piątek, 16 czerwca 2017

7 pomysłów na prezent z okazji Dnia Ojca od PROJEKTOGRAM

7 pomysłów na prezent z okazji Dnia Ojca od PROJEKTOGRAM
Co roku obchodzimy  wiele świąt i uroczystości. Nie wiem  jak Wy, ale ja za każdym razem staram się sprawić, aby każdy prezent na dane święto był czymś niepowtarzalnym i wyjątkowym. Nie chce się chwalić, ale jestem osobą bardzo pomysłową, jeżeli chodzi o prezenty, ale nawet mi czasami zwyczajnie brakuje pomysłów.  Zbliża się 23 czerwca - Dzień Ojca, dlatego też wyruszyłam w poszukiwaniu inspiracji. Tak oto natknęłam się na stronę www.projektogram.pl 

Chyba każdy z nas uwielbia uwieczniać cudowne chwilę upamiętniając je poprzez zdjęcia. Już od dawna mamy bardzo szerokie spektrum sprzętów elektronicznych, które nam w tym pomagają. Zdjęcia kolorowe, czarno-białe, z efektami, z napisami...można byłoby wymieniać bez końca. Uwieczniamy ulubione momenty, przerzucamy zdjęcia na komputer, tablet, telefon lub drukujemy. Wydrukowane egzemplarze najczęściej trafiają do albumów, w których się piętrzą, aż zabraknie miejsca. Zaglądamy do takich pamiątek raczej bardzo rzadko, najczęściej podczas rodzinnych imprez, kiedy wszystkim zbiera się na wspomnienia. 

No właśnie, a co powiedzielibyście na przechowanie wspomnień w niebanalny i bardzo oryginalny sposób?
Chciałabym Wam przedstawić jeden z 7 takich super możliwości, na który się zdecydowałam.


Długo szukałam czegoś, co mogłabym sprezentować mojemu Tacie na jego zbliżające się święto. Chciałabym, żeby 23 Czerwca już na zawsze pozostał w jego wspomnieniach jako Jego szczególny dzień. W związku z tym, trafiając na ofertę sklepu Projektogram długo nie musiałam się zastanawiać  w jaki sposób tę wyjątkowość podkreślę. 


Mój wybór padł na poduszkę ze zdjęciami.


Kto nie lubi spać niech podniesie rękę, hehe. Mój Tata jest śpiochem więc uznałam, że będzie to prezent trafiony w dziesiątkę, gdyż podusia będzie mu towarzyszyć w nocy, podczas snu, a także będzie się pięknie prezentować jako element dekoracyjny. Skusiło mnie to, że mogłam na poszewce umieścić dowolne zdjęcia przedstawiające najważniejsze momenty z życia mojego Taty. On jest częścią mnie i mojego świata, tak więc znalazły się na niej momenty przedstawiające ważne chwile i  wydarzenia: Wręczenie dyplomu po ukończeniu  licencjatu, wspólne wyjazdy nad morze i za granicę w gronie rodzinnym, jego ulubione hobby: łapanie ryb i jeżdżenie na motorze.

 

Poduszka ma wymiary 37X37. Na tej -powierzchni umieszczone jest aż 9 zdjęć. Projektogram.pl daje nam możliwość wyboru co do ich ilości: 9, 16 lub nawet 25 zdjęć. Musimy się liczyć z tym, że im większa będzie ich ilość, tym mniejsze one będą, gdyż muszą się zmieścić w całości. Następnie decydujemy, czy chcemy, żeby nasze zdjęcia były rozdzielone siatką (w kolorze ecru lub czarnym). Ja nie chciałam czarnej, więc w efekcie jest jej brak, ale zdjęcia nie są "zlane" ze sobą. Mi ten efekt bardzo odpowiada.

Jak widać na zbliżeniu jakość nadruku jest rewelacyjna. Widoczne są wszystkie szczegóły (nawet chmurki na niebie), tak, jak na oryginałach. Jest to zapewne zasługa dobrej jakości materiału, a potem trwałego i bardzo wyraźnego nadruku. Zdjęcia nie są poucinane, jak to często się zdarza przy wydruku nawet na papierze. Druk jest porządny, od szwu do szwu.


Tył poduszki jest bez nadruku w kolorze ecru. Co ważne, wkład jest antyalergiczny. Możliwe jest pranie w pralce w wysokich temperaturach, a także suszenie w suszarkach bębnowych. 


Produkt posiada także ozdobną metkę z logo.

Jestem pod wielkim wrażeniem poduszki, którą wybrałam i  sama zaprojektowałam. Jeżeli myślicie, że nie dacie sobie radę, bo projektowanie nie jest dla was, to bardzo się mylicie. Wystarczy wejść na stronę www.projektogram.pl, w którym krok po kroku pokazane jest jak stworzyć sobie taką podusie. Z pewnością każdy da sobie z tym radę. Może się powtórzę, ale jestem zachwycona jakością i kolorami zdjęć. Polecam Wam kochani pójść w moje ślady. Z kilku papierowych (komputerowych) zdjęć możecie stworzyć bardzo miękki i unikalny, a także designerski prezent. Cena to tylko 129 zł., wrażenia - bezcenne!!!


Moją opinię już znacie, ale jak głosi sam tytuł tego postu "7 pomysłów na prezent..." przedstawię wam pozostałe 6 projektów, z których możecie skorzystać na stronie Projektogram.pl.

