nasza wina. Proszono nas o informację, a teraz my nie mamy kogo prosić o pomoc.
Jednak problem, przed którym staje czytelnik jest zupełnie inny – z tytułu wynika, że Zuckerbrinów jest trzech. Nie pozostaje nic innego jak poszukiwanie trzeciego pana, któremu podlegamy i tak naprawdę przez niego jesteśmy zniewoleni.


Autor sprawił, że się zatrzymałam – w czasach szybkiego życia, szybkiego jedzenia, szybkiego umierania i szybkiego pochłaniania książek zatrzymałam się i pozwoliłam zabrać się w miejsca swojego umysłu, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Dostałam szansę znalezienia się poza ramami i spojrzenia na świat przeciętnego konsumenta nie biorąc w nim udziału.


Pielewin daje możliwość dotknięcia naszego nałogu jakim jest Internet. Staliśmy się uzależnieni od niego niczym od heroiny i codziennie musimy dostarczyć sobie dawkę terroryzmu ze świata, seksu z pobliskiej miejscowości i pozwolić się pozbawić cząstki siebie, bo taka panuje zasada w Internecie – bierzesz coś, ale musisz też coś zostawić. Nawet jeśli nie zostawisz to dwaj tyrani i tak to wezmą. 
Ale najważniejsza sprawa! Książka jest pisana w pierwszej osobie – idealne rozwiązanie dla osób, które potrzebują dodatkowego „wczucia” się. Możemy wejść w czyjąś skórę, tak po prostu.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

Pielewin Wiktor S.N.U.F.F Recenzja.

Pielewin Wiktor S.N.U.F.F Recenzja.
Postsowiecka Rosja, literatura światowa, wątek miłosny na tle katastrofy, mieszanka science-fiction i mistycyzmu, oraz tekst silnie opiewający metaforą – tak przyjęłam do siebie zbiór myśli osób, które czytały tę książkę przede mną i przeraziłam się niemiłosiernie. Niestety, albo stety właśnie, nastawiłam się na książkę bardzo negatywnie, ale wychodzę z założenia, że lepiej się mile zaskoczyć, niż gorzko rozczarować sięgnęłam po lekturę z ciekawością  - to wszystko w jednej powieści? Pod jedną okładką? Niemożliwe.


Sam język jakim operuje autor jest trudny, książka staje się przez to cięższa w odbiorze, ale to kunszt autora – styl wypracowywany i doceniany na świecie. Artyzm w czystej postaci. I niby brnie się przez książkę kartka po kartce, i czuje się zmęczenie z każdym kolejnym zdaniem to sam przekaz jest tak wciągający, że sekundy spędzone nad książką zmieniają się w minuty, minuty w godziny, godziny w pory dnia. I w trakcie czytania o apokalipsie, zgniłych mediach i wojnie międzyrasowej boimy się, że ta historia będzie miała swój koniec – bałam się go poznać, próbowałam przedłużyć czytanie jak najdłużej się da, jednocześnie pochłaniając kolejne litery.


Jestem fanką wątków, w których autorzy nie boją się mówić o mediach i o zamieszaniu jakie one robią. Dlaczego? Chociażby dlatego iż sama jestem po studiach na kierunku medialnym. Wiktor Pielewin robi to doskonale. Trafia w punkt. Ale właśnie w całej historii, gdzie istnieje podział na ludzi i orków, trzeba się doszukiwać metaforycznych rozwiązań problemu, który autor postawił w swojej głowie. Trzeba sięgnąć w najskrytsze zakamarki umysłu żeby móc iść przez tą powieść, tak jak szedł przez nią autor pisząc ją. Samo to wczuwanie się daje swojego rodzaju satysfakcję – buduje więź między czytelnikiem a autorem, na tle brutalnej rzeczywistości, którą, jak na tacy, pokazuje nam autor. I choć autor na pewno ukrył tam swoje własne odczucia i obdarzył historię swoimi przeżyciami, to udało mu się jednocześnie stworzyć powieść uniwersalną. Każda kultura, każdy kraj, każda jednostka może to odebrać w swój indywidualny sposób.
Wiktor Pielewin jest niedoceniany w swoim kraju, a doceniany na świecie, no bo wyobraźcie sobie autora, który odkrywa światu to co brudne w jego ojczyźnie; wyobraźcie sobie autora, który uwydatnia to na co nie zwraca się uwagi, choć powinno być w jej centrum; wyobraźcie sobie autora, który się nie boi krytyki – oto on, autor S.N.U.F.F. A obok niego ja trzymająca jego powieść w zaciśniętych dłoniach, bo nie chciałam żeby się kończyła.


