poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Radosław Rutkowski "Remedium". Recenzja.

Radosław Rutkowski "Remedium". Recenzja.
Po raz kolejny sięgnęłam po książkę nie wiedząc o niej praktycznie nic. Rzadko kiedy czytam skrócony opis, czy sugeruje się innymi recenzjami danego dzieła. Jest to zazwyczaj spontan. Ta ułomna chwila, gdy ryzykuje i czytam coś, co mam okazję "odkryć" od początku do końca. W niektórych przypadkach czytelniczą "chemię" czuje już od pierwszych stron, w innych męczę się aż do końca. Nie przyzwyczaiłam się do zatrzymywania się w połowie. Jeżeli coś zaczynam czytać to staram się daną pozycje skończyć. Jak było w tym przypadku? Czy poczułam się zauroczona, czy męczyłam się brnąc przez ponad 300 stron?


Przemek Stawczuk, Policyjny śledczy z Krakowa, zostaje wezwany do Łodzi, aby odnaleźć sprawcę strasznego morderstwa. Ofiarą jest młoda studentka Karina. Dziewczyna nie miała wrogów i nie była w nic zamieszana, a jednak została brutalnie zamordowana w mieszkaniu, które dzieliła ze swoją współlokatorką Pauliną. Na ścianie jej pokoju sprawca umieścił wiadomość "Żyłaby, gdybyś otworzyła drzwi". Jak się okaże w trakcie śledztwa, wiadomość ta dotyczy własnie Pauliny. Morderca obiera sobie dziewczynę za cel, a swoje zabójstwa tłumaczy próbą zlikwidowania panującej wśród społeczeństwa znieczulicy. Za każdym razem, gdy dziewczyna unika udzielenia pomocy innym morderca zabija kolejną ofiarę. Na miejscach zbrodni zostawia wiadomość. Jest to swego rodzaju odpowiedź na pytanie: Dlaczego ktoś zginął? Śledczy Przemek Stawczuk i przydzielony do niego partner Tomek Gąsior próbują poskładać fragmenty wiadomości w całość i odnaleźć zabójcę, który szuka remedium dla zobojętniałych dusz.  


Zazwyczaj nie sięgam po kryminały, gdyż jest to gatunek, który raczej do mnie nie przemawia. Od zawsze kojarzy mi się z treścią przepełnioną fachowymi terminami i żargonem kryminalistycznym, których zwyczajnie nie rozumiem. W przypadku Remedium zostałam bardzo mile zaskoczona. Książka napisana jest naprawdę prostym językiem. Mamy możliwość towarzyszyć śledczym w całym procesie jakim jest poszukiwanie zabójcy. Każda ofiara to kolejny fragment układanki. Z pewnością zaciekawią czytelnika tu procesy myślowe, dzięki którym w sposób dydaktyczny i psychologiczny zostają odnalezione tropy prowadzące do sprawcy zabójstw.


Nie miałam zamiaru Wam streszczać tutaj całej książki lecz zasiać ziarenko ciekawości, które spowoduje, że sięgniecie po tą pozycje. Ja czytałam ją z wielkim zaciekawieniem. Czasami się uśmiechałam, czasami byłam smutna. To, w jaki sposób śledczy wyszukują tropy jest naprawdę bardzo fascynujące. Mimo ponad 300 stron akcji, zabrakło  mi tu końcówki, która byłaby odpowiedzią na pytanie: Czy to rzeczywiście jest koniec? I co dalej? Autor bardzo mnie zaciekawił i wydaje mi się, że mógłby dalej pociągnąć tą historię. Nie znalazłam żadnej informacji na ten temat, więc pozostaje mi życie w niepewności.

Na chwilę zatrzymam się także na okładce. Tytuł jest tak jakby krzywo nadrukowany, co wywołało we mnie ochotę go "poprawić". Bardzo fajny chwyt, który bez wątpienia przyciągnął moją uwagę.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu AlterNatywne.

