piątek, 16 marca 2018

Uwiecznij najpiękniejsze chwile z Saal Digital!

Uwiecznij najpiękniejsze chwile z Saal Digital!
Hej kochani!

Ten post miał ujrzeć światło dzienne już jakiś czas temu, ale nie było ku temu okazji. Wreszcie znalazłam chwilkę by pokazać Wam coś, co stanowi piękną pamiątkę najlepszych momentów mojego życia.

W październiku do świętowania miałam aż 2 okazje. Jedna z nich to moje (już) 27 urodziny, a druga to (kiedy to zleciało?!?) 5 rocznica związku z moim chłopakiem. Ten czas zleciał bardzo szybko i nawet nie wiem kiedy szczerze mówiąc. Były wzloty i upadki, łzy szczęścia i rozpaczy, porażki i osiągnięcia. Nikt mnie nie przekona do tego, że w prawdziwym związku wszystko jest cukierkowo i idealnie. Bo nie jest, ale właśnie na tym polega życie!

Z tego pięcioletniego okresu mamy wiele wspomnień, ale więcej zdecydowanie jest tych pozytywnych. Wyjątkowych momentów, które na zawsze zostawiły ślad w naszej pamięci. Takie okazje lubimy uwieczniać na zdjęciach.


Pamiętam jak dobre kilka lat temu najbardziej popularnym sposobem na przechowywanie zdjęć były płyty CD. Do ich plusów należałoby zaliczyć dość sporą pojemność pamięciową, ale i klasyczny cienki design, który zajmuje naprawdę mało miejsca. Miałam swego czasu całą kolekcje takich płyt i to właśnie one były moją "przechowalnią" do zdjęć. Niestety po czasie traciły swoja wartość, gdyż niszczyły się, rysowały, a zawartość była nie do odtworzenia. Jeżeli nie miałam jej powiedzmy w komputerze, to mogłam się pożegnać ze wspomnieniami. 

Po nieudanej próbie z płytami, przerzuciłam się na przechowywanie moich zdjęć w pamięci komputera. Ale niestety i tym razem się rozczarowałam. Gdy już byłam pewna, że nic nie potrafi je zniszczyć padła mi karta graficzna i znów straciłam całą pamięć. Zawiodłam się po raz kolejny.

Po tylu nieudanych próbach pomyślałam, że niektóre zdjęcia, te które stanowią dla mnie największą wartość sentymentalną, będę drukować. Wspomnienia przelane na papier mają większe szanse na przetrwanie. Jestem osobą dość uczuciową, więc tych zdjęć mam sporo. Półki uginają się pod ciężarem albumów. 

Od jakiegoś czasu panuje moda na utrwalenie ważnych dla nas momentów na różne sposoby. Dzięki najnowocześniejszym technologiom możemy utrwalić nasze zdjęcia m.in. na płótnach, fotoobrazach, fotoksiążkach,  poduszkach, etui do telefonu, kubkach, magnesach. Postanowiłam i ja wypróbować, czy takie sposób na przechowywanie moich wspomnieć zda u mnie egzamin.

Któregoś dnia przeglądając aktualności na instagramie zauważyłam post Saal Digital w którym informowano o akcji poszukiwania testerów do fotoksiążki. Stwierdziłam, że będzie to świetna okazja by takową zamówić i sprawdzić "z czym to się je". Firma proponowała kod promocyjny obniżający wartość naszego zamówienia aż do -150 zł, więc szkoda byłoby nie skorzystać z takiej okazji. 

Opowiedziałam o akcji mojemu lubemu i postanowiliśmy się zgłosić do testów. Po otrzymaniu pozytywnej odpowiedzi od firmy zdecydowaliśmy się zaprojektować i zamówić książkę, która będzie dla nas prezentem z okazji 5 rocznicy związku. Miała to być mała księga uwieczniająca najpiękniejsze momenty tych lat.


By móc stworzyć swoją fotoksiążkę weszliśmy na stronę www.saal-digital.pl . Producent ofiaruje nam mnóstwo możliwości uwiecznienia  zdjęć. 


My postanowiliśmy stworzyć fotoksiążkę, gdyż właśnie na nią obowiązywał rabat. Przed rozpoczęciem całego twórczego projektu najpierw musimy zainstalować na nasz komputer aplikacje Saal Digital Design, w której będziemy tworzyć naszą książkę. Instalacja jest bardzo prosta i raczej nikt nie powinien mieć z nią problemu. Wybieramy wśród kilku opcji co chcemy zaprojektować. A gdy już zdecydujemy się na konkretną z nich otwiera się okienko z kolejnymi możliwościami. Wybierając fotoksiążkę mamy kilka opcji do wyboru.


