sobota, 23 lutego 2019

Trio baz pod makijaż z serii Mineral od Revers Cosmetics

Trio baz pod makijaż  z serii Mineral od Revers Cosmetics
Witam Was kochani! Dziś sobota. Czas na niewielkie porządki a potem oczywiście relaks, który jest obowiązkowym punktem weekendu. Nie wiem jak to jest u Was, ale ja gdy  nie muszę nigdzie wychodzić raczej się nie maluje. Wolę by moja cera odpoczywała ;) Gdy jednak mam prace lub plany na wyjście - makijaż musi być. 

Od zawsze preferowałam lekki look. Nie lubię nakładać na siebie tony wszystkiego i wyglądać jakbym miała "tapetę" na twarzy. Wolę by moja cera wyglądała tak, aby była wygładzona i rozświetlona, ale w ten naturalny sposób.

Aby uzyskać długotrwały i  wygładzony efekt przed nałożeniem podkładu należy zastosować odpowiednią bazę. To waśnie ten produkt przedstawię Wam w dzisiejszej recenzji

Z marką Revers znam się nie od dziś. Na blogu dotychczas opisywałam już podkład Fixmat all in one, kolorówkę m.in.cienie, korektor do brwi, pomadkę w płynie, lakiery do paznokci, rozświetlacz i podkład Ideal Matt. Z niektórych produktów byłam bardzo zadowolona, a z niektórych niekoniecznie. Jak było tym razem? O tym przekonacie się za chwilę. 


Czy kiedykolwiek zastanawialiście się po co używa się bazy pod makijaż? Tworzy ona swoistą barierę między  naszą skórą a podkładem. Ma wiele właściwości, dzięki którym możemy zamaskować przebarwienia, ukryć wszelkie niedoskonałości i popękane naczynka, a także uzyskać efekt zmatowionej i rozświetlonej cery.


Kiedyś nie używałam żadnej bazy. Stosowałam tylko i wyłącznie podkład i uważałam, że to w zupełności wystarczy. Odkąd jednak wypróbowałam ten krok w makijażu zauważyłam wielką różnicę. W przypadku moje mieszanej cery była to dłuższa trwałość i zdecydowanie lepsze zmatowienie mojej skóry. Wcześniej już po kilku godzinach zaczynałam się świecić. Teraz podkład wygląda nieskazitelnie co najmniej 2 razy dłużej z użyciem bazy, niż wtedy, gdy jej nie używałam.

Marka Revers Cosmetics ofiaruje nam 3 rodzaje baz pod makijaż z serii Mineral


Zacznijmy może od mojej ulubionej, której używam non stop. Jest nią silikonowa baza pod makijaż Mineral Perfect Silicone Make-Up Base. Produkt otrzymujemy w białej tubce o pojemności 30 ml. Szata graficzna nalezy do klasycznych. Czarne napisy na białym tle i zakrętka w kolorze czarnym. Jeżeli chodzi o konsystencji to jest ona lekko kremowa w białym kolorze. Zapach ma lekko słodki i pudrowy.


Ma ona za zadanie wygładzenie, zmiękczenie i zmatowienie naszej cery. Wystarczy niewielką ilość rozprowadzić na naszej twarzy i odczekać ok. 30 sekund. Gdy produkt całkowicie się wchłonie możemy kontynuować nasz makijaż nakładając podkład i pozostałe kroki. Ta baza sprawuje się u mnie najlepiej. Nie mam problemu z jej rozprowadzeniem. Wchłania się błyskawicznie, wiec zbyt długo nie muszę czekać, a w przypadku tego codziennego czas gra ważną rolę. Pięknie wygładza i matuje, dlatego też mój makijaż spokojnie wytrzymuje bez żadnych poprawek cały dzień.


Mineral Illuminating Make-Up Base. Jest to jak sama nazwa wskazuje wersja rozświetlająca. Zawiera ona perłowe pigmenty, które zapewnią delikatny efekt glow naszej skórze. Pojemność jak u poprzednika 30 ml. Szata graficzna różni się tylko tym, że tu tubka ma delikatny odcień różu. Zastosowanie jest takie same i tu nic się nie zmienia. Nakładamy niewielką warstwę na twarz, chwilę czekamy i następnie w ruch idzie podkład. 