A Wy lubicie kryminały? Może macie do polecenia pozycje po które warto sięgnąć?

wtorek, 23 kwietnia 2019

Bądź szalona i odważna z Dolls Team lub rozważna i romantyczna z Romance Wedding. Hybrydy z najnowszych kolekcji od NC Nails Sompany

Bądź szalona i odważna z Dolls Team lub rozważna i romantyczna z Romance Wedding. Hybrydy z najnowszych kolekcji od NC Nails Sompany

Hej kochani! Czy u Was też już wiosennie? A wraz ze zmianami pogodowymi i my wybudzamy się powoli z zimowej śpiączki. Świeci słońce, dni są coraz dłuższe, a kolory powoli pojawiają się nie tylko w naszych ubraniach lecz także w naszych makijażach i naszym manicure. NC Nails Company chyba nie muszę już Wam przedstawiać? Ci co do mnie zaglądają już zdążyli zauważyć, że produkty tej firmy uwielbiam. Trwałość, łatwość w użytkowaniu i oczywiście ogromny wybór - własnie za to cenię tą markę.


NC Nails wciąż zaskakuje swoich klientów m.in. nowymi kolekcjami lakierów hybrydowych. Pazurki robię sobie od ponad dwóch lat i od momentu pierwszego manicure kolekcja hybryd i ozdób wszelkiego rodzaju nieustannie rośnie. Chyba już jestem uzależniona, ale co poradzić, gdy firma tak rozpieszcza swoich klientów? Tym razem w sprzedaży pojawiły się 2 nowe kolekcje Romance Wedding i Dolls Team.


Pierwsza, czyli Romance Wedding to kolekcja 11 przepięknych i subtelnych odcieni, które sprawdzą się na takie okazje jak ślub, wesele, lub zaręczyny. Każda z nas w takich momentach chce czuć się wyjątkowo i te kolorki mają nam w tym pomóc. Znajdziemy tu przygaszone róże, nudziaki, czy chociażby kolorki niemalże transparentne.Co prawda w planach nie mam żadnego z tych wydarzeń, jednak nie mogłam się oprzeć by nie zamówić dwóch piękności z tej kolekcji. 


No Man No Cry, czyli "nie ma faceta nie ma łez". Powiem Wam, że coś jest w tej nazwie autentycznego;)  Co do kolorku to jest to nieco ciemniejszy odcień niż widzimy na etykiecie. Można go zaliczyć do najciemniejszego z całej 11. Jest to ciepły brąz. Ja w swojej stylizacji, którą pokaże Wam na końcu posta użyłam go do zdobienia, lecz jako bazowy kolorek prezentuje się równie pięknie.


I Love You, czyli "Kocham Cię" jest drugim moim wyborem z tej kolekcji, który znalazł się w zamówieniu. I tu już mamy typowo dziewczęcy intensywny pudrowy róż. Jeżeli ktoś jest fanem takiej kolorystyki z pewnością nie przejdzie obok niego obojętny. Tak jak w przypadku poprzednika użyłam tego odcienia do zdobień. Jednak już rozmyślam nad następnym manicure, który chyba wykonam całkowicie w odcieniach różu. Pigmentacja jest świetna, więc jedna warstwa wystarczy by kolor był intensywny i nie prześwitywał. Ja z przyzwyczajenia daje dwie cienkie warstwy.

Przechodzimy do ostatniej nowości, która trafiła w moje ręce, czyli Hush Hush Baby "cichutko kochanie" by Osi Ugonoh. Jeżeli jesteś ambitna i odważnie zamierzasz wyruszyć na podbój świata to na twoich paznokciach nie może zabraknąć szalonych kolorów kolekcji Dolls Team. 15 odważnych odcieni dodadzą pewności siebie i podkreślą twoją indywidualność.


Ten niebieski błękit podbił moje serce. Głębia koloru i pigmentacja sprawiły, że zagościł on na wszystkich moich pazurkach podczas ostatniego paznokciowego eksperymentu, który za chwilkę Wam zaprezentuje. Niebieski to także kolor przyjaźni, więc z pewnością "zaprzyjaźnicie się" z tym lakierem hybrydowym.

Mam dla Was wzornik, na którym możecie zobaczyć jak dane kolorki się prezentują. Zdjęcia lakierów robiłam po otrzymaniu paczuszki, a manicure nieco później i wzornik malowany był własnie wtedy, dlatego też nie jest to zbyt "profesjonalnie" zrobione zdjęcie. Mam jednak nadzieję, że mi to wybaczycie.