Zdjęcia w stylu Retro  - jeżeli jesteście zwolennikami tzw. dawnych czasów i dawnego stylu to ten pomysł jest zdecydowanie dla Was. Do wyboru: zdjęcia duże (24 szt. w komplecie) bądź małe (48 szt.), a także kolor ramki: czarny bądź biały.
Case - sprawi, że nasz telefon będzie nie tylko chroniony, lecz przede wszystkim wyjątkowy. Wybierz zdjęcie lub kilka zdjęć, Twoje, Wasze, jakie tylko chcesz i wyraź siebie.

Kwadraty - twoje zdjęcia wydrukowane na wysokiej jakości papierze w kwadracie dużym (10 x 10 cm) lub kwadracie małym (6 x 6 cm). Do wyboru kolor obramowania biały lub czarny.

Ramka - wybrany przez Was kolarz ulubionych zdjęć oprawiony w stylowa ramkę. Nie tylko świetna pamiątka lecz także bardzo stylowa dekoracja.

Plakat - jeżeli masz sporo zdjęć, które uwielbiasz i marzysz o tym, by one wszystkie zawisły u ciebie na ścianie to ten pomysł jest własnie dla ciebie. Plakat w wymiarze 61 x 91,5 cm  z mnóstwem ulubionych zdjęć będzie godnie zdobić twoją ścianę.

No i ostatni pomysł 2 Mini Poduszki - wymiar 25 x 25 cm. Do wyboru 9 zdjęć lub 25. Np. taki komplet dla dwojga, żeby każdy miał swoją i nie było wojny.

Oto już wszystkie pomysły, które chciałam Wam przedstawić. Jestem pewna, że odwiedzając stronę Projektogram.pl każdy znajdzie coś dla siebie. Pomysły bardzo oryginalne, realizacja bardzo banalna, czas oczekiwania krótki, a efekt - murowany!!!

Instagram: Projektogram


sobota, 10 czerwca 2017

Recenzja Serum Czysty Kwas Hialuronowy i mydełka naturalnego o zapachu sosny od SPAdomowe!

Recenzja Serum Czysty Kwas Hialuronowy i mydełka naturalnego o zapachu sosny od SPAdomowe!
Witajcie kochani! Przychodzę do Was z kolejną recenzją produktów od SPAdomowe, które testowałam przez ostatnie kilka tygodni. Dziś przedstawię Serum Czysty Kwas Hialuronowy Inya oraz opowiem o mydełku naturalnym, które ma cudowny zapach sosny.

Która z nas nie chciałaby wyglądać młodo i pięknie cały czas? Myślę, że każda wiele by oddała za taką możliwość. Niestety życie pisze inny scenariusz i z wiekiem, chcąc nie chcąc, się starzejemy. Jest to proces naturalny, którego nie da się zatrzymać, lecz kto powiedział, że nie da się go spowolnić.

Wewnętrznych zmian w naszym organizmie nie widać, natomiast zmiany zewnętrzne widoczne są "gołym okiem". Wiele czynników składa się na to, że nasza skóra już nie wygląda tak, jak wyglądała kilka, bądź kilkanaście lat temu. Zastanówmy się więc dlaczego tak się dzieje?

Dla dobrego samopoczucia oraz wyglądu naszej skóry potrzebne jest odpowiednie nawilżenie. Kwas hialuronowy  (HA) jest ważnym elementem naszej skóry. Jego funkcją podstawową jest wiązanie cząstek wody i utrzymywanie jej w naszym organizmie. Naturalnym procesem jest to, że codziennie ok. 30% kwasu hialuronowego w naszym organizmie ulega rozpadowi. W jego miejsce przychodzą nowe cząsteczki. Niestety z wiekiem nasz organizm produkuje coraz mniej HA, a nasza skóra traci na wyglądzie: wiotczeje, robi się pomarszczona i wysuszona. Tylko utrzymanie odpowiedniego poziomu cząstek kwasu hialuronowego pozwoli nam spowolnić proces starzenia się, dzięki temu, że nasza skóra będzie odpowiednio nawilżona.

Wiele z Was pewnie słyszało o zabiegach typu antiaging, gdzie w głąb naskórka wstrzykuje się preparaty zawierające kwas hialuronowy. Ja nie jestem fanką zabiegów inwazyjnych, więc zaproponuje Wam inną metodę - bezbolesną, lecz również skuteczną.

Serum czysty kwas hialuronowy Inya


Przedstawiam Wam serum, mające w swoim składzie czysty kwas hialuronowy. Jak już wcześniej wspominałam, komponent ten odpowiada za nawilżenie, wygładzenie i uelastycznienie naszej skóry.




Produkt jest zawarty w szklanej buteleczce o pojemności 30 ml. Dzięki pipecie możemy odpowiednio dozować serum bez obawy przedobrzenia. Jest to zasługa nie tylko jakości opakowania, lecz także samego produktu, który jest konsystencji lekko gęstej (dla mnie to przypomina galaretkę, która zaczyna tężeć). Z łatwością aplikuje się odpowiednią ilość serum na dłonie i rozprowadza się po skórze twarzy. 



Odczucie po aplikacji są dość nietypowe, gdyż skóra już po kilku chwilach robi się naciągnięta. Taki mały bezinwazyjny lifting.

