piątek, 21 grudnia 2018

Bądź wyrafinowana i słodka dzięki Miss Giordani Intense od Oriflame

Bądź wyrafinowana i słodka dzięki Miss Giordani Intense od Oriflame
Niektóre marki kosmetyczne istnieją na rynku od lat. Jedną z takich dość znanych i  lubianych firm jest Oriflame. Pamiętam te czasy, gdy byłam jeszcze nastolatką i miałam możliwość poznać firmę bliżej - przez chwilę byłam nawet konsultantką. Wtedy produkty w katalogach były w rosyjskiej walucie, a możliwość zamówienia kosmetyków niemalże luksusem. 

W XXI wieku, ani marki z zagranicy, ani możliwość zamówienia z katalogu bądź przez internet nie jest niczym niezwykłym. Z Oriflame jak już wspomniałam znam się od lat. Jednak przez ostatni dość długi okres czasu żaden produkt tej marki nie pojawił się w mojej kosmetyczce. Jakoś najzwyczajniej w świecie nie było okazji. Postanowiłam to zmienić, gdyż to, co miałam okazje poznać kiedyś bardzo dobrze się u mnie sprawdziło.


Po przejrzeniu aktualnego katalogu zdecydowałam się przypomnieć sobie zapachy od Oriflame. Mój wybór padł na Miss Giordani Intense. Jest to nowość wydana w tym roku. Dlaczego właśnie ten zapach wybrałam? 


Po pierwsze, jest to siostrzany zapach już znanego mi Miss Giordani. A po drugie bardzo lubię eksperymentować z aromatami. Niekiedy decyduje się na zakup chociażby tylko popatrząc na zdjęcie produktu. Jednego razu przyciąga mnie szata graficzna, innego intrygujący opis zapachu. Który punkt przeważył tym razem? Jeżeli mam być szczera to nie wiem. Po prostu stwierdziłam, że muszę go mieć. Gdyby jednak ktoś z Was miał problem z podjęciem decyzji to z pomocą służy Pani Agnieszka z klubu konsultantek, która doradzi i pomoże dokonać właściwego wyboru.


Perfum otrzymujemy w kartonowym pudełku utrzymanym w kolorze czerni. Wytłoczone kwiaty w odcieniach fioletu, nazwa "Intense", a także złote obramowanie przyciągają wzrok. Pojemność produktu to 50 ml, czyli raczej standardowa, jeżeli chodzi o wody toaletowe. Buteleczka jest szklana, a jej forma jest skręcona. Delikatnie fioletowy płyn, zużycie którego z łatwością możemy kontrolować, pięknie współgra ze złotym korkiem. Grawer nadaje mu szyku i elegancji. Dzięki tym wszystkim dopracowanym detalom buteleczka pięknie się prezentuje na toaletce. 


Przejdźmy zatem do zapachu. Należy on do kategorii perfum kwiatowo-owocowyh. Uwielbiam obydwie te sfery aromatów, więc możecie się już domyślić jaka jest moja opinia na temat tego zapachu. 

Nuty głowy: brzoskwinia, nuty zielone i pomarańcza
Nuty serca: gardenia i neroli
Nuty bazy: piżmo, orchidea waniliowa i białe drzewa. 


Na samym początku zetknięcia się ze skórą może się wydawać, iż zapach jest zbyt ciężki i wręcz duszący. Po chwili jednak przeistacza się on w przepiękny, wyrazisty i zarazem delikatny kwiatowy aromat. Przede wszystkim wyczuwam tu woń gardenii i orchidei, które otoczone są delikatną słodką nutą brzoskwini i pomarańczy. Ten zapach to raj dla moich zmysłów. Utrzymuje się na skórze kilka godzin, na ubraniach ten czas się wydłuża. 

Ta woda toaletowa ma wyrafinowany zapach. Powinna przypaść do gustu zarówno młodym dziewczynom jak i kobietom w starszym wieku. Świetnie sprawdzi się na co dzień, pozbudzi nasze zmysły i natchnie nas do działania. Energetyczny słodki zastrzyk, który zdecydowanie podniesie nas na duchu w te szare i deszczowe zimowe dni.

Ja się już rozglądam za kolejnym zapachem od Oriflame, a Wy? Macie może swoje ulubione perfumy tej marki?

niedziela, 16 grudnia 2018

BOTANICA Fitokrem na dzień Myszopłoch & Różaniec górski +40 od Faberlic. Recenzja.