Polecam każdemu kto lubi kiedy książka jest wyzwaniem i kto nie lubi lekkich piór. Pisząc tą recenzję zastanawiałam się czy pierwsze zdanie z niej usunąć, bo mnie ono zaciekawiło, ale co niektórych może przerazić. Ostatecznie postanowiłam zostawić i pozwolić tylko wytrwałym zadecydować o tym czy i wy dacie się pochłonąć tej przewrotnej opowieści. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Psychoskos. 

Ostatnio patrząc na to wszystko, co się dzieje na świecie zgadzam się w powiedzeniem "przezorny -  zawsze ubezpieczony". Jeżeli nawet nie jesteśmy typem pechowca i wypadki raczej nam się nie zdarzają, to warto jednak posiadać podstawową wiedzę na każdy temat. Nie tak dawno poszukiwałam informacji na temat jakim jest błąd w sztuce lekarskiej. Do najczęściej występujących możemy zaliczyć: nieprawidłowe leczenie, błędna diagnoza, wszelkiego rodzaju zaniechania i inne. Warto wiedzieć, gdzie się zwrócić o pomoc i zasięgnąć fachowej wiedzy by otrzymać należyte nam odszkodowanie.

piątek, 7 czerwca 2019

Czym jest przyszłość bez wiedzy o przeszłości? Aleksandra Julia Kotela "Ręcę Ojca". Recenzja.

Czym jest przyszłość bez wiedzy o przeszłości? Aleksandra Julia Kotela "Ręcę Ojca". Recenzja.
Hej kochani! No i mamy lato. A co za tym idzie świeci piękne słońce, co pozytywnie wpływa na nasze nastawienie i humor. Ostatnio moja chęć do czytania powraca i sięgam po kolejne nowości wydawnicze. Przygotujcie się zatem, że w najbliższym czasie na blogu będzie się pojawiać sporo recenzji książkowych. 
Przejdźmy zatem do pozycji o której opowiem Wam dzisiaj. Jest nią książka "Ręce ojca". Autorką jest Aleksandra Julia Kotela. W pewnym sensie utożsamia się ona z główną bohaterką swojej powieści. Obie pochodzą ze Słupska i mieszkają w Heidelbergu. Wydaje mi się, ze nie tylko to łączy autorkę i główną bohaterkę Julię, ale są to tylko moje domysły, gdyż nie posiadam żadnej informacji dotyczącej autorki i jej życia. Książkę pochłonęłam w dwa dni i gdyby nie praca i obowiązki czas ten skróciłby się zapewne do kilku godzin. O czym to świadczy? O tym, że lektura była wciągająca i porwała mnie już od pierwszych przeczytanych stron.


Główną bohaterką jest Julia. Jest młodą dziewczyną dość zamkniętą w sobie. Mieszka z matką Ulą. Dziewczyna nie pamięta ojca, a wszelkie próby uzyskania jakiejkolwiek informacji o nim od matki zazwyczaj kończą się kłótnią i wymówkami. Julia ma dosyć wyobrażania sobie ojca i przyczyn, dlaczego zniknął z ich życia. Pamięta tylko jego ręce...a być może to jest tylko wspomnienie, które stworzyła jej wyobraźnia by odnaleźć tą brakująca część dziewczyny, bez której nie umie ona odnaleźć na tym świecie. Jeżeli chodzi o strefę uczuciową i wartości to o ile z ostatniego punktu nade wszystko ceni ona sobie wolność, to jeżeli chodzi o związki temat jest bardziej skomplikowany. Miała kilku chłopaków, jednak gdy któryś z nich był gotów związać się na dłużej Julia z nim zrywała. Nad miłość (której nie rozumiała), rodzinę i dom ceniła wolność, po prostu.


Będąc studentką pracowała jako kelnerka. Któregoś dnia pewien nieznajomy wdał się z nią w rozmowę. Jej tematem była książka "Wilgoć rzeki" jednego z jej ulubionych autorów. Wtedy nie miała pojęcia, że pisarza pozna osobiście, a tym nieznajomym była osoba, którą od zawsze pragnęła odnaleźć.
Pewnego dnia Julia otrzymuje telefon od człowieka o imieniu Marek, który informuję ją o śmierci jej ojca i o dziedziczonym przez nią majątku w postaci baru Juliana. Po pogrzebie dziewczyna pakuje się i jedzie  w nieznane do Niemiec by poznać przeszłość. W prowadzeniu baru i tego kim był jej ojciec pomaga jej Marek - jego najlepszy przyjaciel i jak się okazuje autor jednej z jej ulubionych książek. Spędzają ze sobą dużo czasu. Dziewczyna próbuje odnaleźć wszystkie skrawki przeszłości i skleić je w logiczną całość. Jednak wieloletnie tajemnice ciążące na rodzinie nie pozwalają od razu odkryć wszystkich kart. Dziewczyna jednak nie poddaje się i brnie w nieznane. Zakochuje się podczas tej "podroży" w Marku ze wzajemnością. Różnica wieku  i demony przeszłości nie pozwalają im się do siebie w pełni zbliżyć.