Już po kilku stosowaniach zauważyłam, że skóra jest znacznie elastyczniejsza. Przy regularnym stosowaniu zapewni nam gładkość i  odpowiedni poziom nawilżenia. Serum jest bardzo wydajny, gdyż stosuje go już ponad 2 tyg., a buteleczka jest ponad połowę pełna. Produkt jest przebadany dermatologicznie. Gdyby komuś przeszkadzał efekt ściągniętej skóry, preparat można stosować z wymieszaniem z wodą. Wystarczy kilka kropel serum połączyć z kilkoma kroplami wody, lekko zmieszać i nanieść bezpośrednio na twarz.

Moja opinia na temat tego serum jest bardzo pozytywna. Zauważyłam znaczną poprawę elastyczności skóry. Łatwo się go aplikuje, a już kilka chwil po nałożeniu błyskawicznie się wchłania, nie zostawia lepkich śladów. Koszt buteleczki 30 ml. to tylko 24,90 zł. Produkt dostępny jest na stronie SPAdomowe (po kliknięciu od razu zostaniecie przekierowani na dany produkt).

Mydło marsylskie sosna Foufour

Kolejnym produktem, które testowałam jest mydełko.

Ostatnio coraz popularniejsze robią się mydełka naturalne, a to właśnie do takich się zalicza. W jego składzie nie znajdziemy żadnych parabenów, SLS, SLES. Mydełko stworzone jest metodą rzemieślniczą, posiada bardzo ciekawe tłoczenia w kształcie napisów (widoczne na zdjęciach).



Co ważne zawiera w swoim składzie tylko tłuszcze pochodzenia roślinnego i nie było testowane na zwierzętach. Wszystkim tym, którzy cenią sobie produkty w 100% naturalne z pewnością to mydełko przypadnie do gustu.


Mydełko jest o zapachu sosny. Podczas kąpieli odczuwamy lekki i świeży "iglasty" zapach. Kto z Was nie lubi spacerów po lesie? Chyba każdy je uwielbia. A ten zapach, który towarzyszy nam podczas kąpieli bardzo odpręża. Organiczne masło shea także wchodzi w skład tego cudownego produktu, dzięki czemu mydełko ma działania nawilżające i natłuszczające. 

Tego rodzaju mydełka (a producent ma ich na stronie naprawdę duży wybór, klikajcie TU) z pewnością jeszcze nie raz zagoszczą w mojej codziennej pielęgnacji. Skóra jest czysta, pachnąca i odpowiednio nawilżona. Czego chcieć więcej? 


wtorek, 30 maja 2017

NIE recenzja NIE zdeklarowana NIE singielka na podstawie "Z życia zdeklarowanej singielki" autorstwa Małgorzaty Ciechanowskiej

NIE recenzja NIE zdeklarowana NIE singielka na podstawie "Z życia zdeklarowanej singielki" autorstwa Małgorzaty Ciechanowskiej
Każdy w swoim życiu do czegoś dąży.  Ma coś na celu, realizuję się poprzez pasję, ma marzenia. No właśnie, a jak to z nimi jest - z marzeniami? Każdy je ma, lecz czy tak naprawdę każdy je spełnia?

Los tak chciał, że miałam okazję poznać bardzo fajną dziewczynę. Ma na imię Gosia. Jest młodą, energiczną i bardzo otwartą duszą artystyczną. Niemalże od razu znalazłyśmy wspólny język. Jest jedną z tych ludzi, którzy mają marzenia i je spełniają. Dlatego też w kwietniu tego roku została wydana jej pierwsza książka "Z życia zdeklarowanej singielki". 


Gosia zwróciła się do mnie z pytaniem czy nie chciałabym przeczytać jej dzieło i wyrazić swoją opinię. Ten kto zna mnie bliżej, ten wie, że jestem molem książkowym i uwielbiam czytać. Dla mnie najlepszym odpoczynkiem jest po prostu relaks w towarzystwie książki. Więc oczywistą oczywistością było to, że nie odmówiłam i chętnie przygarnęłam pod swe skrzydła jej dzieło.

Nie wiem jak wy, ale ja rzadko kiedy czytam tak zwane streszczenie książki, którą mam w ręku. Lubię, gdy z każdą przeczytaną stroną "odkrywam" ją kawałek po kawałku. To uczucie, gdy otwierasz pięknie zapakowany prezent i nie masz pojęcia co się kryje w środku. Tak samo jest z książką. Z każdym kolejnym słowem, z każdą stroną mamy coraz to nowe oblicze. Dlatego też nie będę się skupiać na treści, tylko na moich własnych przemyśleniach względem jej.

Zatem zacznijmy. Główną bohaterką jest dziewczyna o imieniu Izka. Młoda. zdolna i energiczna. Z zewnątrz udaje twardzielkę, lecz wewnątrz jest delikatna i wrażliwa. Spotka ją wiele zarówno dobrego, jak i złego, no ale takie jest prawdziwe życie, nie prawda? 

Skojarzenia, które miałam patrząc na tytuł przed przeczytaniem były następujące: zdeklarowana singielka? Hm, wolna, bardzo pewna siebie kobieta, świadoma swych wartości, która zdecydowana jest być singielką. Trzyma się zdała od uczuć i mężczyzn (co w sumie jest powiązane). Czytając książkę odniosłam jednak zupełnie inne wrażenie. Izka swoim postępowaniem w różnych sytuacjach deklaruje, że chce ułożyć sobie życie, chce się zakochać, założyć rodzinę i mieć dzieci. A nie być do końca swych dni singielką. 