Jak widać obecnie możecie zamówić własną fotoksiążkę o wymiarze 21x28 w super cenie. (do 20 marca macie czas). My zdecydowaliśmy się na tą o wymiarze 28x19.


Postawiliśmy właśnie na ten rodzaj, bo uznaliśmy, że taki będzie nam najbardziej odpowiadał. Za samą książkę o takich wymiarach zapłacicie 175 zł . do tej kwoty należy doliczyć koszt wysyłki 20 zł. Podsumowując do zapłaty 195 zł, a po odliczeniu rabatu książka wyniosła nam tylko 45 zł. Więc była to naprawdę super okazja!


Nasza fotoksiążka ma 26 stron. Okładka jest błyszcząca bez watowania. Istnieje możliwość zamówienia książki z kodem kreskowym. Nam ta opcja nie była potrzebna, więc z niej zrezygnowaliśmy. Strony wewnętrzne są z grubszego papieru fotograficznego błyszczącego. Zarówno okładka jak i strony fotoksiążki są bardzo porządnie wykonane. Nie są cienkie, więc nie ma obawy, że szybko się wytrą, zgniotą, bądź się uszkodzą w jakiś inny sposób.

Wybieraliśmy zdjęcia z różnych okresów i okazji. Zależało nam na różnorodności, którą wydaje mi się udało osiągnąć. Do wyboru mamy także różnego rodzaju tła, które będą służyć jako obramowanie dla naszych zdjęć. My postanowiliśmy zaszaleć, więc użyliśmy ich sporo. Zarówno motywy kamienia, drewna jak i zieleni znalazły się na stronach naszej fotoksiażki. Różnorodne zdjęcia połączyliśmy także z tekstami piosenek, z którymi kojarzymy nasz związek. Nam się efekt końcowy bardzo podoba. Wszystkim pokazujemy naszą fotoksiażkę i jak dotąd chyba udało nam się nią "zarazić" wszystkich, którzy ją oglądali. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć, żeby także i Wy mieliście możliwość zajrzeć do jej środka:)







I jak Wam się podoba? Mielibyście ochotę stworzyć swoją własną fotoksiążkę? A może zbliża się jakaś szczególna okazja na którą potrzebujecie prezent? Może nim być właśnie fotoksiążka. Gwarantujemy świetną zabawę przy tworzeniu, a w efekcie końcowym przepiękną pamiątkę na całe życie!

My taką już posiadamy! A wy?


środa, 14 marca 2018

Kolorówka do makijażu w stylu karnawałowym od Delia Cosmetics

Kolorówka do makijażu w stylu karnawałowym od Delia Cosmetics
Hejka! 
Co tam u Was? Czujecie już wiosnę? Ja nie mogę się już doczekać prawdziwego ciepła i śpiewu ptaków. Wtedy człowiek budzi się do życia, jak i cała otaczająca nas natura. Uśmiech coraz częściej zaczyna gościć na naszej twarzy. Co tu dużo mówić - chce się żyć!

Wraz z pozytywnym nastawieniem wiosna przynosi nam kolory. Nie tylko te, które nas otaczają w naturze, lecz także te, które powoli wkradają się w nasze makijaże. Coraz bardziej zaczynamy podkreślać nasze oczy, by uwodzić hipnotyzującym spojrzeniem..

Dziś przychodzę do Was z wpisem o kolorówce z Delia Cosmetics, którą otrzymałam do testów jakiś czas temu. Seria została stworzona z myślą o karnawale, ale ja uważam, że kolory, które powstały równie dobrze sprawdzą się także wiosną, bądź też o każdej innej porze roku. 

By wpisem Was zbytnio nie zamęczyć przedstawię Wam krótki opis każdego z produktów wraz z moją opinią. Nie przedłużając zacznijmy.


Luxury Look Lumi&Healthy  Natural Radiance Hydrating Foundation




Zacznijmy od podkładu, który otrzymałam w dwóch wersjach kolorystycznych: 11 Ivory i 12 Nude Beige. Moja cera zalicza się raczej do bladych, więc najjaśniejszy z tej dwójki Ivory jest dla mnie kolorem odpowiednim. Podoba mi się, że w paczce znalazły się dwa odcienie, gdyż w tym przypadku jest większe prawdopodobieństwo, że trafimy na kolor odpowiedni dla nas. 