Tą bazę można stosować nie tylko jako primer dla naszego podkładu. Idealnie nadaje się także jako samodzielny produkt. Gdy nie mam ochoty na makijaż, ale chce by moja cera uzyskała delikatny blask i wyglądała na rozpromienioną to nakładem cienką warstwę bazy rozświetlającej na twarz. Wtenczas ciesze się bardziej rozświetloną i promienną cerą.


Przechodzimy do ostatniej bazy z tej serii a jest nią Mineral Correcting Make-Up Base - mająca za  zadanie skorygować zaczerwienienia i niedoskonałości skóry. W tym przypadku  odcieniem przewodnim szaty graficznej jest morski, delikatnie turkusowy kolor. Pojemność i sposób użytkowania jest identyczny jak u poprzedników.


Ta baza z pewnością się sprawdzi u osób, które mają problem z rozszerzonymi porami. Ta baza znacznie zmniejsza ich widoczność. Maskuje także popękane naczynka. 

Jak już wspomniałam na początku posta moim ulubieńcem z tego trio jest zdecydowanie silikonowa baza pod makijaż. Dzięki jej użyciu moja cera jest wygładzona i zmatowiona, wiec makijaż utrzymuje się naprawdę długo bez żadnych poprawek. Czytałam niektóre opinię na temat tej bazy i wiem, że dziewczyny skarżyły się na zapychanie. U mnie tego problemu nie ma. Producent zaleca stosowanie podkładu i pudru z Revers. Ja używałam jej też z podkładami innych marek i efekt był ten sam - porządna i zdecydowanie przedłużona trwałość. Każda z tych baz jest dobra na konkretne problemy z cerą, ja zdecydowanie wolę własnie silikonową, gdyż jest ona najbardziej uniwersalna z całej trójcy.

Stosujecie bazę pod makijaż? Macie swojego ulubieńca?


piątek, 15 lutego 2019

Pretty Women, Successful, Revolution, Glam Flakes Rubin - podkreśl swoją kobiecą stronę hybrydami od NC Nails Company

Pretty Women, Successful, Revolution, Glam Flakes Rubin - podkreśl swoją kobiecą stronę hybrydami od NC Nails Company
Dziś wracam do tematyki paznokciowej. Nie od dziś wiadomo, że dłonie są naszą wizytówką. Zadbane paznokcie z pewnością zwracają na siebie uwagę, a piękny manicure zachwyca i przyciąga wzrok. Ja swoja przygodę z malowaniem paznokci zaczęłam jako nastolatka. Z początku były to klasyczne lakiery najczęściej w cielistych i niezbyt wyróżniających się kolorach. W miarę dorastania zaczęłam eksperymentować z brokatami, ozdobami, a kolorystyka robiła się coraz jaskrawsza.

Jakieś 2 lata temu z okazji urodzin otrzymałam od chłopaka zestaw do robienia paznokci żelowych i hybrydowych.  Przez dłuższy czas prezent stał i się kurzył gdyż po prostu się bałam, że nie potrafię z tych rzeczy korzystać. Jednego pięknego dnia poprosiłam jednak koleżankę, by mi pokazała na moich paznokciach jak się nakłada żel i kolor i od tego się zaczęło. Uczyłam się na filmikach z YT i czytałam różne artykuły, a przede wszystkim ćwiczyłam. Takim oto sposobem już od dłuższego czasu robię sobie manicure i nie place kosmetyczce krocie za comiesięczną odnowę, wzorki, czy inne cuda.

Kilka recenzji hybrydowych u mnie na blogu już się ukazało. O produktach od NC Nails Company już Wam wspominałam TU . Przedstawiłam Wam wtedy bazę, top, 3 kolorki, oliwkę do paznokci, a także 2 pyłki. Ten post póki co jest najbardziej popularną recenzję jeżeli chodzi o wyświetlenia u mnie na blogu. Mam nadzieję, że i tym razem produkty, które przedstawię przypadną Wam do gustu.