BOTANICA Fitokrem na dzień Myszopłoch & Różaniec górski  +40 od Faberlic. Recenzja.
Hej kochani!
Nie do wiary, że za tydzień usiądziemy przy świątecznym stole i spędzimy czas w rodzinnym gronie. U mnie w pracy obecnie jest najgorętszy okres, gdyż właśnie zaczął się "szał zakupowy" i dlatego też na nic nie mam czasu. Znalazłam jednak chwilkę, by zrecenzować Wam produkt, który otrzymałam ok. 2 tygodni temu. 

Jakiś czas temu zgłosiłam się do testów kosmetyków firmy Faberlic i udało mi się dostać do grona szczęśliwej 30-stki. Poszukiwania przeprowadzała jedna z blogerek. Po wylosowaniu sponsor wysyłał losowe produkty do testów. Tym oto sposobem otrzymałam Fitokrem na dzień Myszopłoch & Różaniec górski +40 od Faberlic.


Nie bez powodu napisałam Wam w jaki sposób się odbywało to rozdanie (testowanie), gdyż jak już wspomniałam, produkt otrzymałam losowo. I o ile się bardzo ucieszyłam na początku, że znalazłam się w gronie testerek, o tyle tak szybko mój entuzjazm zgasł, gdy już produkt do mnie dotarł. Wszystko za sprawą tego, że nie jest on dla mojej grupy wiekowej. Nastolatką już nie jestem, ale Panią 40+ też (na szczęście) jeszcze nie. Dlatego też mi pozostała ocena produktu pod względem wizualnym, a zawartość poddała testom moja znajoma, która zalicza się do tej grupy wiekowej.


Zacznę jednak od recenzji kosmetyku od zewnątrz. Produkt otrzymujemy w tubce o białym kolorze i zielonych dodatkach. Od razu w oczy rzuca się (jak się udało mi dowiedzieć) nazwa serii, do której dany kosmetyk należy. W tym przypadku jest to Botanica. Nazwa ta skojarzyła mi się z naturą i ziołami.


W serii botanika znaleźć możemy kilka linii. Ten krem zalicza się do "Odbudowy i jędrności" i zawiera w sobie ekstrakty z  myszopłochu, który poprawia mikrokrążenie i różańca górskiego słynnego z właściwości odmładzających. Połączenie tych dwóch składników ma stymulować proces odnowy komórek, zmniejszać zmarszczki, wygładzać i napinać skórę. Jest to wersja kremu na dzień. Producent zaleca niewielką ilość kremu aplikować na oczyszczoną skórę twarzy.


Pojemność tubki to 50 ml. Krem został wyprodukowany w Rosji, dlatego też szata graficzna jest w j.rosyjskim. Z tyłu opakowania mamy naklejoną informację w j. polskim: sposób użycia, okres przydatności i  informacje o producencie.


Jak już wspominałam Wam wyżej krem testowała moja znajoma. Jest ona w wieku 40+ i to własnej dla tej kategorii wiekowej został stworzony dany produkt. Krem ma biały kolor i średnio gęstą konsystencję. Jest dość treściwy, co czuć podczas wsmarowywania w skórę. Jeżeli chodzi o zapach, to wyczuwalne są zioła. Tak jakby wąchało się krzew z ziołem leczniczym. Podsumowując - specyficzny i niekoniecznie każdemu może przypaść do gustu. Krem łatwo się nakłada i rozprowadza. Dość szybko się wchłania nie zostawiając po sobie tłustego filmu. Co zauważyła moja koleżanka po ok. 2 tygodniach stosowania? Skóra stała się tak jakby bardziej miękka w dotyku. Jednocześnie zyskała jędrność i dodatkowe nawilżenie. O właściwościach odmładzających na razie trudno cokolwiek powiedzieć, gdyż tego typu efekty są zauważalne po pierwsze - po dłuższej kuracji, a po drugie z pewnością potrzeba większej dawki produktu niż 50 ml. tubka. Ogólnie ocenia kosmetyk na plus i być może do niego powróci po skończeniu obecnego opakowania. 

Razem z produktem otrzymałam także obecny katalog Faberlic. Kiedyś dość często zamawiałam sobie z tej firmy kosmetyki. Mimo tego, iż krem, który otrzymałam nie mogłam testować osobiście, fajnie było powrócić do dawnych czasów i zapoznać się z nowościami, które firma z upływem czasu wypuściła  na rynek kosmetyczny. Z chęcią coś sobie zamówię, gdy już powykańczam dość spore zapasy kosmetyczne.
Macie jakichś ulubieńców z Faberlic?
Być może jesteście w stanie mi coś polecić?

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Pomysł na nowoczesną aranżację wnętrza - betonowe płyty architektoniczne i panele 3D.