Do czego zmierzam? Do tego, iż tytuł książki nieco mi się gryzie z jej "zawartością". Nie pasuje mi ta nazwa i już. Jakie było moje zdziwienie, gdy napisałam o tym Gosi, a ona się ze mną zgodziła. Okazuje się, że tytuł miał być inny, w sumie było ich dwa: "Arystoteles w spódnicy" lub "W szpilkach na wojnę". I jeden i drugi pasuje, ale ten pierwszy po prostu jest do tej książki stworzony. Spytacie dlaczego akurat ten? Arystoteles i jeszcze w spódnicy? A właśnie, że tak.

Książka, jak dla mnie jest nieco zbyt przesycona mądrościami, których autorką jest Izka. Rozumiem jednak, że jest to jej styl bycia i jest to cecha jej indywidualnej osobowości. Niektóre sytuację rozpatruje niepewnie sięgając w przeszłość. Skąd się zrodziło poczucie ciągłej niepewności? W książce często jest spotykany wątek niezbyt dobrych stosunków matki wobec głównej bohaterki. Dziewczyna ma do niej żal o to, jak ją traktowała. Ciągła krytyka,  porównywanie do starszej siostry i innych "bardziej idealnych" dziewczyn w oczach matki zostawiło swoją pieczęć na bohaterce. Ciągle jest niepewna: czy robi dobrze, czy postępuje słusznie, czy jest dziewczyną, którą warto pokochać?

Była jeszcze jedna drobnostka, która mi przeszkadzała. Brakowało mi przypisów autorki, tzw. wyjaśnień. Z racji tego, iż nie jestem Polką, niekiedy miałam problem ze zrozumieniem co niektórych sytuacji powiązanych powiedzmy z jakąś osobą, bądź postacią, którą zrozumiałby polak, a obcokrajowiec, w tym wypadku ja,  miał zagwozdkę. 

Podsumowując. Książka, która na pierwszy rzut oka jest o zdeklarowanej singielce jest o Arystotelesie w spódnicy. Główna bohaterka w sposób nagminny używa mądrości, a autorka zapomniała o przypisach. Hm....ALE...

Książka jest bardzo fajnie napisana, przyjemnie ją się czyta. Może ktoś powiedzieć, że jest tylko opowieścią dla rozrywki. Nic bardziej mylnego. Pod pozorem lekkiej lektury, kryje się wiele sytuacji życiowych i perypetii, które spotykamy na swojej drodze przez całe nasze życie. Decyzję podejmowane przez naszą bohaterkę zmuszają nas do refleksji i odpowiedzi sobie nie pytanie: Co ja zrobił/a bym w tej sytuacji?

Ma tylko, albo aż 168 stron na których los bohaterki jest opisany w taki sposób, że czujesz niedosyt i z niecierpliwością oczekujesz drugiej,a może i trzeciej następnej części, kto wie?


Przedstawiłam Wam moje odczucia związane z tą lekturą. Mimo niektórych drobnostek, na które zwróciłam Wam uwagę, książkę zaliczam do jak najbardziej udanych. Cenię sobie ciężką prace autorki i jej własny pomysł na historię, którą stworzyła.  Podziwiam i trzymam kciuki za dalsze sukcesy.

Gosiu, no i pamiętaj, jak tylko dokończysz drugą część jestem pierwsza w kolejce;)



wtorek, 16 maja 2017

Peeling solny od Organic Life. Recenzja.

Peeling solny od Organic Life. Recenzja.
Witajcie!
Ostatnio mam szczęście do konkursów, a mówiąc dokładniej, do ich wygrania;) Dlatego też w dzisiejszym poście chcę opowiedzieć Wam kochani o produkcie, który otrzymałam, gdyż wylosowano mnie na zwycięzce. Moją zdobyczą okazał się Peeling Solny Do Ciała regenerująco-stymulujący od Organic Life.


Z produktem tej firmy miałam styczność po raz pierwszy. Organic Life jest polską firmą, która tworzy kosmetyki na bazie naturalnych ekstraktów roślinnych.Wyciągi z roślin leczniczych użytych przy tworzeniu kosmetyków pochodzą z plantacji organicznych. A więc nie zawierają: sls -ów, sztucznych zapachów, barwników syntetycznych, parafiny, alergenów, dodatków zwierzęcych (100% Vegan). Sama świadomość, że kosmetyk otrzymany przeze mnie jest całkowicie naturalny jest na duży plus.

Po otrzymaniu mojego peelingu z chęcią zabrałam się za testowanie.


Opakowanie peelingu solnego ma wagę 150 g. Pudełeczko jest okrągłe, wykonane z plastiku przeźroczystego, dzięki czemu widzimy zawartość opakowania bez potrzeby jego otwierania. Na etykiecie jest pokazany słonecznik, gdyż jednym z głównych składników jest olej słonecznikowy. Jest to dermokosmetyk (czyli jest stworzony na pograniczu medycyny i kosmetologii), który zawiera wyjątkową  kompozycję składników naturalnych o silnym działaniu regenerującym i stymulującym odnowę komórkową. Mówiąc inaczej siła tego kosmetyku tkwi w jego składnikach.






Jak widać na zdjęciach powyżej zawiera m.in. olej kokosowy, wosk pszczeli, masło shea, masło kakaowe, wspomniany już wcześniej olej słonecznikowy i mnóstwo innych olei naturalnych. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego coraz częściej w kosmetykach różnego rodzaju oleje roślinne odgrywają kluczową rolę? Otóż oleje najczęściej pozyskiwane są z nasion i owoców pochodzących z upraw ekologicznych. Poprzez proces tłoczenia na zimno i nierafinowania pozyskujemy surowiec o dużej wartości biologicznej. Skład tych olei jest bardzo rozbudowany, a układ ten bardzo przypomina budowę naszej skóry. Dlatego też przez nią  są one z łatwością przyswajane. To już wiecie dlaczego warto żyć w harmonii z naturą i jej składnikami!