Tym razem zdecydowałam się na 4 lakiery. Od początku mojej przygody z manicure hybrydowym (a rozpoczęła się ona właśnie dzięki NC Nails Company, gdyż były to moje pierwsze hybrydy) moja kolekcja ciągle się poszerza. Jestem samoukiem, żadnych kursów nie miałam, chociaż w planach są. Nudy nie lubię  dlatego też zasób moich lakierów rośnie. Tym razem postawiłam na 3 kolorki i jeden transparentny z efektem folii transferowej.


Produkty otrzymałam nieco ponad miesiąc temu. Nie zmieniam stylizacji zbyt często, bo uważam, że nie za specjalnie tego typu zmiany pozytywnie wpływają na paznokcie. Noszę manicure średnio ok 3-4 tygodni. Dlatego też gdy dostałam paczkę miałam świeżo zrobione pazurki i musiało troszkę minąć nim mogłam do stylizacji wykorzystać te zamówione od NC Nails.

Zdecydowałam się na 3 kolorki z serii Divinity  by Osi Ugonoh. Od momentu powstania tej kolekcji bardzo ona mnie intrygowała i chciałam by chociaż kilka tych piękności zagościło na moich pazurkach. Całość liczy 10 kolorów, które służą do podkreślenia boskiej kobiecej indywidualności każdej z nas.

 

Pretty Women należy do kolorów raczej spokojnych. Przypomina mi zgaszony fiolet. Chociaż na zdjęciu może się wydawać nawet szary. Jest tajemniczy, bo nie jest to ani fiolet, ani szary, coś zdecydowanie pomiędzy.



Successful jest wedle producenta kontynuacją Pretty Woman. Mi się spodobał nietypowy odcień różu, jakim jest ten kolor. Należy zdecydowanie do wrzosowych odcieni. Dla mnie jest to nieco zgaszony liliowy róż.


 

Revolution  to ostatnim z serii Divinity na który się skusiłam. Zdecydowanie odbiega od pozostałych. Jest bardziej charakterystyczny i nasycony kolorem. Głęboki śliwkowo-wiśniowy odcień to prawdziwa rewolucja barw.

 


Cała kolekcja Divinity jest warta uwagi. Przepiękne kolory kuszą i chciałoby się mieć je wszystkie. Moje trio przepięknie prezentuje się na paznokciach. Stylizacje, które nimi wykonałam pokaże na końcu. Wspomnę tylko, że buteleczki maja po 6 ml. Kolorki są pięknie napigmentowane i dla zadowalającego efektu wystarczą w zupełności 2 cienkie warstwy. Trwałość jest na najwyższym poziomie. Nic nie odpryskuje, ani nie ściera aż do następnej stylizacji. Praca tymi lakierami to prawdziwa przyjemność.

Ostatni lakier pochodzi z Glam Collection.  Tu mamy kilka propozycji kolorów brokatowych, lub wersji transparentnych. Do tych ostatnich należy Glam Flakes Rubin na który się zdecydowałam. Przeźroczysty lakier z wieloma mieniącymi się drobinkami w środku po nałożeniu na kolor nadaje mu efekt folii transferowej. Wydaje mi się, że może być też używany samodzielnie, a efekt uzyskany na paznokciach będzie również przepiękny, lecz delikatniejszy.



Moja kolekcja powiększyła się o 4 wspaniale lakiery hybrydowe, które z pewnością posłużą mi do wielu eksperymentów paznokciowych. Póki co udało mi się nimi zmalować 2 propozycje, które już pokazywałam Wam na  story na moim Instagramie . Zachęcam do obserwowania.

Do wykonania pierwszej stylizacji użyłam dwóch kolorków Revolution i Pretty Woman. Transparentnym Glam Flakes Rubin pokryłam wszystkie paznokcie i uzyskałam tym samym efekt mieniącego się blasku.

Do drugiej stylizacji użyłam Successful. Na dwóch paznokciach użyłam także pyłku, który daje efekt tęczy. Te pazurki wykonałam z myślą o walentynkach, gdyż uważam, że nie tylko czerwień jest kolorem miłości.


Jak podoba Wam się uzyskany dzięki lakierom on NC Nails Company efekt?