Pomysł na nowoczesną aranżację wnętrza -  betonowe płyty architektoniczne i panele 3D.
Hej kochani!  Obiecałam  rozszerzenie  tematów poruszanych na blogu i tej obietnicy  dotrzymuje.  Dzisiejszy wpis nie będzie recenzją  kosmetyczną, ani  książkową.  Będzie coś,  czego u mnie jeszcze nie było.  Planuje jednak tego typu posty częściej i mam nadzieje,  że  dla wielu z Was będą  one inspiracją.

Jak już kiedyś wspominałam na chwilę obecną  z moim partnerem mieszkamy  z jego mamą (moją przyszłą teściową). Do naszej dyspozycji jest jeden pokój, który jednocześnie służy nam jako sypialnia i pokój dzienny. W przyszłości, mam nadzieje, że  już niedalekiej,  chcielibyśmy pójść na swoje. Jest to pozycja numer jeden na naszej liście marzeń. Od dawna mamy wizje na to, jak  będzie wyglądało nasze gniazdko. Z zaciekawieniem  obserwujemy zmiany w trendach panujących w designach i stylach wnętrzarskich. Oczywiście chcielibyśmy, aby pomieszczenia były utrzymane w panujących trendach, ale także by były przede wszystkim odzwierciedleniem naszego gustu.

Współczesność obfituje  wieloma  propozycjami  designu wnętrz  i naprawdę jest z czego wybierać.  Od lat ozdabiamy ściany  na różne sposoby: tapety,  dywany,  farby. Wielu z Was z pewnością kojarzy te elementy designu związanego z przepychem i kolorami. Obecnie zdecydowanie zaczyna dominować minimalizm i nowoczesność. Stawiamy na cegłę, marmur i beton. Ten ostatni stanowi najbardziej nieoczywistą i dla nie najbardziej odkrywczą alternatywę dla farb i tapet na ścianach. Do wyboru mamy betonowe płyty architektoniczne, a najciekawszą opcją są panele 3D. Jest to naturalny materiał bardzo wysokiej jakości, który pozwoli nam w prosty sposób odnowić i odmienić nasze wnętrze. Dzięki umiejętnemu użyciu trójwymiarowego materiału możemy optycznie powiększyć pomieszczenie, a jednocześnie nadać mu charakteru. Panele betonowe sprawdzą się zarówno w sypialni, jak i salonie. Jeżeli chcemy nadać fajnego charakteru mieszkaniu czy domu to użycie go w przedpokoju także będzie fajnym pomysłem. Nawet kuchnia będzie wyglądać stylowo. Nie musimy od razu używać betonu na wszystkich ścianach. Możemy zaakcentować tą, która naszym zdaniem jest najbardziej charakterystyczna, bądź użyć jednego panelu do dekoracji. Co ciekawe, możemy je też malować. A wiec nawet po latach będziemy w stanie odświeżyć i zmienić nasze wnętrze bez konieczności demontażu.

Propozycje do sypialni




Propozycje do salonu



(propozycje ze zdjęć pochodzą ze strony: www.vhct.pl)

Powyżej przedstawiłam Wam kilka inspiracji wnętrz do aranżacji których zostały użyte panele 3D, które chętnie w przyszłości użyje w moim własnym mieszkaniu. Na chwilę obecną oczami wyobraźni widzę je za łóżkiem w sypialni, a także w  salonie. Na co konkretnie się zdecyduje i w gdzie, czas pokaże. 

Co sądzicie o takim designie? Wolicie nowoczesne wnętrza, czy raczej tradycyjne?

niedziela, 2 grudnia 2018

Matujący podkład Fix Mat All in One od Revers, czyli matt & cover & fixes w jednym.

Matujący podkład Fix Mat All in One od Revers, czyli matt & cover & fixes w jednym.
Witajcie! Miałam opublikować tą recenzje kilka dni temu, ale niestety zabrakło mi czasu na jej dopracowanie. Dlatego też kochani witam Was już  w grudniu. Aż trudno uwierzyć, że ten czas tak szybko leci i mamy już ostatni miesiąc roku. Już za chwilę wpadniemy w wir świątecznych przygotowań i prezentów, a także w szampański nastrój nocy sylwestrowej. Trochę się rozpędziłam ale wiem, że czasu niestety nie da się zatrzymać.


Każdego dnia, nie tylko od święta, staram się dbać o siebie i dobrze wyglądać. Ubieram to, co lubię, bo wtedy czuje się najwygodniej i  najlepiej. Jeżeli chodzi o mój makijaż to już wspominałam o tym na blogu. Na co dzień preferuje delikatny i raczej niczym szczególnie nie wyróżniający się make up. Nie lubię efektu maski i sztuczności, która moim zdaniem jest bardzo propagowana w dzisiejszych czasach wśród młodych dziewczyn. 