Podkład został umieszczony w szklanych przeźroczystych buteleczkach, co pozwala nam na bieżąco kontrolować zużycie produktu. Pojemność raczej standardowa 30 ml. Dozujemy za pomocą pompki, w moim przypadku ok. 2 pompek wystarcza na pokrycie całej twarzy. Podkład nadaje się do każdego rodzaju cery. Nie zawiera parabenów i oleju parafinowego. Nie zatyka porów. Nadaje cerze zdrowy wygląd i promienny blask, nawilża.

Jak wspominałam wyżej odzień Ivory u mnie się sprawdził najlepiej. Podkład ma odpowiednią konsystencje, która łatwo się rozprowadza nie zostawiając smug. Twarz po aplikacji ma jednolity kolor, jest odpowiednio nawilżona. Na co dzień borykam się z cera tłustą, więc dla mnie najważniejszą rzeczą jest efekt matu. W tym przypadku utrzymuje się on ok. 6 godzin, po tym czasie należy delikatnie poprawić nasz make up pudrem i nadal możemy się cieszyć pięknym wyglądem.

Matt Pressed Powder


Przechodzimy do utrwalenia naszego podkładu pudrem. Delia Cosmetics proponuje nam matowy puder prasowany. Jest on transparentny, więc nie musimy go dobierać do danego odcienia cery, gdyż idealnie sprawdzi się i u bladziochów i u osób z nieco ciemniejszą karnacją. 


Puder jest zamknięty w opakowaniu plastikowym w kolorze czarnym. Jest ono minimalistyczne i dobrze wykonane. Na początku miałam problem z jego otwarciem. Są tego plusy, gdyż mając go w torebce nie musimy się obawiać, że nam się otworzy. Posiada gąbeczkę, dzięki której w każdej chwili możemy poprawić swój makijaż. W środku mamy także lustereczko, które nam ten proces znacznie ułatwi. Ten puder świetnie się sprawdza do przypudrowania naszego makijażu w momencie, gdy cera zaczyna się lekko świecić.

Multicolor Blush


Róż do policzków wielokolorowy posiada aż trzy  odcienie za pomocą których możemy podkreślić nasz makijaż. Możemy używać wszystkich kolorów jednocześnie lub każdego z osobna. Nadkładamy pędzelkiem do różu bądź też paluszkami, gdy pędzelka nie mamy pod ręką.


Produkt delikatnie podkreśla nasze policzki, twarz zyskuje delikatnych rumieńców. Róż został zamknięty w okrągłym plastikowym opakowaniu. Górne wieczko jest przezroczyste, więc nie otwierając kosmetyku widzimy jaka kolorystyka jest w środku. Bez obaw możemy przenosić do w naszej torebce, gdyż z pewnością samoistnie się nie otworzy. 

Soft Eye Pencil


Przechodzimy do makijażu oczu. W paczce znalazła się miękka kredka do powiek. Ten rodzaju kolorówki króluję u mnie każdego dnia, gdyż mój codzienny makijaż oka zazwyczaj ogranicza się do podkreślenia dolnej części oka własnie kredką i tuszowania rzęs. 


Kredka jest w kolorze czarnym. Kolor jest ładny, intensywny, więc pięknie podkreśla oko. Jedyną rzeczą, która mi tu przeszkadza to to, że trzeba ją temperować. Jestem leniuchem i zdecydowanie wolę kredki tzw. wykręcane. Ale da się przez to przebrnąć.

3D Lashes  New Look mascara


Maskary byłam chyba najbardziej ciekawa z całej paczki. Spytacie się dlaczego? A też dlatego, że w moim przypadku nie musi być mega ekstra i w ogóle, bo swoje rzęsy mam dość ładne. W miarę gęste i ciemne, stosunkowo długie. Więc maskara mi służy zazwyczaj do delikatnego podkreślenia moich rzęs. Oczywiście nie mówię, że nie lubię gdy tusz bardzo pogrubia, czy dodatkowo mega wydłuża. Taki efekt oczywiście jest bardzo mile widziany. W mojej kolorówce jest tusz, którego używam już od kilku lat i niezmiennie jest on moim numerem jeden. Niemniej byłam bardzo ciekawa jak się sprawdzi ten od Delia Cosmetics. 