Peeling ma jasno kremowy odcień i bardzo gęsta konsystencję, co ułatwia nabranie go i rozprowadzenie na ciele. Na zdjęciu poniżej starałam się pokazać wam jak wygląda na moich paluszkach. Zawiera drobinki, które po wmasowaniu w skórę, złuszczają martwy naskórek, ale w żaden sposób nie podrażniają.



Skóra jest zregenerowana i pobudzona do odnowy komórkowej. Uzyskujemy gładką, miękką i bardzo przyjemną w dotyku skórę. Jeżeli chodzi o zapach kosmetyku, to jest on bardzo delikatny. Mi osobiście bardzo przypomina połączenie zapachu skórki pomarańczy i cytryny.

Koszt takiego pudełeczka to ok. 40 zł. Uważam, że nie jest to zbyt wysoka cena, gdyż za dobrą jakość trzeba zapłacić, a w tym przypadku tak jest. Otrzymujemy to, co najlepsze z natury! 

Z tego co się dowiedziałam firma proponuje także inne rodzaje peelingów: odmładzająco-regenerujący, nawilżająco-stymulujący, peeling cukrowy do twarzy ze skałką wulkaniczną i peeling solny do stóp. W ofercie maja także żele do higieny intymnej, szampony, balsamy i wiele innych kosmetyków. Jeżeli jesteście ciekawi zapraszam Was na stronę producenta: www.organic-life.com.pl

Kochani, znacie kosmetyki Organic Life? Używacie? Lubicie? 


poniedziałek, 1 maja 2017

Pachnący dom dzięki Bispol!

Pachnący dom dzięki Bispol!
Witajcie kochani!
Lubię ten moment, kiedy wchodzę do domu po ciężkim i nie raz bardzo przytłaczającym dniu. Wtedy człowiek jedyne o czym marzy to o odpoczynku, wyciszeniu się i relaksie. Nie wiem jak, ale mnie piękne zapachy bardzo uspakajają i wprowadzają w stan euforii. Nie zawsze mam czas, żeby napełnić dom zapachem, np. świeżo upieczonego ciasta, które uwielbiam, bądź kwiatami - choc te też nie zawsze pachną dość intensywnie i wyczuwalnie. W takich właśnie sytuacjach z pomocą przychodzą woski i świece zapachowe.
Obecnie na rynku prosperuje kilka bardzo znanych firm ofiarujących swoim klientom szeroki asortyment świec i samplerów. Jedną z takich firm jest Bispol - polski producent zniczy, świec i podgrzewaczy. 


Funkcjonuje na rynku od 1993 r. i jest firmą rodzinną. Produkują towar najwyższej jakości, dbając nie tylko o każdy szczegół, satysfakcjonujący nawet bardzo wymagających klientów, lecz także dbają o środowisko naturalne.

W ofercie firmy znajdziemy:
  • Świece i podgrzewacze bezzapachowe
  • Świece zapachowe
  • Wkłady do zniczy
  • Znicze
Przedstawię Wam dzisiaj świece zapachowe, które miałam okazję przetestować.
Świece zapachowe 6 szt.
Świeczki zapachowe Golden Touch


Piękne jasno kremowe pudełeczko zawiera 6 świeczek. Nazwa Golden Touch w przetłumaczeniu złoty dotyk. Po odpaleniu otula nas bardzo delikatnym , kremowym zapachem. Przypomina mi  wanilię połączoną z delikatną nuta kwiatową. Zapach ten jest z serii, nazywanej światem perfum. Czas palenia ok. 4 godzin.

Świeczki zapachowe Paradise Moments i Strawberry



Paradise Moments, inaczej moment raju bądź rajski moment. Jest to także dość świeży zapach. który również zalicza się do świata perfum. Jak dla mnie jest to połączenie świeżości ze słodyczą, ale taką delikatną, ledwo odczuwalną. Ciężko mi powiedzieć, która nota zapachowa najbardziej się wyróżnia. Zapach jest bardzo przyjemny i świeży, z nuta słodyczy.

Strawberry, czyli truskaweczka. Mój ulubiony owoc;) Pięknie pachnąca dojrzałym owocem. Myślę, ze każdy z Wam znajdzie w dostępnym asortymencie ulubiony owoc, m. in. malina, owoce leśne, kokos, wiśnia. Sama słodycz;)


Świece zapachowe Maxi 4 szt.

W tym pudełeczku znajduję się 4 większe świeczki. Czas palenia ok. 10 godzin. Testowałam zapach pomarańczy, który jest  przepiękny. Odczuwalny jest słodki, soczysty owoc, aż chce się go zjeść;) Do wyboru firma proponuje również: wanilię, truskawkę, róże, lawendę i zieloną herbatę.

Świeca zapachowa Lilac


Świeczka jest w formie walca. Najlepiej ją odpalać wkładając do jakiegoś świecznika, bądź używając podstawki. To zabezpieczenie sprawi, że spływający wosk nie zostawi nam śladów na naszych meblach;)
Ja używałam takiego kwadratowego świecznika. Bo piękno według mnie tkwi w prostocie;)


Zapach jest kwiatowy - Lilii. Ten kwiat pięknie pachnie, lecz także można przesadzić. Dość intensywny zapach, wiec wystarczy chwila i można świecę zgasić, a zapach pozostanie na długo. Ważne jest by nie przesadzić, bo co za dużo, to nie zdrowo;) Czas palenia walca to ok. 38 godzin.