Mimo bardzo zagmatwanej historii rodziny dziewczyna powoli odnajduje prawdę. Odkrywa wiele kłamstw i intryg, które po części były po to by ją chronić. Poznaje swoją babcię i wuja. Zarówno oni, jak i Marek wiedzą tajemnicę, która zmieni światopogląd dziewczyny na jego ojca. Okazuje się, że aby poznać jego i zrozumieć musi najpierw poznać historię swojego dziadka. Niektóre cechy przekazują się z pokolenia na pokolenie wraz z genami. Niestety w tym przypadku są to cechy manipulatora i mordercy, człowieka całkowicie pozbawionego ludzkich uczuć. Czy Julia w końcu pozna całą prawdę o swojej rodzinie i ojcu nie pożałuje tego? I czy jej uczucie do Marka, które nazywa miłością przetrwa tą próbę przeszłości? Sięgnijcie po tę lekturę, a z pewnością poznacie odpowiedzi.


Gatunek tego dzieła jest określony jako powieść drogi - z elementami kryminału i romansu. Widać, że autorka faktycznie szuka swojego stylu i drogi, którą prowadzi ją pisanie. Nasza bohaterka Julia także docenia drogę pomiędzy Polską a Niemcami, podczas której próbuje odnaleźć siebie i prawdę o przeszłości. Podoba mi się łączenie tych styli i elementów. Pomimo niewielkiej ilości postaci, każdy z wspomnianych bohaterów ma swoje miejsce i jest po coś. Autorka porusza temat genów i tego jak one oddziałują na nasz charakter i psychikę. Czy jesteśmy kowalami własnego losu? Czy możemy odmienić coś, co zostało nam przekazane wraz z genami? Lubię, gdy powieść jest przemyślana a jednocześnie pisana jednym tchem. Ta do takowych należy. Polecam! Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Janka.

Poruszając temat genetyki i wszelkiego rodzaju badań warto wspomnieć o tym, iż obecnie dzięki wykwalifikowanemu personelowi w określonej dziedzinie i profesjonalnym sprzętom możemy poznać tajniki nie tylko naszej przeszłości, ale także przyszłości. Do tej ostatniej z pewnością należą odkrycia i wynalazki które podbijają świat. Mamy coraz więcej możliwości. Pomaga nam w tym ogromna wiedza i urządzenia wśród których nie może zabraknąć takiego, który umożliwia obserwacje i powiększenie. Mikroskop stereoskopowy z pewnością do takowych się zalicza. Elektronicy cenią sobie taki sprzęt, gdyż za jego pomocą mogą pracować nad elementami niedostrzegalnymi gołym okiem. Spotkać je można w warsztatach i coraz częściej stanowią one ich podstawowe wyposażenie.

wtorek, 4 czerwca 2019

Adam Molenda "Fruwające figurki". Recenzja.

Adam Molenda "Fruwające figurki". Recenzja.


Hej kochani!
Pod koniec zeszłego miesiąca na blogu pojawiła się recenzja powieści "Wietrzny wojownik" Adama Molendy. Na końcu wspominałam Wam iż posiadam jeszcze jedną książkę tego autora Dziś nadszedł czas aby podzielić się z Wami moimi  wrażeniami na jej temat. Poprzednie dzieło bardzo przypadło mi do gustu. Czy tak też stało się i tym razem?
"Fruwające figurki" Adama Molendy liczą nieco ponad 250 stron. Okładka jest utrzymana w jednej kolorystyce. Obraz pary trzymającej serca w dłoni od razu skojarzyło mi się z motywem miłosnym, który bez wątpienia się tu pojawia. Latające słonie niewątpliwie są tu nawiązaniem do tytułu. A ich symbolika ma swoje personalne miejsce w powieści.



Przyzwyczajona jestem do tego, że gdy sięgam powiedzmy po dwie książki tego samego autora to są one zazwyczaj utrzymane w tym samym stylu. W przypadku Adama Molendy to przypuszczenie się nie sprawdziło. Poprzednia powieść była napisana bardziej przemyślanie co świadczyło chociażby o fachowym nakierowaniu niektórych terminów, które odnosiły się do zawodu żeglarskiego. Tu mam wrażenie, że autor kompletnie zmienił podejście do pisania i nieco wyluzował. Postawił na prostotę i satyrę. Dlatego też nie jest to lektura będąca skarbnicą fachowej lub naukowej wiedzy. stawiałabym raczej na książkę z którą można miło i z humorem spędzić czas.