Na koniec przedstawiam Wam co udało mi się zmalować tymi nowościami. Jak już wcześniej wspominałam kolorem przewodnim jest tutaj Hush Hush Baby w którym się absolutnie zakochałam. By pokazać Wam wszystkie hybrydy pozostałych dwóch użyłam tutaj do zdobień na środkowym paznokciu. Za pomocą sondy umieściłam kropki różnej wielkości. najpierw I Love You (w mniejszości, około dwóch rządków), resztę powierzchni paznokcia wykropkowałam No man No Cry.  Na dwóch paluszkach użyłam efektu Ice Crush w odcieniu ciemno niebieskim z odrobiną fioletu, który miałam w swojej kolekcji.


Zdjęcia gotowego manicure przedstawiam na różnym tle żebyście mogli zobaczyć różnicę kolorystyczną. Ja jestem zadowolona i po raz kolejny hybrydy od NC Nail Company okazały się strzałem w dziesiątkę. 

Już niedługo swoje święto będą obchodzić nasze mamy. 26 maja pośpieszymy do nich by złożyć życzenia i obdarować ich jakimś prezentem od serca. Wciąż poszukuje coś, czym mogłabym zaskoczyć moją mamą. Jest typową sroką, więc wydaje mi się, że biżuteria typu bransoletki srebrne mogłaby się w tym przypadku sprawdzić idealnie. Mam jeszcze chwilę czasu by się zastanowić, ale wydaję mi się, że podarowanie tego typu ozdoby z pewnością ja ucieszy.

Macie jakieś kolorki z najnowszych kolekcji? Który z wybranych przeze mnie podoba Wam się najbardziej?


poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Balmi - poziomkowe nawilżenie dla Twoich ust!

Balmi - poziomkowe nawilżenie dla Twoich ust!
Nieraz na blogu wspominałam, że jeżeli chodzi o pielęgnacje to niestety mam problem  z systematycznością. Ciężko mi jest pamiętać o regularnym stosowaniu jakiegoś kosmetyku. Jako skutek tego często borykam się z suchością mojej skóry. Żeby jakoś zmienić ten nawyk, a raczej go nabyć starałam się wyszukiwać kosmetyków, dzięki którym systematyczność wejdzie mi w krew. Co może w tym pomóc? Z pewnością dobrze działanie produktu na skórę, ale piękny zapach i oryginalne opakowanie też robi swoje.


Podczas przeprowadzki w pracy, która miała miejsce w lutym nauczyłam się regularnie używać kremów do rąk. Dzięki temu po kilkugodzinnym codziennym pakowaniu towaru do kartonów moje ręce nie były aż tak suche i zniszczone. Ten, kto pracuje w zamkniętym pomieszczeniu wie, iż najczęstszym problemem jest suchość powietrza. Człowiek ciągle odczuwa brak nawodnienia w organizmie, a usta wymagają podwójnego nawilżenia. Warunki pogodowe także nas nie rozpieszczają  dlatego moim niezbędnikiem jest balsam do ust. Skóra  w tym miejscu jest wyjątkowo wrażliwa, gdyż narażona zostaje na uszkodzenia poprzez wiatr, słońce i suche powietrze. 


Tego typu produktów wypróbowałam już naprawdę wiele i staram się nie dopuścić do tego, by moje usta były spierzchnięte, lub pękały przez brak nawilżenia. Od kilku tygodni z pomocą przychodzi mi Balmi. Odkąd mam tą kosteczkę nauczyłam się nawet w miarę systematycznie smarować swoje usta.

 
Dzięki odżywczemu masłu Shea, olejku jojoba i witaminie E moje usta są odpowiednio nawilżone. Nietypowy kształt stożka pozwala na przyjemną i precyzyjną aplikacje. Miłośniczkom poszukującym w balsamach czegoś innowacyjnego ta kosteczka na pewno przypadnie do gustu. Połyskujące opakowanie w kolorze ciemnego złota i tłoczenie z pewnością przyciągnie kobiecy wzrok. 