Podstawą każdego makijażu jest podkład. To własnie ten kosmetyk pozwala nam wyrównać kolor naszej cery, zakryć ewentualne niedoskonałości i przygotować podstawę do dalszych działań makijażowych. Bohaterem dzisiejszej recenzji będzie Fix Mat All in One od ReversCosmetics.  


Jakiś czas temu już miałam okazje poznać podkład tej firmy  pisałam Wam o nim TU. Był to podkład matujący, ponieważ mam cerę mieszaną i problematyczną (chociaż teraz już tych niespodzianek skórnych mam mniej niż kiedyś), która ma tendencje do nadmiernego przetłuszczania się. Własnie dlatego wybierając dla siebie podkład zazwyczaj zwracam uwagę na  właściwości kryjące i matujące. Nie zdziwi Was zatem fakt, iż i tym razem zdecydowałam się na podkład matujący. 


Fix Mat All in One otrzymujemy w tubce o pojemności 30 ml. Opakowanie jest bardzo praktyczne i bezproblemowo można wydobyć z niego kosmetyk. Szata graficzna składa się z części czarnej i przeźroczystej, dzięki tej drugiej połówce możemy zobaczyć kolor naszego podkładu bez konieczności otwierania kosmetyku. Napisy są dość przejrzyste i mówią nam, iż mamy do czynienie z produktem all in one. Mówiąc prościej ma kilka właściwości: matt (matującą) & cover (kryjącą) & fixes (utrwalającą).


Mój odcień to najjaśniejszy z 4 możliwych do wyboru, czyli 30 Natural Beige. Jeżeli nie jesteście bladziochami jak ja to możecie wybrać z trójki pozostałych kolorów. Jeżeli natomiast uważacie, że żaden nie jest w stanie sprostać waszym oczekiwaniom to proponuje zakupić dwa. Jeden ciut ciemniejszy, a drugi ciut za jasny dla Waszej karnacji. Poprzez połączenie obydwu prawdopodobni uda się uzyskać kolor niemalże idealnie do Was pasujący. Swatche ze strony producenta przedstawiam Wam poniżej. 

Wybrany przeze mnie odcień jest najjaśniejszy i pasuje do mojej cery idealnie. Konsystencja podkładu jest dość ciężka i treściwa. Warto umiejętnie posługiwać się gąbeczką, czy pędzelkiem, by móc równomiernie go rozprowadzić (dość szybko zastyga). Pomimo swojej ciężkości po nałożeniu na skórę stapia się z nią, zakrywa niedoskonałości i przebarwienia. Nie zauważyłam by wchodził w załamania skóry, więc nie uwydatnia naszych zmarszczek. Krycie można stopniować, jeżeli chcemy uzyskać naprawdę opcje pełnego wyrównania i niwelowania niedoskonałości. 


Powiem Wam, że naprawdę polubiłam się z tym podkładem. Przede wszystkim oczekuje wyrównania koloru twarzy, zakrycia drobnych niedoskonałości i trwałości, czyli matu na dłuższy czas. Mogę powiedzieć szczerze, że wszystkie wymienione punkty dany produkt spełnia. Makijaż robię zazwyczaj rano przed wyjściem na miasto, bądź do pracy. Uzyskuje aksamitną cerę, bez przebarwień i co najważniejsze efektu maski. Efekt matowej cery spokojnie utrzymuj się przez kilka godzin. Gdy w strefie "T" zaczynam się nieco świecić (a zdarza się to co najmniej po kilku godzinach od aplikacji podkładu), to wystarcza mi delikatne przypudrowanie twarzy i  makijaż nadal wygląda tak, jakby został dopiero co nałożony. Produkt mnie nie zapycha, nie warzy się na twarzy i dobrze się sprawuje zarówno nakładany jako kosmetyk samodzielny jak i na bazę (chociaż jego nazwa wskazuje, że ma nam zastąpić jej użycie). Jest wydajny i chętnie po skończeniu opakowania do niego powrócę. 
Od czasu do czasu zaglądam na stronę producenta ReversCosmetics i cieszy moje oko ogrom nowych produktów pojawiających się w ich asortymencie. Mam jeszcze w zanadrzu 2 recenzje nowości makijażowych od tego producenta, które pojawią się na blogu za niedługo, więc wyczekujcie.

W komentarzach podzielcie się ze mną wrażeniami na temat danego podkładu. Może miałyście i możecie wyrazić własne zdanie na jego temat?
Czym się kierujecie przy wyborze podkładu?







Copyright © 2014 MarusiTestowanie , Blogger