Świeca zapachowa w szkle Aurelia









Testowałam zapach zmiksowanych Owoców , m.in. maliny, borówki, jeżyny. Czas palenia to ok. 30 godzin. Bardzo podoba mi się sam design świecy, która jest umieszczona w szkle, więc nie musimy kombinować żadnych podkładek w obawie o przybrudzenie woskiem. Chwilę po odpaleniu robi się bardzo ładny basenik i zapach otula cały mój pokój. Jest słodko, nieco świeżo i kwaskowato. Super połączenie zapachowe.


Przyszedł czas na podsumowanie moich testów i opinię. Zapachy 100% trafione w mój gust. Wszystkie są dość intensywne, każdy na swój sposób oczywiście. Możemy dowolnie je łączyć, tym samym komponując własny;) Bispol ofiaruję naprawdę szeroki wybór produktów nie tylko pod względem zapachowym, lecz także designerskim. Zachęcam więc do zapoznania się z oferta producenta i wybrania czegoś dla siebie kochani:)

Strona internetowa: Bispol


Lubicie świece zapachowe?
Opowiedzcie o swoich ulubieńcach w komentarzach;)

środa, 5 kwietnia 2017

Pyszności z nasionami Chia od BioIndygo.pl

Pyszności z nasionami Chia od BioIndygo.pl
Witajcie kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem, który nie będzie związany z kosmetykami jak jest zazwyczaj. Musze Wam się przyznać, że uwielbiam gotować, piec - ogólnie wymyślać różne dania. Najbardziej lubię słodkie wyroby: ciasta, babeczki, tarty.
Dzięki uprzejmości sklepu BioIndygo otrzymałam bardzo fajna paczuszkę z pysznościami do przetestowania. Jest to sklep ofiarujący do nabycia zdrową i ekologiczną żywność.
A na jakie zdrowepyszne, a przede wszystkim naturalne  produkty padł mój wybór?



  1.  Nasiona Chia
  2.  Mąka kukurydziana
  3. Olej kokosowy
  4. Syrop klonowy
  5. Proszek do pieczenia

Te pyszności miałam możliwość wybrać sobie sama, więc wszystko mi się w mojej kuchni przydało i świetnie się sprawdziło. Nie będę Wam kochani opisywać wszystkiego, co można wymyślać z tymi składnikami, bo jest tego niezliczona ilość. Zapewniam jednak, że produkty są zdrowe i ekologiczne, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością na półkach sklepowych.

Pomyślałam, że opiszę wam jeden z tych 5 produktów i danie, które na podstawie niego stworzyłam w mojej kuchni.

Otóż najfajniejszym produktem z tej paczuszki dla mnie były Nasiona Chia. Bardzo dużo o nich słyszałam, jednak jeszcze nigdy nie miałam okazji, żeby spróbować. I oto nadszedł ten moment. Czy znacie te nasiona? Znacie ich smak i właściwości? Jeżeli nie, to już Wam je opisuje.


Nasiona Chia, zwane inaczej nasionami szałwii hiszpańskiej, która pochodzi z Ameryki Południowej. Niegdyś służyły dla Azteków i Majów za pokarm. W przetłumaczeniu "Chia" znaczy tyle co "siła", co rzeczywiście jest w 100% odzwierciedleniem ich właściwości. Otóż te małe czarne ziarenka (mi przypominają ziarenka maku) zawiera przede wszystkim wapń wspomaga twardość naszych kości i zębów, pomaga utrzymać równowagę wielu procesów zachodzących w naszym organizmie. Substancję odżywcze, którymi nasiona Chia są wręcz przeładowane, wpływają na odpowiednia funkcjonowanie naszego mózgu i ciała. Wysoka zawartość białka i błonnika pomogą nam w walce o zbędne kilogramy. Kwasy omega-3, przeciwutleniacze, mała ilość kalorii i wiele innych odżywczych składników sprawiają znaczną poprawę w funkcjonowaniu naszego organizmu i t na wielu płaszczyznach.

Długo się zastanawiałam w jaki sposób użyć tych nasion, gdyż można je stosować dosłownie do wszystkiego. Na sucho jako dodatek do np. sałatek bądź po prostu porannych kanapek na śniadanie. Do obiadu, jako dodatek m.in. do zupy którą dodatkowo zagęści. Lub może na deser: puddingi, koktajle, babeczko, ciasta i inne cudowności. Wybrałam oczywiście opcję deser, ponieważ jestem od nich uzależniona.

Na dworze robi się coraz cieplej, więc nie chciałam korzystać z piekarnika, tylko stworzyć coś świeżego, lekkiego, ale też bardzo smacznego. Padło na zrobienie sernika na zimno, który wszyscy u mnie w domu bardzo lubią.

Do przygotowania blachy ok. 25 cm będziecie potrzebować:

Spód:

  • ciastka czekoladowe kruche 1 op. (ok. 300 gr.)
  • kostka masła
Masa:


  • nasiona chia (ok. 8 łyżek)
  • mleko ok. 300 ml.
  • serek mascarpone - 2 op. (ok. 500 gr.)
  • śmietanka 36% - 1 op (ok. 330 ml.)
  • galaretka brzoskwiniowa - 2 op.
  • brzoskwinie w puszce
Góra:

  • winogron
  • brzoskwinie
  • galaretka agrestowa - 2 op.