Tusz jest w kolorze czarnym, czyli klasyka. Opakowanie raczej tez należy do klasycznych, gdyż ma czarną szatę graficzną na której są złote napisy. Producent obiecuje nam efekt 3D, którego niestety jakoś szczególnie nie zauważyłam. Podkreśla rzęsy, nieco pogrubia. Dla mnie 3D kojarzy się co najmniej z efektem "sztucznych rzęs", a takowego nie osiągnęłam.


Posiada szczoteczkę silikonową z krótkimi włoskami, co pozwala nie pominąć żadne rzęsy podczas malowania. Końcówka jest dość elastyczna, więc możemy bez problemów sięgnąć do najkrótszych rzęs w kącikach oka. Ilość tuszu na szczoteczce jest także odpowiednia.

Eyeshadow


Do testów otrzymałam 4 cienie: nr. 8 matt niebieski, nr. 10 pearl jasny błękit, nr. 17 pearl grafit oraz nr. 18 matt czerń. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się jakiejś rewelacji po nich, ale po testach jestem pozytywnie zaskoczona.


Pigmentacja jest super już po pierwszym dotknięciu co widać na zdjęciu wyżej. Kolorki posiadają mieniące się drobinki co pozwala na stworzenie mieniącego się looku. Do makijażu dziennego najbardziej proponowałabym użyć tych jasnych cieni, natomiast na wyjścia wieczorem z pewnością możemy użyć grafitowo-czarnej głębi.


Jeżeli chodzi o trwałość to proponuje użyć bazy pod cienie. Ja mam swoja ulubioną, dzięki której każdy cień bezproblemowo trzyma się na powiece cały dzień bez rolowania się. Ci, co maja problem z tzw. tłusta powieką wiedzą, co mam na myśli. Ja mam ten problem, więc bez odpowiedniej bazy cienie nie trzymają się na moim oku zbyt długo. Z bazą natomiast mogę się cieszyć nieskazitelnym makijażem oka przez cały dzień. Tak jest i w przypadku tych cieni. Łatwo się je nakłada i blęduję, za co duży plus.

Matt Liquid Lipstick Long Lasting


Jest to pomadka płynna w formie błyszczyka. Aplikator jest ścięty, co pozwala na bezproblemowe i  precyzyjne pomalowanie ust. Kolor 106 jest nieco miedziany. Precyzyjnie jest ciężki do opisania, gdyż jest unikalny. 


Kolor należy do metalików, których prawie nie mam w swojej kosmetyczce, gdyż uważam te odcienie za dość specyficzne. Jak już wspominałam na co dzień wolę lżejsze makijaże, więc nieco za bardzo ostre kolory na ustach niespecjalnie mi się przy takim makijażu widzą. Na wyjścia przy mocniej podkreślonych oczach sprawdza się w 100%. Niestety zauważyłam, że dość mocno wysusza moje usta. Starałam się aplikować ją na uprzednio pomalowane balsamem usta, wtedy zmniejsza się ten efekt wysuszający. Jeżeli chodzi o trwałość, to bez poprawek utrzymuje się na ustach ok 3-4 godzin. Podczas jedzenia i picia może być potrzeba częstszego poprawiania naszych ust.

Coral Galaxy Nail Enamel 602


W mojej paczce znalazł się także lakier do paznokci. Kolor to metaliczny odcień grafitowy o numerze 602. Lubię takie kolory na paznokciach, więc bardzo mi się spodobał. Od jakiegoś czasu na pazurkach mam hybrydę i zwykłe lakiery czekają w najdalszym kącie, aż hybrydy mi się znudzą. 



Pędzelek jest dobrze wyprofilowanym, więc malowanie nie powinno stwarzać kłopotów. Kolor nasycony i 1 warstwa z pewnością pokryje paznokieć bez prześwitów. Ja zawsze nakładam 2 warstwy dla lepszego efektu. Nie wypróbowałam go na moich rękach, bo jak już pisałam mam hybrydę, ale na nogach owszem. Pazurki tam narażone są na mniej czynników zewnętrznych, więc trzymały się ok. 5 dni. Na paznokciach u rąk ten czas byłby zdecydowanie krótszy, bo przecież pranie, gotowanie i sprzątanie samo się nie zrobi, prawda?

Podsumowując, Delia Cosmetics po raz kolejny mnie zaskoczyła. Kolorówka jest dobrej jakości i  z pewnością każda z nas znajdzie w niej coś dla siebie. 