W najbliższym czasie planuje na blogu napisać post o hybrydach. Coś w rodzaju instrukcji od czego zacząć i krok po kroku chciałabym Wam powiedzieć jak wykonanie takiej stylizacji wygląda u mnie. Wszystko oczywiście będzie z mojego punktu widzenia, ale wydaje mi się, że komuś kto dopiero chciałby zacząć swoją przygodę z hybrydami tego typu post mógłby się przydać. Co myślicie? Byłybyście zainteresowane taką tematyką?

wtorek, 5 lutego 2019

John Strelecky Kawiarnia na końcu świata - opowieść, która zmieni twoje życie!

John Strelecky Kawiarnia na końcu świata - opowieść, która zmieni twoje życie!

Hej! Wiecie dlaczego uwielbiam blogowanie? Bo coraz częściej sięgam po coś, czym bez bloga prawdopodobnie nawet nie byłabym zainteresowana. Cieszę się z tego powodu niezmiernie, bo w ten sposób poznaje coś, co zostanie w mojej głowie już do końca życia.


Dziś będzie książkowo. Wspominałam już Wam, że uwielbiam czytać, a ostatnio otwieram się na nowe gatunki literackie. Niemniej jednak przyznaje bez bicia, że gdyby nie blogowanie, po tą konkretną pozycję z pewnością bym nie sięgła...i bardzo bym tego żałowała.


Wydawnictwo Aktywa przedstawia wydaną 6.12.2018 r. opowieść Kawiarnia na końcu świata, której autorem jest John Strelecky. Książka liczy 137 stron, a jej szata graficzna przypomina rysunek dziecka. Wiele barw przyciągnie uwagę..dziecka...ale czy dorosłego? Widząc tą pozycje na półce w księgarni z pewnością nie czułabym się zachęcona do zakupu. A jestem sroką i najczęściej kupuje "oczami", a dopiero później bardziej się zagłębiam w treść. Wiecie, co mam na myśli ;)


Pomimo wyglądu zewnętrznego Opowieść o sensie życia zasłużyła na miano światowego bestsellera i została przetłumaczona na trzydzieści cztery języki. A takie liczby o czymś muszą świadczyć.


Rozpoczynamy podróż  z naszym głównym bohaterem Johnem. Jest on wiecznie zapracowanym członkiem korporacji, który udaje się własnie na długo wyczekiwany odpoczynek. Ze względu na zakorkowaną autostradę postanawia nieco zmienić kierunek swojej podróży, przez co się gubi. Po kilku godzinach błąkania trafia na kawiarenkę, która mieści się na odludziu Kawiarnia na końcu świata. I dopiero teraz nasz bohater rozpoczyna prawdziwą podróż, tyle że w głąb samego siebie.


Mimo obaw jest zmęczony i głodny, więc postanawia się zatrzymać w kawiarence. Poznaje kelnerkę Caseya, kucharza Mike'a i stałą tutejszą bywalczynie Anne. Menu knajpy zdaje się zadawać bywalcom pytania, nad odpowiedzią na które oni nigdy się nie zastanawiali.

Dlaczego tu jesteś?
Czy boisz się śmierci?
Czy czujesz się spełniony?

Każda z poznanych przez Johna osób pomaga mu w odnalezieniu odpowiedzi na napisane pytania. Zdaje on sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy nie zastanawiał się chociażby nad tym, czy czuje się spełniony? Po co aż tyle pracuje i kiedy znajdzie czas tylko dla siebie i własne przyjemności? Szuka swój SI (sens istnienia) i dochodzi do pewnych wniosków, m.in. "..w momencie, kiedy człowiek pozna już swój SI, może stać się, kimkolwiek tylko sobie zamarzy.Nie potrzebuje niczyjego pozwolenia, żeby realizować swoje cele." 