Mój balsam do ust jest w wersji poziomkowej. Jest ona odrobinę słodka w zapachu, co da się wyczuć jeszcze przez jakiś czas po aplikacji. Każda miłośniczka słodyczy na ustach znajdzie w asortymencie Balmi coś dla siebie. Kokos, jagodę, malinę, a nawet miętę możecie znaleźć na  www.boutiquecosmetics.pl. Koszt 7 g. kosteczki to niecałe 20 zł. Idealny na co dzień jak i w podróży. Dzięki swoim właściwościom nawilżającym może się sprawdzić także przy oswojeniu niesfornych brwi, suchych łokci lub kolan, a nawet przy wysuszonych skórkach. Co sprawiło, że sięgam po ten balsam regularnie? Przede wszystkim  jego właściwości odżywcze, dzięki którym moje usta odzyskały miękkość i pozbyły się suchych skórek. No i oczywiście kwestia opakowania, które mnie do siebie przyciąga. Codziennie jest w mojej torebce, a gdy jestem w pracy od razu ląduje na biurku bym mogła po niego często sięgać.

Warto pamiętać o tym, że konsumenci "kupują" przede wszystkim oczami. Kwestia wizualnego wyglądu towaru jest bardzo ważna. Najpierw oglądamy towar. Jeżeli pierwsze wrażenie okaże się dobre decydujemy się na zakup. Dużą rolę odgrywa tutaj projektowanie opakowań. Umiejętnie opracowany projekt przyciągnie uwagę klienta i zapewni sprzedaż. Warto więc postawić nie tylko na praktyczność lecz także oryginalność. Równowaga tych dwóch kwestii to podstawa sukcesu.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Kuracja przeciwłupieżowa w dwóch odsłonach od Catzy Laboratories

Kuracja przeciwłupieżowa w dwóch odsłonach od Catzy Laboratories
Haj kochani! Po recenzji książkowej nadszedł czas na pokazanie Wam kilku nowości, które miałam okazje przetestować. W najbliższym czasie możecie się spodziewać na blogu kolorówki, pielęgnacji, wpisów paznokciowych. Miłośników czytania też czekają świetne pozycje, więc warto wyczekiwać.


Dziś przychodzę do Was z wpisem dotyczącym produktów do pielęgnacji włosów. Za wiele tej tematyki na blogu nie znajdziecie, a szkoda. Mogłabym "książkę" napisać jeżeli chodzi o wszystkie produkty, które w ciągu moich ponad 25 lat już na swoich włosach wypróbowałam. Muszę pomyśleć i  tą tematykę nieco tu rozszerzyć, bo uwierzcie mi na słowo, jest o czym pisać. 


Moje włosy są długi i cienkie. Mimo to jest ich dość sporo i moja fryzjerka podczas każdej wizyty się śmieje, że niby są takie leciutkie, ale objętości im nie brakuj. Jeżeli chodzi o ich pielęgnacje to moją zmorą jest zbyt szybkie przetłuszczanie się. Próbowałam już wielu specyfików. Marzę o tym, by znaleźć cudowne kosmetyki, dzięki którym moje włosy będą czyste i "świeże" dłużej niż przez jeden dzień. Dużych zniszczeń im nie funduje, gdyż suszarki używam naprawdę sporadycznie, a jeżeli chodzi o farbowanie to robię pasemka. Częstotliwość moich wizyt w salonie fryzjerskim to ok. raz na 4-6 miesięcy, więc moja czupryna jest dość zdrowa (przynajmniej tak twierdzi moja fryzjerka).


Z firmą Catzy do tej pory się nie spotkałam, więc tym większa była moja ciekawość na temat tego,co ma w swojej ofercie. Od ponad 30 lat spełniają marzenia klientów o pięknych i zdrowych włosach. Współpracują z wieloma fryzjerami i stylistami dostarczając im nie tylko profesjonalne kosmetyki lecz także wyposażenia salonów oraz edukacje. Ja miałam okazje przetestować produkty, które do kupienia dostępne są w aptekach. 