Nie pokaże Wam zdjęcia w makijażu nią wykonaną w tym poście, tylko niedługo podzielę się z Wami zdjęciem na moim instagramie. Kto mnie nie obserwuje serdecznie zapraszam TUTAJ.


poniedziałek, 5 marca 2018

Hej piękna! Będziesz miała dziś cudowny dzień, czyli propozycje prezentów na Dzień Kobiet.

Hej piękna! Będziesz miała dziś cudowny dzień, czyli propozycje prezentów na Dzień Kobiet.
Witajcie! 

Już tylko 3 dni dzielą nas od 8 marca - Dnia Kobiet. Jak dla mnie ten dzień nie jest czymś wyjątkowym, gdyż według mnie kobiety warto doceniać i okazywać im należytą uwagę oraz troskę na co dzień. Nie zgadzam się także ze stereotypem, że to od mężczyzny zazwyczaj oczekuje się prezentu z tej oto okazji. 

Przychodzę dziś do Was z moimi pomysłami na prezent z okazji dnia kobiet. Jak już wspominałam kilka razy w postach - uwielbiam prezenty. Doceniam zawsze każdy gest ze strony moich bliskich. Najważniejsza jest oczywiście pamięć, a każdy, nawet bardzo mały i banalny drobiazg może być wyjątkowy.

Zdecydowanie wolę prezenty nietuzinkowe i koniecznie spersonalizowane. Wtedy ma się świadomość, że dany upominek jest adresowany tej konkretnej osobie, a pomysł na prezent powstał z z myślą o niej. 

W poszukiwaniu idealnego prezentu z okazji naszego kobiecego święta udałam się na poszukiwania do sklepu mygiftdna.pl. Nie brakuje w nim wyjątkowych upominków na każdą okazje. Wszystko jest starannie wykonane i pięknie zapakowane. Ponadto wyróżnia się na rynku możliwością personalizacji. Ze zwykłego codziennego prezentu możemy wyczarować prezent unikalny. Świetnie, prawda?

Na stronie mygiftdna.pl robiłam zakupy już dwa razy. Z okazji piątej rocznicy związku zakupiłam tacę do podawania śniadań do łóżka (kto przegapił zapraszam TUTAJ), a także na mikołajki sprezentowałam mojemu mężczyźnie portfel z grawerem (o tym pisałam TUTAJ). Za każdym razem byłam bardzo zadowolona i osoba przeze mnie obdarowana również. Dlatego też bez zastanowienia udałam się na poszukiwania prezentu z okazji Dnia Kobiet właśnie tam. 

Dziwnym stereotypem jest, iż 8 Marca to facet daje kobiecie prezent. Uważam, że tak jest powiedzmy "poprawnie", ale czy tylko od Panów możemy oczekiwać prezentów? Oczywiście, że nie. W życiu każdego człowieka jest osoba, której zawdzięczamy nasze przyjście na ten świat. Tą osobą jest oczywiście nasza Mama. I to właśnie dla niej wybrałam prezent, który przedstawię Wam jako pierwszy. a jest nim koc z haftem.

Długo zastanawiałam się, jaki prezent będzie dla niej odpowiedni. Od jakiegoś czasu moja mama narzeka na kiepski sen i mówi, że ciągle jest jej zimno (a do zmarzluchów nigdy ona raczej nie należała). Pomyślałam sobie, że do snu ją chyba nie zmuszę, ale może uda mi się pewnym prezentem ją skusić do ugrzania się i odpoczynku, może wtedy łatwiej jej będzie zasypiać. Zatem mój wybór padł na koc.



Wykonany z  wysokogatunkowego polaru koc ma wymiar 140x200 cm, więc jest spory. Jest on w kolorze szarym, więc myślę, że doskonale sprawdzi się w każdym wnętrzu. Charakteryzuje się puszystą i miękką strukturą, co dodatkowo zachęca do okutania się nim i spędzenia wieczoru np. z ulubioną książką. To sprawia, że czujemy się komfortowo i ciepło.

Z taka oto myślą go zamawiałam, by mojej mamie było cieplutko i przyjemnie w te, póki co bardzo chłodne i dość zimne, wieczory. Może się wydawać, że jest to przecież zwykły koc i  nie ma w nim nic nadzwyczajnego.  Otóż nie ma nic bardziej mylnego. Jest on przepięknie ozdobiony. Czym? A  unikalnym haftem spersonalizowanym.


W moim przypadku jest to następująca sentencja: "Mama to przyjaciel, z którego się nie wyrasta. Dla Mamy Tatiany - córka Marina."