Głównymi bohaterami są dwie rodziny. Gronowie - Artur, jego żona Basia i ich córeczka Agnieszka. A także Żyłowie - Józio, jego żona Renata i ich synek. Artur jako człowiek nauki jest dyrektorem szkoły, jego żona anglistką. Prowadzą przeciętne życie, niby mają wszystko, ale patrząc na sukcesy , pieniądze, domy i wycieczki znajomych robią się zazdrośni i zaczynają pragnąć tego samego dla siebie. Żyłowie dają się poznać jako ludzie biznesu i wyższych sfer. Podczas spotkań z Gronami chwalą się sukcesami i pieniędzmi. Zachęcają Artura i Basię by otworzyli swój biznes. Będąc na swoim za parę miesięcy z pewnością osiągną sukces. Zachęcają pokazując swoja zaradność w sferze biznesowej i umiejętności obracania pieniędzmi. Proponują otworzyć spółkę. Mimo tego, iż losowe zdarzenia wszelkimi sposobami próbują pokazać Arturowi, że ten pomysł jest zły ten się jednak daje wciągnąć we wspólne interesy. Zarówno przed otworzeniem "Sadyby" sklepu z różnego rodzaju artykułami, jak i w trakcie jego funkcjonowania wszelkimi sprawami finansowymi zajmowali się Żyłowie. Artur zaufał wspólnikom i wierzył im na słowo. Z czasem, gdy interesy nie szły, na jaw zaczęły wychodzić różne fakty. Wszystko zaczęło się układać w logiczną całość, która doprowadziła do tego, iż nasi Gronowie, a w szczególności Artur, stracili pieniądze, stanowiska, uznanie społeczne i ich życie legło w gruzach.


Jest to rodzaj powieści, w której życie i postacie pokazane są w sposób satyryczny, ale jak najbardziej prawdziwy. Główni bohaterowie Gronowie mają stanowiska, uznanie społeczne i miłość rodzinną, lecz wciąż im czegoś brakuje. Na znajomych którzy chwalą się pieniędzmi i wycieczkami patrzą z zazdrością. Mimo obaw i rad osób bliskich ryzykują wszystkim mając nadzieje się wybić i wzbogacić. W realnym życiu wiele osób podejmuje takie decyzje licząc na sukces. Niekiedy udaje się go osiągnąć, najczęściej jednak kończy się wszystko fiaskiem. Dzieje się tak, że wiele osób próbuje coś osiągnąć w biznesie, o którym nie ma bladego pojęcia. Myślą, że mają wokół siebie uczciwych ludzi. Rzeczywistość okazuje się być brutalna. Pieniądze nie jest tak łatwo zdobyć, a ludzie, którzy na pierwszy rzut oka są dla nas życzliwi przy pierwszej lepszej okazji wbijają nam nóż w plecy. Żyłowie swoimi kłamstwami i chytrością doprowadzili do ruiny życie Gronów tym samym się wzbogacając.
W książce pojawiają się także wątki miłosne. W Arturze, jako dotychczas wiernym i kochającym mężu, rodzi się pociąg do innych kobiet. Nie bardo wie skąd to się bierze i tłumaczy to wpływem jaki ma na niego jego promotor pracy doktorskiej, który nie kryje swoich upodobań seksualnych do płci żeńskiej i namawia Artura do napisania pracy z seksem związanej. Tym oto sposobem nasz bohater oprócz żony ma trzy stałe kochanki i jedną jednorazową przygodę, po której otrzyma prezent w postaci zakażenia intymnego.
Pomimo bardzo płytkich tekstów, które możemy tu spotkać i słownictwa związanego ze sferą erotyczną książka mi się podobała. Byłam zaskoczona lekkomyślnością Gronów i przebiegłością Żyłów w sprawach wspólnego interesu. Sądząc po powieści interesy i przyjaźń nie idą w parze, a ufać nie można nikomu.Warto posłuchać swojego wewnętrznego głosu serca i osób, którym naprawdę na nas zależy, być może wtedy uda się uniknąć porażki na wszystkich płaszczyznach naszego dotychczas pookładanego życia. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Akronim.

Chciałabym kiedyś wybrać się na targi książki. Moja znajoma miała okazje uczestniczyć na takich targach w zeszłym miesiącu. Jest to świetna okazja, aby zapoznać się z nowościami wydawniczymi i spotkać się z ulubionymi autorami. Tego typu imprezy są organizowane na szeroką skalę, a stoisk wydawniczych jest ogrom. By móc się wyróżnić z tłumu firmy stawiają na banery typu roll up. Jest to bardzo lekka i łatwa w przenoszeniu i użytkowaniu konstrukcja, która pozwała nam przygotować stoisko w kilka minut. Umiejętnie zaprojektowany będzie doskonałą i treściwą reklamą naszego stoiska. 

Copyright © 2014 MarusiTestowanie , Blogger