Otrzymałam 2 produkty  z serii skutecznej kuracji przeciwłupieżowej.  Pierwszym z nich jest szampon przeciwłupieżowy do każdego rodzaju włosów. Zawiera on 1% pirytionianu cynku, który jest substancją o działaniu przeciwbakteryjnym i przeciwgrzybiczym. Produkt jest przebadany dermatologicznie. Kartonowe opakowanie jak i sama buteleczka utrzymane są w kolorystyce biało-czerwonej. Od razu skojarzyła mi się z produktem aptecznym. Pojemność buteleczki to 200 ml, czyli raczej standardowa. Niewielką ilość szamponu wmasowujemy w skórę głowy i włosy.  Po kilku minutach spłukujemy. W razie potrzeby czynność powtarzamy. 


Jeżeli chodzi o łupież, to nie mam z nim zbytnio problemu. Od jakiegoś czasu zaczął mi dokuczać  świąd skóry głowy, a to z kolei powadzi do łupieżu. Więc byłam ciekawa, czy ten szampon pomoże mi pozbyć się tej dolegliwości. Produkt jest średnio lejący się, więc możemy go spokojnie optymalnie do potrzeb dozować. Jest o lekkim zabarwieniu i dość  ładnym zapachu. Przypomina mi nieco woń kremu. Przejdźmy zatem do działania. Producent w przypadku łupieżu zaleca codzienne stosowanie produktu. Ja tego problemu nie mam, więc myłam głowę co 2-3 dni. Zauważyłam, że włosy są dobrze oczyszczone i lejące się. Co do ich "świeżości" to prawie  2 dni wytrzymały, ale z lekkim przymrużeniem oka. Plus za to, że nie zauważyłam żadnego problemu ze swądem skalpa i to uważam za duży plus.


Drugim produktem jest ziołowy szampon przeciwłupieżowy. Jak i poprzedni zawiera on 1% substancji o działaniu przeciwgrzybiczym i przeciwbakteryjnym. Został dodatkowo wzbogacony w ekstrakty z brzozy, rozmarynu, rumianku i pokrzywy, czyli zioła o podobnych właściwościach. Szata graficzna utrzymana jest w zieleni i bieli i także przypomina produkt apteczny. Pojemność 200 ml. Szampon jest bardo podobnej konsystencji co jego poprzednik. Jest lejący się, a zabarwienie białe. W przypadku zapachu to i tu ma skojarzenie z kremem. Da się tu jednak wyczuć delikatną ziołową woń. Jeżeli chodzi o stosowanie to zaleca się codzienną kuracje, aż do uzyskania pożądanych efektów.


Ten produkt przeznaczony jest do włosów przetłuszczających się, czyli w sam raz dla moich. Myłam nim głowę co ok.2 dni i z rezultatów byłam zadowolona. Włosy były dobrze oczyszczone i błyszczące. Nie zauważyłam podrażnienia skóry lub swędzenia. Nie obciążał moich włosów i nie plątał. Z przedstawionej dwójki szamponów to ten zrobił na mnie lepsze wrażenie. Wydaje mi się, że sprawdził się odrobinę lepiej niż poprzednik. Co do głównego efektu przeciwłupieżowego nie mogę się wypowiedzieć, bo po pierwsze nie mam łupieżu, a po drugie stosowałam oba produkty stosunkowo krótko. Pożądane efekty może przynieść dłuższa kuracja i codzienne stosowanie. Nieraz produkty przeciwłupieżowe potrafią przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Na szczęście takowego tu nie zauważyłam. Tak więc podsumowując - jestem zadowolona z efektów po stosowaniu i jeżeli w przyszłości ja lub ktoś z moich bliskich będzie borykać się z problemem łupieżu z pewnością polecę mu te 2 szampony. 

Jesteśmy z partnerem na takim etapie naszego życia, że planujemy wspólną przyszłość. Kwintesencją początku tej drogi jest kupienie własnego gniazdka. Rozważaliśmy wiele opcji u nas w mieście. Nie ograniczamy się jednak tylko do miejsca naszego zamieszkania. Ostatnio natknęliśmy się na stronę na której zamieszczone były mieszkania na sprzedaż w Sosnowcu. Oferty zainteresowały nas swoją funkcjonalnością, swobodą aranżacji i komfortem użytkowania. Być może warto jest rozważyć przeprowadzkę do innego miasta i kupienie tam własnego gniazdka. Teraz mamy twardy orzech do zgryzienia i niełatwą decyzje do podjęcia.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Moja dzika Syberia Karolina Kozioł, czyli najdłuższa podróż koleją. Recenzja.