W tych słowach zawarta jest cała głębia więzi matki z córką. Myślę, że patrząc na ten haft moja Mama będzie zawsze wiedziała, że jest moją najlepszą przyjaciółką.


Koc przyszedł bardzo ładnie zapakowany w folię przezroczystą, przez którą widoczna jest sentencja. Boki zostały zawiązane rafią, co dodało całości uroku. Nie musimy się więc martwić o pakowanie. mygiftdna.pl zadba o każdy szczegół naszego prezentu!

Drugą rzeczą, na którą się zdecydowałam jest prezent dla mnie samej. Ktoś może stwierdzić, że jestem samolubna. Oczywiście nie jest to prawdą. Po prostu uważam, że my same też mamy prawo się czasami porozpieszczać. Dzień Kobiet jest doskonałą ku temu okazją.


Dlatego też dla siebie zakupiłam notatnik grawerowany w formacie A5. Już niejednokrotnie na blogu się przyznawałam, że moim największym problemem jest brak systematyczności. Bardzo chciałabym nauczyć się planowania niektórych rzeczy, co z pewnością ułatwiłoby mi wiele spraw. Dlatego także stwierdziłam, że muszę sobie w tym planowaniu pomóc, a przede wszystkim mnie do tego zachęcić.


"Hej piękna! Będziesz miała dziś cudowny dzień." Zachęcające, nieprawdaż? Taki oto grawer zdobi mój notatnik, który jest w kolorze fioletowym. Do wyboru mamy także kolor szary i granatowy. Solidnie wykonana oprawa jest wykończona miękkim materiałem, który został obszyty na brzegach. Pole by dać się ponieść naszej fantazji i oczywiście organizacji jest dość spore. Razem 190 stron w kratkę aż się prosi o wypełnienie.


Ja już mam na niego pomysł, który zaczerpnęłam z ostatnio przeczytanej książki C.Lucas "Idealny rok". Nie chce tu opisywać Wam całej książki. Powiem tylko kilka słów o kalendarzu (to wokół niego dzieje się cała fabuła książki), który został stworzony i wypełniony od początku do końca. Zostały w nim zawarte sentencje, życiowe tezy i mądrości. a także rzeczy, które są warte realizacji, ale my ze względu na różne przyczyny ich nie realizujemy. Podążając za wskazówkami zawartymi w kalendarzu możemy wreszcie wykorzystać nasz rok w 100% i odkryć, co tak naprawdę nas uszczęśliwia.

Taki właśnie pomysł mam na ten mój wyjątkowy kalendarz. Także ja biorę się za tworzenie mojego idealnego roku:) Was kochani zapraszam na stronę mygiftdna.pl
Wyjątkowe, spersonalizowane i ładnie zapakowane prezenty już czekają. Zamówienia są realizowane w tym samym dniu bądź w kolejnym dniu roboczym, dlatego też decydując się na prezent już teraz możemy być pewni, że otrzymamy go na czas. A każda kobieta w 8 Marca dzięki takiemu prezentowi z pewnością poczuje się wyjątkowo!

Korzystając z okazji chciałabym życzyć wszystkim Kobietom Zdrowia, Uśmiechu, Siły i Spełnienia Wszystkich Najskrytszych Marzeń w To Nasze Święto!

środa, 14 lutego 2018

Oreo Cat, czyli kocie kubki od tarkaimiarka.pl

Oreo Cat, czyli kocie kubki od tarkaimiarka.pl
Hejka kochani! Co tam u Was?
Dziś są Walentynki. Dzień uświęcający miłość dwojga zakochanych, święto tego pięknego uczucia, które nadaje sens naszemu życiu. W komentarzach opowiedzcie mi co ciekawego dostaliście od Waszej Walentynki? A może pochwalicie się co sami sprezentowaliście bliskiej Wam osobie?

 My z moją Walentynką coraz częściej stawiamy na prezenty praktyczne. Zawsze obmyślamy, co przydałoby się nam najbardziej. Wolimy prezenty praktyczne, chociaż czasami popadamy w szaleństwo i decydujemy się na coś absolutnie niematerialnego, lecz stanowiącego wartość sentymentalną.

Tym razem postawiliśmy na praktyczność. Ja i mój A. uwielbiamy spędzać wspólnie czas. Czy to przy jakiejś grze, czy przy filmie. Towarzyszy nam przy tym zawsze kubek gorącej herbaty czy kawy. Mamy dość pokaźną ilość herbat, jak i kubeczków do jej konsumpcji. Jak każde szanujący się herbatocholicy co chwilę polujemy na nowe kubeczki.