Po wizycie  w kawiarni nic już nie było takie samo w życiu Johna. Każdego dnia zaczął szukać swojego SI i realizować swoje cele i marzenia, co sprawiło, że czuł się szczęśliwy i spełniony. Nie chce tu Wam szczegółowo streszczać całości, bo nie miałoby to zbytnio sensu. Chciałabym tylko podsumować i zachęcić do lektury tej książki, bo naprawdę warto. Uważam, że jest to pozycja dla każdego. Nawet jeżeli nigdy nie wgłębialiście się w swój SI, to z pewnością po przeczytaniu tej lektury inaczej spojrzycie na swoje życie. Mam nadzieje, że zrozumiecie iż praca, mimo to iż jest ważna, nie jest jednak najważniejsza. Doceniajmy siebie i czas, który poświęcamy tylko dla naszej własnej przyjemności. Realizujmy się, spełniajmy marzenia i pamiętajmy, ze każdy z nas jest kowalem własnego losu


Jeżeli zachęciłam Was tą pozycją to zapraszam też do zapoznania się z innymi tytułami tego autora. Ja z pewnością będę chciała poznać całą twórczość autora, gdyż dana opowieść zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Szczerze polecam!


sobota, 2 lutego 2019

Chroń swój telefon i wyrażaj siebie z Etuo.pl

Chroń swój telefon i wyrażaj siebie z Etuo.pl
Hej kochani!
No i mamy weekend. Można odpocząć i naładować baterię na kolejny tydzień.  Ten był wyjątkowo pracowity, więc odpoczynek musi być porządny. A więc proszę zaparzyć sobie kawę, albo herbatkę i zapraszam za post. Chwila relaksu jest wręcz wskazana ;)

Wiek XXI obfituje w różnorodne środki komunikacji, które za zadanie mają ułatwić nam codzienność. O ile z niektórych jesteśmy w stanie całkowicie zrezygnować, o tyle bez niektórych już nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić naszego dnia. Mowa oczywiście o telefonie komórkowym. Niegdyś, był to gadżet dostępny tylko dla osób zamożnych, obecnie powszechnie dostępny. Łączy w sobie wiele funkcji, m.in. środka komunikacji, transferu danych, zastępuję nam aparat i kamerę, pomaga liczyć, odbierać i wysyłać dane, tworzyć dokumenty i wiele innych. Od jakiegoś czasu potrafi nawet rozpoznać nasz głos, czy naszą twarz. Niesamowite, nieprawdaż?

Na rynku mamy dostępne różne rodzaje i modele telefonów za które zapłacimy od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy złotych (a może i więcej). Co te wszystkie modele  łączy? A no to, że żaden z nich nie jest z 100% odporny na uszkodzenia. Potłuczona obudowa i pęknięty wyświetlacz to tylko garść wypadków, które mogą przytrafić się użytkownikowi. W związku z tym rośnie zapotrzebowanie na rożnego rodzaju akcesoria, które pomogą nam uchronić nasz telefon przed uszkodzeniami.

W domu mam trzech użytkowników sieci komórkowej. Każdy ma inny smartfon i inne zapotrzebowania. Szukałam więc sklepu, który by im wszystkim sprostał. Trafiłam na etuo.pl i to właśnie tam znalazłam wszystko, czego potrzebowaliśmy.

 

Zacznę może od tego, że strona jest bardzo przejrzysta i bezproblemowo idzie się tam odnaleźć. Mamy podział na konkretne kategorię jak np. etui na smartfony i tablety, folie i szkła na LCD. Warto też wspomnieć o tym, że mamy możliwość zaprojektowania swojego własnego wzoru. Ja z tej opcji nie skorzystałam, gdyż znalazłam w dostępnym towarze to, co mnie satysfakcjonowało. Jednak możliwość stworzenia czegoś wyjątkowego wydaje się super opcją.


Zamówiłam 3 etui dla całej rodziny. Zanim jednak opowiem Wam nieco więcej o moim zamówieniu muszę zwrócić uwagę na sam sposób zapakowania mojej przesyłki. Towar został zawinięty w przezroczysty celofan. Całość została zakończona czerwono-niebieską kokardką, która z kolei zawiera imienną dedykację. Bez wątpienia poczujecie się docenieni i dopieszczeni. Ja bynajmniej takich emocji doświadczyłam otwierając przesyłkę.