Moja dzika Syberia Karolina Kozioł, czyli najdłuższa podróż koleją. Recenzja.
"Widzisz, każdy z nas jest Kolumbem własnej duszy  i nosi ze sobą kontynent nieodkrytych możliwości. Ważne jest, by odkryć świat, inną kulturę i to, kim się tak naprawdę jest."


Kolejna książka na blogu. Kolejna perełka. Kolejna świetna pozycja, która pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy. Wiem, że określenie "kolejna" wciąż się powtarza, ale jest to doskonałe sformułowanie obejmujące wszystkie dotychczasowe dzieła, recenzje których ukazały się na blogu.


Moja dzika Syberia wydawnictwa Psychoskok wedle jej autorki Karoliny Kozioł nosi miano reportażu.  Na nieco ponad 100 stronach zamieszona jest relacje z odbytej przez nią podróży Koleją Transsyberyjską. Przebyty szlak liczy ponad 9000 km. Opis natury zapiera dech. W książce, zawarta jest także wiedza praktyczna i historyczna, która niewątpliwie zaciekawi każdego czytelnika. Z kolei historie osób z którymi autorka miała styczność podczas podróży potrafią zmienić światopogląd czytelnika.


Książka podzielona jest na rozdziały, w których przedstawione są kolejne etapy wyprawy. Na samym początku poznajemy autorkę, która wraz ze swoja koleżanką Lizą postanawia wyruszyć w podróż najdłuższą koleją świata. Nie jest to ich pierwsza wspólna wycieczka bez konkretnego planu i większego funduszu. Kolejna spontaniczna decyzja, którą podjęły by spełniać swe marzenia, pokonywać słabości i odkrywać nieznane im dotychczas zakątki świata.

"Mam marzenia, które dają mi silę do walki. Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i wyruszają na spotkanie swoich marzeń..."


Wraz z autorką i jej przyjaciółką odbywamy podróż Koleją Transsyberyjską. Droga przebyta od Moskwy aż do Władywostoku podczas której poznajemy nie tylko uroki natury i specyfikę jazdy pociągiem np. kilkudniowa wędrówka bez możliwości wzięcia prysznica. Niemal każdy rozdział zawiera także historię podróżników, których autorka spotyka na swojej drodze. Poznajemy m.in. chłopca, który marzy by zostać muzykiem i grać na scenie Opery Bolszoj. Bezdomnego Syryjczyka o imieniu Abbas, którego wszyscy inni uważają za terrorystę, ze względu na jego pochodzenie i wygląd. Jego marzeniem jest wydanie własnych zapisków w formie książki. Poznajemy także muzyka o imieniu George, którego wszyscy pasażerowie postrzegają jako zadufanego i bezczelnego faceta. Tymczasem okazuje się, że jest on wrażliwym człowiekiem, który za wszelką cenę próbuje zwrócić na siebie uwagę innych. Robi to dlatego, iż w przeszłości nie otrzymał dostatecznej miłości i względów od swoich rodziców.

"Ta podróż to prawdziwa metafora życia."


Tą książkę pokochałam od pierwszych stron. Dlaczego? Bo przeniosła mnie w świat podróżnika. Na chwilę poczułam się wolna i głodna świata, jak nasza autorka. Pozazdrościłam jej tej swobody i szaleństwa. Pewności siebie i pokonywania swojego strachu oraz słabości. Podczas czytania poznałam kilka ciekawostek na temat niektórych miejsc i zwyczajów, do których przyzwyczajeni są Rosjanie. W niektórych rozdziałach się uśmiechałam, niektóre przyprawiały mnie o dreszcze. Przy wielu rozmowach z (nie)zwykłymi (jak określa ich sama autorka) ludźmi miałam możliwość na chwilę przemyślenia i głębszą refleksje dotyczącą zwyczajnych przyziemnych spraw. Nie wystarczy tą książkę streścić, warto po nią sięgnąć i przeżyć tą podróż wraz z autorką. Polecam Wam tą pozycję i gwarantuje, że po jej lekturze na wiele spraw spojrzycie pod zupełnie innym kątem. 