W poszukiwaniu kolejnych elementów do naszej kolekcji natrafiliśmy na sklep www.tarkaimiarka.pl



Sklep posiada całkiem spory wybór produktów z różnych kategorii. Znajdziemy tam przedmioty, które ułatwią nam codzienne czynności np. w kuchni podczas gotowania, pieczenia, smażenia lub przechowywania. Wiosna zbliża się wielkimi krokami, a więc wolny czas można będzie spędzić na grillowaniu bądź podróżowaniu. Asortyment jest szeroki, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

My zdecydowaliśmy się na 2 kubeczki. Łącza one nasze 2 upodobania. Po pierwsze picie herbaty bądź kawy, a po drugie naszą miłość do zwierząt. A konkretnie do kotów. Jesteśmy kociarzami, mamy kotkę w domku i wszystko, co ma motyw kota jest dla nas z serii must have. Dlatego tez zdecydowaliśmy się na serie Oreo Cat.


Motywem przewodnim jest koci motyw. Na białym i czarnym tle mamy obraz kota (nieco humorystyczny), odbicie łapek oraz napis "for the secret of the universe" (z ang. "za tajemnicę wszechświata").



Kubeczki są okrągłe i wykonane z dobrej jakości ceramiki. Najbardziej ucieszył nas fakt, że są one dość pojemne, aż 0,4 l. Mój A. uwielbia pić właśnie z takich sporych kubków. Ma jeden w domu o większej pojemności, a ten będzie zabierał do pracy. 


Dodatkowym atutem jest to, że kubeczki posiadają pokrywkę i łyżeczkę metalowo-porcelanową. Dzięki przykrywce można zaparzyć herbatę liściastą. Odpowiednia temperatura zostanie utrzymana, a nasz napój zbyt szybko nie wystygnie. Możemy także zrobić w nim zupkę, bądź zjeść jogurt z musli. Więc sprawdzi się w każdej sytuacji. 



Kubeczki przychodzą do nas zapakowane w elegancki kartonik wykonany w stylu kociego kubeczka. Idealnie więc nada się na prezent. My zamówiliśmy 2 wersję kolorystyczne. Dla mnie -  biały, a dla mojego A. - czarny. 


Za jeden kubeczek zapłacimy 29.90 zł, więc nie jest to cena zbyt wysoka, jak na tak funkcjonalny i przede wszystkim ładny kubeczek. Jeżeli zaciekawiła Was strona sklepu to zapraszam klikając TU.

Jeżeli chcielibyście zakupić sobie, bądź sprezentować komuś bliskiemu taki kubeczek to zapraszam:

  • Kubek biały z pokrywką i łyżeczką, kot - KUPISZ TU
  • Kubek czarny z pokrywką i łyżeczką, kot - KUPISZ TU
My jesteśmy zadowoleni z naszego prezentu Walentynkowego:) A Wam, jak się podobały nasze kocie kubeczki?



środa, 7 lutego 2018

#2 PIERWSZE TESTOWANIE Z TWOIM ŹRÓDŁEM URODY - COSNATURE! RECENZJA NATURALNEGO ODŻYWCZEGO MASŁA DO CIAŁA Z MASŁEM SHEA I TONKĄ.

#2 PIERWSZE TESTOWANIE Z TWOIM ŹRÓDŁEM URODY - COSNATURE! RECENZJA NATURALNEGO ODŻYWCZEGO MASŁA DO CIAŁA Z MASŁEM SHEA I TONKĄ.
Hej! Jak tam u Was? Bo do nas zawitała zima. Śniegu co prawda jest niewiele, ale za to mróz trzyma się jak nigdy. Ostatnio dodałam recenzję ujędrniającego kremu pod oczy z granatem od Cosnature. Kto przegapił i chciałby nadrobić zapraszam TUTAJ Jak już wspominałam jest to moje pierwsze testowanie z Twoim  Źródłem Urody i moje pierwsze podejście do kosmetyków Cosnature z którymi wcześniej nie miałam styczności.
Dziś przychodzę do Was z drugą recenzją, a dotyczyć będzie ona masła, które zamówiłam wraz z kremem pod oczy. 