Krok 1 - Spód

Kostkę masła roztapiamy i nieco studzimy. Ciastka kruszymy na gładką masę za pomocą robota, bądź ręcznie (wtedy kawałki będą nieco większe, ale to w niczym nie przeszkadza). Łączymy pokruszone ciastka i masło, wszystko dokładnie mieszamy. Na spód blachy układamy papier do pieczenia, co sprawi, że łatwiej nam będzie później ciasto wyjąć z formy. Układamy na sam spód gotową masę i wyrównujemy. Odstawiamy do lodówki na ok. godzinę.






 Krok 2 - Masa

Galaretki zalewamy zagotowaną wodą według instrukcji na opakowaniu i odstawiamy do wystygnięcia. Nasiona chia zalewamy mlekiem i odstawiamy na ok. godzinę lub  nieco dłużej, aż nasiona wsiąkną mleko.Serek mascarpone ubijamy wraz ze śmietanką, powoli wlewając wystygnięte galaretki. Na końcu dodajemy nasiona chia. Ubijamy do uzyskania jednolitej masy. Na spód z herbatników układamy pokrojone brzoskwinie (przed tym można spód nasączyć sokiem z brzoskwiń). Następnie przykrywany brzoskwinie nasza ubita śmietankową masą. Wstawiamy do lodówki do stężenia.



Krok 3 - Góra

Na masę śmietankową układamy winogron i brzoskwinie (ale mogą to być również inne owoce, które lubicie). To wszystko zalewamy tężejącą (zalaną wcześniej) galaretką. Wstawiamy gotowe ciasto do lodówki, aż góra porządnie stężeje.





A tak prezentuję się sernik po przekrojeniu! Smacznego!!!


Nadszedł czas na wnioski końcowe kochani. Użyte przeze mnie w danym przepisie nasiona chia się po pierwsze bardzo ładnie prezentują. Ten składnik wzbogacił mój deser w cenne źródło błonnika, a także inne substancje odżywcze, co sprawia, że deser tez może być zarazem i pyszny i zdrowy;) Nie mówię, że nie pójdzie nam w boczki, bo jednak inne składniki z pewnością mają swoje kalorię, ale dzięki nasionom ten deser jest zdrowszy;) W smaku jak i z wyglądu,  chia przypominają mi trochę mak, a trochę kawior (ale to tylko jeżeli chodzi o samą konsystencję). Mój facet nie lubi żadnych "wynalazków" jednak nie przeszkodziło mu to w zjedzeniu i chwaleniu sernika, w którym są nasionka chia;)

Na styronie BioIndygo  opakowanie 1 kg nasion chia kosztuje tylko 12,99, a wystarczy Wam go z pewnością na bardzo długo. Możecie dowolnie komponować swoje dania, używając nasion jako głównego składnika, bądź tylko je dodając, komponując z innymi składnikami.

Zachęcam Was również do kupowania pysznych i zdrowych produktów na stronie BioIndygo.pl
znajdziecie tam wiele produktów z różnych kategorii, które dostarczą Wam do domu szybko i bardzo dobrze zapakowane.

Dbajmy o naszą dietę  dzięki pysznym zdrowym składnikom, a nasz organizm z pewnością nam się odwdzięczy nieskończonym pokładem energii i siły)))

wtorek, 28 marca 2017

Nowości od Selfie Poject

Nowości od Selfie Poject
Hej! Dawno mnie tu nie było, ale natłok różnych spraw niestety dał się we znaki. Biorę się w garść i  przychodzę do Was z nowym postem. A co w nim będzie dowiecie się za chwilkę.

Dzięki uprzejmości Selfie Project miałam możliwość przetestowania ich nowości, a są nimi:

  • Krem CC
  • Maseczka #NoStress
  • Chusteczki #NoMakeUp

O kosmetykach Selfie Project ostatnimi czasy zrobiło się bardzo głośno. Na blogach aż się roi od opinii na ich temat, więc byłam bardzo ciekawa jak się sprawdzą u mnie.

Cała linia została stworzona przez specjalistów z myślą o  bardzo wymagającej młodej cerze. Rzadko kto w okresie dojrzewanie nie boryka się z problemami skórnymi. Pryszcze, zaskórniki, błyszczenie skóry spowodowane nadmiarem sebum. To wszystko niestety obniża naszą samoocenę. Wycofujemy się, zamykamy w sobie i wolimy samotność od towarzystwa.

W XXI wieku młodość nie musi tak wyglądać;) Z pomocą przychodzą kosmetyki Selfie Project.

"Twoja cera jest piękniejsza i wizualnie gładsza - w każdej chwili gotowa na Selfie."

Krem CC zapewni nam (informacja jest umieszczona na opakowaniu):
# Efekt Glamour
#wygładzanie
#nieskazitelna cera



Szczerze mówiąc sama nazwa Krem CC od razu skojarzyła mi się z bardzo popularnymi w ostatnim czasie kremami typu BB. Zwłaszcza, że kolorem i konsystencją bardzo przypomina tego typu kosmetyk. Jest to kosmetyk o kremowej lecz nie za gęstej konsystencji. Kolor kojarzy mi się z  najjaśniejszym odcieniem podkładu. Po nałożeniu na twarz bardzo łatwo się rozprowadza i pokrywa twarz delikatną i bardzo lekką warstwą. Brak efektu maski, tylko wyrównany kolor twarzy. Kosmetyk przepięknie pachnie pomelo (inaczej nie umiem tego zapachu opisać; kto zna ten będzie wiedział). Miałam kilka zdjęć kremu na ręce, żeby pokazać wam jak się prezentuje konsystencja, ale niestety wyszły za ciemne i nie udało mi się uzyskać pożądanego efektu. Myślę, że opis był wyczerpujący.