Zacznę od etui, które wybrałam dla siebie. Mam HTC 825 Desire i gdy próbowałam znaleźć jakiekolwiek etui na mój model telefonu stacjonarnie za każdym razem kończyło się to niepowodzeniem. Na moje pytanie: "Dlaczego nie ma żadnego wyboru?" zazwyczaj w odpowiedzi słyszałam "Pani, ale ten telefon to już przeżytek." Owszem, kupowałam go ponad 2 lata temu, a obecnie modeli jest tyle, że nie sposób ich zliczyć i zmieniają się one z prędkością światła (no prawie;)). Nic dziwnego, że mój uważany jest już za "przeżytek". Nie jestem maniaczką nowych technologii, póki telefon działa i spełnia wszystkie moje oczekiwania, nie potrzebuje go wymieniać. Ale jeżeli chodzi o kupienie etui, to już jest problem. Ku mojemu zdziwieniu na etuo.pl znalazłam wiele opcji. Na co się ostatecznie zdecydowałam?


Motyw Paryża i wieży Aiffla od dawna jest jednym z najukochańszych. Nic dziwnego, że właśnie na ten się zdecydowałam. Moje etui pochodzi z serii foto case i kosztowało 29,90 zł.Utrzymane jest w biało-czarnych barwach co sprawia, że prezentuje się minimalistycznie, ale z klasą.


Model jest w postaci zamykanej "książki". Mam oczywiście szkło hartowane, ale w zwykłym etui niezamykanym jest większe prawdopodobieństwo uszkodzenia. Takie jest moje zdanie, oparte na własnym doświadczeniu (niestety).

Główny motyw powtarza się z obydwóch stron etui. Jest ono cienkie i giętkie, co pozwala bezproblemowo np. ułożyć je tak, by można było oglądać coś na ekranie w wersji poziomej. 



Jedyne, czego mi tu brakuje to jakiejś wewnętrznej kieszonki. Jestem chomikiem i lubię niektóre informacje mieć pod ręką. Chętnie schowałabym je do kieszonki, której tu nie znalazłam. Chociaż z drugiej strony chyba to i na plus. Może wreszcie oduczę się chomikować ;)

Następne etui jest na model Samsung Galaxy J3 2016 r. To telefon teściowej, który też chyba należy do "przeżytków", ale jej także to nie przeszkadza. Zresztą starsi ludzie sceptycznie podchodzą do nowości technologicznych.


Tu na czarnym tle mamy moty zielonych liści. Bardzo soczysty kolor zieleni od razu przyciągnął naszą uwagę. Jeżeli chodzi o model, to jest on identyczny jak mój. Typ zamykanej książeczki.


Motyw ten znajdziecie w serii Flex Book Fasntastic, a jego koszt to 37,90 zł.

Kolejne i już ostatnie etui pasujące na Huawei Mate 10 Late z tego zamówienia należy do mojego A. Jak to facet, interesuje się technologią, komputerami i ...horrorami. Więc nie zdziwił mnie jego wybór.


Etui pochodzi z tej samej serii co poprzednie. Kosztuje również 37,90 zł. Różni się od poprzednich dwóch tym, iż posiada zapięcie na magnez. Motyw czaszki ujęty w takiej kolorystyce prezentuje się naprawdę efektownie.


Podsumowując. Na stronie etuo.pl możemy znaleźć naprawdę szeroki wybór akcesoriów do naszych telefonów. Pozwolą one nie tylko na odpowiednie ich zabezpieczenie przez uszkodzeniami, ale także wyróżnią je swoją kolorystyką i  charakterem. Z zamówienia jestem zadowolona w 100%. Futurały są dobrze wykonane, lekkie i elastyczne, a print przyciąga uwagę. Nie wspomniałam jeszcze o dość ciekawej strukturze etui, która w dotyku nieco przypomina mi drewno. Modeli jest mnóstwo, bo do wyboru mamy kilkanaście kategorii. Wystarczy wybrać odpowiedni i dopasować go do naszego modelu telefonu. Jeżeli jesteście zainteresowani zakupem mam dla Was zniżkę -10% po użyciu kodu "blogznizka". Udanych łowów!



Copyright © 2014 MarusiTestowanie , Blogger