Naturalne odżywcze masło do ciała z masłem shea i tonką


Warto na chwilę wrócić do samej firmy Cosnature. Jak już wspominałam w poprzednim poście, producent ofiaruje nam naturalne kosmetyki do pielęgnacji ciała, twarzy, a także włosów. Wszystkie produkty posiadają certyfikaty jakości świadczące o tym, że nie znajdziemy w ich składzie sztucznych barwników, silikonów, wazeliny, parabenów ani innych chemicznych ulepszaczy. Kosmetyki nie są testowane na zwierzętach, a opakowania są w 100% biodegradowalne. Wszystkie wyroby są produktami wegańskimi.


Produkt otrzymałam w pudełeczku z nakrętką. Jak dla mnie jest to dość standardowe opakowanie jeżeli chodzi o wszelkie masła do ciała. Zdecydowanie wolałabym produkt z pompką, no ale cóż. Szata graficzna jest klasyczna. Białe pudełko z nakrętką w brązie. Po odkręceniu mamy dodatkowe zabezpieczenie, czyli folię aluminiową. Możemy być pewni, że podczas transportu nic się naszemu masłu, którego jest aż  200 ml, raczej nie stanie.


Produkt został przebadany dermatologicznie. Jest wolny od  syntetycznych substancji zapachowych, barwników i konserwantów. Nadaje się do wszystkich rodzajów cery. Skład wzbogacony został o kilka bardzo wartościowych elementów, a są nimi:

  • ekstrakt z fasoli tonka
Ten składnik zaciekawił mnie najbardziej. I z tego, co się okazało - słusznie. Jest to bowiem jeden z najpopularniejszych składników, które wyczuwamy w perfumach. Jego woń to bardzo niezwykłe połączenie gorzkiego migdała, miodu i wanilii. Można także wyczuć słodycz karmelu, orientalną nutę goździk i wędzoną śliwkę. Połączenie dość orientalne i nietypowe.
  • masło shea
Nic innego jak olej roślinny o szerokim wachlarzu wartości. Stosowane jako środek kojący, zmiękczający, intensywnie nawilżający. Uelastycznia i działa na nasza skórę przeciwzmarszczkowo.
  • olejek migdałowy
Ten składnik można często spotkać w składzie perfum, mydeł, różnego rodzaju emulsji gdzie odgrywa on rolę tłustej bazy. Poprawia krążenie. Działa przeciwstarzeniowo, nawilża.


Dzięki tym cennym składnikom masło zapewni naszej skórze długotrwałe i intensywne nawilżenie.  Jest w kolorze białym. Konsystencją mi przypomina krem w połączeniu z musem. Nie za bardzo zbity, ale także nie za rzadki. Producent radzi stosować go świeżo po kąpieli.


Powiem Wam, że na co dzień nie mam zbyt wiele czasu na smarowanie się różnymi kremami. Natomiast gdy mam chwilę dla siebie to staram się je wykorzystać maksymalnie. Dlatego po każdej dłuższej kąpieli (bo codzienny prysznic raczej nie sprzyja dłuższym posiedzeniom w łazience) wsmarowuje w skórę to masełko. Nie jestem zbyt zachwycona tym, że dość opornie się wchłania. Niekiedy kosmetyki tego typu są prawie że spijane przez moją skórę. Natomiast przy tym maśle trzeba się "napracować". Dopiero po dokładnym i nieco dłuższym wsmarowaniu go w skórę zostaje całkowicie wchłonięty. Z jednej strony mi się to niezbyt podoba, ale z drugiej przy okazji wykonuje dość porządny masaż, więc nie ma tego złego.

Dzięki ekstraktu z fasoli tonki masło ma specyficzny i dość słodki zapach. Osoby o wrażliwych noskach z pewnością z nim się nie polubią. Ja lubię jego nietypową orientalną słodycz, więc mi to nie przeszkadza. Po aplikacji i wchłonięciu się woń czuje jeszcze przez jakoś czas. Doskonale nawilża, ujędrnia i koi skórę. Używałam go nawet po depilacji i moja skóra wcale się nie sprzeciwiała. Polubiłam się z tym masłem i polecam go wszystkim, którzy lubią "słodkie" kosmetyki i szukają intensywnej regeneracji i nawilżenia. 

To już wszystko jeżeli chodzi o moje pierwsze testy z Cosnature. Polubiłam się z tymi kosmetykami , gdyż u mnie się sprawdziły. Zamówiłam sobie kolejne pozycję, które obecnie testuje. Z recenzją pojawię się niedługo, więc wyczekujcie.

Czy miałyście okazje używać maseł z ekstraktem z tonki?
Lubicie świeże masła, czy raczej stawiacie na słodycz?
Znacie Cosnature?

Copyright © 2014 . , Blogger