Czytać uwielbiam i sięgam po różne gatunki. Motywy historyczne, podróże, morderstwa, a także wątki miłosne, w których rozterki towarzyszące bohaterom bywają naprawdę imponujące. W życiu jak i książkach spotykają nas różne perypetie. W niektórych z nich pomóc mogą nam specjaliści. Jeżeli czeka was np. rozwód to warto się zwrócić o pomoc do dobrego adwokata. Pomoże on przejść przez ten proces z podniesioną głową i mniejszymi zmartwieniami jeżeli chodzi o kwestie prawne.








wtorek, 2 kwietnia 2019

NOU Freesia - kwiatowy ogród, który obudzi kobiece zmysły

NOU Freesia - kwiatowy ogród, który obudzi kobiece zmysły
Zastanawiałyście się kiedyś co dodaje nam pewności siebie? Na pewno ubiór stosowny do okazji. Ja na co dzień preferuje połączenie elegancji i luzu, na randce jestem seksowna i uwodzicielską, a w pracy staram się trzymać stylu eleganckiego i zarazem minimalistycznego. Dłonie są wizytówką każdego człowieka dlatego pilnuje by moje były zadbane, a manicure nieskazitelny. Fryzura, którą warto odświeżać i nieco zmieniać co jakiś czas by czuć się inaczej. Ale jest jeszcze coś, co bez wątpienia dodaje każdej kobiecie pewności siebie - ulubiony zapach.


Nic tak nie nie działa na nasze zmysły jak ładny zapach. Pewności siebie też dodaje pod warunkiem że jest to aromat, który lubimy. Otulamy się wtedy jego niewidoczną  peleryną i śmiało kroczymy przed siebie. Do kwiatowego ogrodu zaprasza nas woda perfumowana NOU Freesia


Kartonowe opakowanie  jest utrzymane w klasycznej czerni na której są wytłoczone kwiaty. Uważam, że ma to coś i na mnie działa czarująco, przyciąga wzrok. Sama buteleczka jest przeźroczysta z naklejoną etykietą, która jest utrzymana w stylu samego pudełka. Pojemność to 50 ml, więc raczej standard jeżeli chodzi o zapachy. Cena ok. 69 zł.


Nuty zapachowe:

Nuta głowy: cytryna, bergamota, galbanum
Nuta serca: lilia, jaśmin, frezja, róża
Nuta bazy: piżmo, drzewo sandałowe, benzoin, bursztyn


Jeżeli chodzi o zapachy to nie jestem osobą, która go już odnalazła, bądź jest wciąż na etapie poszukań ideału. Należę raczej do grona osobników w którym lubią eksperymentować i często sięgają po nowości, gdyż użytkowanie ciągle tego samego aromatu ich nudzi. Często kupuje dla siebie perfumy w ciemno. Nieraz nawet nie czytam opisu zapachu. Zamawiam coś, co podoba mi się chociażby pod względem wizualnym. NOU Freesia był dla mnie całkowitą nowością dlatego byłam bardzo ciekawa, czy uda mi się odkryć w nim coś niezwykłego i czy ten aromat mnie uwiedzie. Już po pierwszym psiknięciu poczułam dość silny i wręcz duszący zapach o nucie cytrusowej. Na moje szczęście po chwili zmienia on swoje oblicze i  rozkwita cudowną wonią lilii i jaśminu. Nadal jest mocny, ale nie duszący i to mnie bardzo cieszy. Wydaje mi się, że idealnie sprawdzi się u kobiet dojrzałych i pewnych siebie, gdyż w dość charakterystyczny sposób podkreśli ich indywidualność. Dla osób młodych może okazać się zbyt treściwy i zdecydowanie za ciężki. Ja się z nim polubiłam. Ten kwiatowy aromat towarzyszy mi niemal każdego dnia, gdyż spokojnie utrzymuje się na ciele kilka godzin. Na ubraniach wyczuwam go nieco dłużej. Kolekcja NOU ma do zaproponowania także inne kompozycje zapachowe i z pewnością każda z nas znajdzie tam coś dla siebie.Mnie kuszą Bergamot i Cherry Blossom, więc przy najbliższych zakupach w Rossmannie chętnie się na nie skuszę. 

Czy któryś z zapachów NOU już skradł Wasze serce?




Copyright © 2014 MarusiTestowanie , Blogger