Moja opinia:
Uważam, że krem z pewnością sprawdzi się u osób  z niedoskonałościami skóry. Już niewielka jego ilość ujednolica odcień naszej cery. Kosmetyk nie obciąża i nie zatyka porów. Szybko się wchłania i nie zostawia lepkich śladów. W składzie kremu znajdziemy  Bio-Aktywny Węgiel, który oczyszcza i zwęża pory, matuje i walczy z niedoskonałościami. Efekt Glamour zapewniają nam FotoCzułe Pigmenty, co sprawia, że wyglądamy świeżo i pewni siebie - gotowi na selfie! Produkt nie zawiera parabenów, SLS i SLES, oleju parafinowego. Jest przebadany dermatologicznie. Polecam z czystym sumieniem, bo u mnie się sprawdził!


Chusteczki #NoMakeUp

#demakijaż
#oczyszczanie
#mat

Kolejnym produktem, który testowałam jest opakowanie chusteczek do demakijażu. Lubię makijaż delikatny lecz nawet on wymaga dobrego środka, który bezproblemowo go usunie. Bardzo lubię używać do tej czynności płynów, najczęściej są to wody micelarne. Chusteczki są mi niezbędne zawsze, kiedy jestem np. w podroży, a zabranie ze sobą dość sporej buteleczki jest problemem. Opakowanie chusteczek #NoMakeUp jest bardzo malutkie, więc nie zajmie nam w torebce wiele miejsca. Zawiera 10 chusteczek nawilżonych o świeżym zapachu. Zawierają naturalne składniki, takie jak BioSiarkę, która ma za zadanie przeciwdziałać bakteriom powodującym trądzik, oczyszczać cerę z nadmiaru sebum i normalizować jego wydzielenie. Young Oat - proteiny owsiane, nawilżają i łagodzą podrażnienia i zaczerwienienia. Produkt ma tylko naturalne składniki i żadnej chemii. Nie zawiera także alkoholu. Posiada praktyczne zapięcie, które po kolejnej wyciągniętej chusteczkę pozwala hermetycznie je zamknąć.


Moja opinia:
Lubię te chusteczki, jednak u mnie zagoszczą raczej tylko podczas podróży w bagażu podręcznym. Usuwają sebum i zanieczyszczenia. Nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych (typu podrażnienie, swędzenie skóry). Niestety podczas demakijażu oczu musiałam nieco bardziej potrzeć nad okolica oczu. Codziennie w moim makijażu używam  kredki na dolnej części oka. Chusteczką dość ciężko jest wyczyścić tamten fragment, lecz nie jest to niemożliwe. Jeżeli chodzi o minusy to tylko ten malutki szczegół mogę uznać za wade produktu, reszta na plus.

Maseczka #NoStress

#złuszczanie
#wygładzanie
#oczyszczanie
#przeciw niedoskonałościom


Do przetestowania otrzymałam próbkę maseczki. I powiem wam, że bardzo żałuję, że nie był to pełnowymiarowy produkt. Już wam tłumaczę dlaczego  mnie ta maseczka tak urzekła:) Otóż konsystencja była idealna, nie za płynna nie za gęsta. Super się rozprowadzała. Produkt zawiera Mineralną Glinkę Kaolin, co odczuwało się podczas nakładania. Mam tu na myśli konsystencję. Nie wiem jak wy, ale ja zawsze wyczuwam gdy produkt ma w swoim składzie glinkę. Działa na skórę oczyszczająco, neutralizuje toksyny  i daje uczucie odprężenia i relaksu. 

Po użyciu maseczek oczyszczających zawsze mam wrażenie skóry ściągniętej i nieco odwodnionej, suchej (mimo to, że z natury moja cera jest mieszana, a wręcz tłusta). Po zrobieniu sobie maseczki z tego produktu nie miałam uczucia ściągnięcia, wręcz wraz z uczuciem oczyszczenia czułam, ze skóra jest nawilżona (nie tłusta). W składzie możemy spotkać również Węgiel BioAktywny, który pojawił się już w kremie CC.

Jeszcze jedną ciekawostką na temat tego produktu z wami się podzielę. Zazwyczaj maska z glinki po upływie 5-10 min. po nałożeniu wysycha i można powiedzieć "kamienieje". Ściąga nam twarz i nie możemy nic powiedzieć, bo to krępuję nam mówienie, o ile można to w ten sposób określić. Ta maseczka po upływie 10 minut wyschła na mojej twarzy, lecz nie "skamieniała". Najciekawsze jest to, że nieco popękała i wystarczyło nieco zahaczyć ją paluszkiem, a odpadała sama niczym "tynk ze ściany". Może nie jest porównanie, godne użycia przy opisie kosmetyku, ale tak właśnie było. Mi się ten efekt bardzo podobał;) Skóra była dobrze oczyszczona, wygładzona i nawilżona. Nie zauważyłam też, żeby po takim oczyszczeniu na skórze przez dłuższy czas pojawiały się jakieś niedoskonałości. Także w 100% polecam osobom borykającym się z tego typu problemami skórnymi.


 Facebook: Selfie Project
Strona internetowa: Selfie Project

Copyright © 2014 . , Blogger