Zimowy pejzaż na zdjęciu poniżej mówi tylko o jednym - czas na unboksing grudniowego pudełka od Pure Beauty. Co miesiąc zespół PB zaskakuje mnie swoją pomysłowością zarówno jeżeli chodzi o zawartość pudełek, jak i ich wygląd zewnętrzny. Tym razem również się spisali i brakło mi słów. Sporych wymiarów prostokątne pudełko oznacza większą zawartość, jak to na zimowy boks przystało.
"Pożegnaj stary rok z wyjątkową, powiększoną i podsumowującą nasze pięć lat edycją WINTER WONDERS! Wejdź do bajkowego świata pielęgnacji oraz makijażu, w którym króluje radość, przyjemność... i to co, w tym magicznym czasie najpiękniejsze! Otul się plejadą niezwykłych propozycji (o wartości ponad 700 zł!) i spraw, by Nowy Rok był dla Ciebie... po prostu PURE BEAUTY."
Przepiękna śnieżna odsłona niewątpliwie przyciąga wzrok, a opis na stronie zachęca do zakupu. Ja swój otrzymałam w ramach współpracy barterowej, która trwa już jakiś czas, za co jestem bardzo wdzięczna. Dzięki temu mogę Wam tutaj pokazywać co kryją te cudowne pudełeczka i wracać ze świetnymi polecajkami kosmetycznymi i nie tylko. Co kryje w sobie Winter Wonders?
Zaczynamy z grubej rury, bo od kosmetyku wartość którego przekracza aż 200 zł. Już czujecie ten luksus? Bo ja a i owszem. Jest to produkt wymienny. Mi się trafiło serum liposomowe. Wspomaga ochronę przed promieniowaniem UV, niweluje oznaki fotostarzenia i przebarwienia. Zapewni skórze głęboki poziom nawilżenia , zwiększy syntezę kolagenu i elastyny. Zapowiada się naprawdę świetny kosmetyk z wysokiej cenowo półki. Super, że nabywając pudełko można trafić również na droższe produkty, które solo nie zawsze ma się możliwość kupić. Wrócę z osobną szczegółową recenzję, bo ten produkt na to zasługuje.
Tuszy do rzęs nigdy za wiele, a zatem kolejny na plus. Podoba mi się fajna szczoteczka w kształcie klepsydry. Pięknie rozdziela rzęsy nie sklejając ich przy tym. Można zauważyć efekt wydłużenia, może nie jakiś specjalnie spektakularny, ale na co dzień jak dla mnie zadowalający. Kremowa formuła z pantenolem - odżywia i wzmacnia rzęsy. Nie osypuje się. Nie podrażnia oka, gdyż ostatnio miewam z tym problem. Efekt można stopniować.
Jedna z moich ulubionych marek produkty której można stosować całą rodziną. Jest to skuteczny ratunek na zaczerwienienia, pieczenia i świąd. Z reguły nie mam problemu z takowymi dolegliwościami, ale pogoda za oknem przysporzyła nawet mojej skórze sporo kłopotów. Zauważyłam przesuszone miejsca i nawet pęknięcia. Zawarty w recepturze Questice działa kojąco na procesy zapalne. Pojemność 10 ml idealnie sprawdzi się do zabrania ze sobą do każdej torebki. Gdy już mam ten produkt pod ręką to nie ma opcji zapominania o regularnym kremowaniu rąk. To działa!
My śpimy, a kosmetyk działa...brzmi super, prawda? Ta całonocna maseczka została wzbogacona o składniki nawilżające i antyoksydacyjne. Można ją stosować jako ostatni krok pielęgnacyjny. Koenzym Q10 spowalnia proces starzenia się, wspiera naturalna odnową skóry i neutralizuje wolne rodniki. O odpowiednie nawilżenie i jędrność skóry dba połączenie olei - z rokitnika, dzikiej róży, arganu i słodkich migdałów. Po naniesieniu nie ma się odczucia klejenia czy ciężkości. Na rano buzia wygląda na bardziej wypoczętą i promienną.
Dotychczas w boksach trafiałam na pasty do zębów tej marki i nie ukrywam zawsze mi się sprawdzały. Tym razem mamy pielęgnację, co mnie mega cieszy. Jest tu mieszanka kwa i cynamonu, ten drugi jest mniej wyczuwalny na szczęście. Bo nie ukrywam, ale nie przepadam za tym zapachem. Pięknie oczyszcza, a zapach kawy energetyzuje i pobudza. Idealny produkt do porannej pielęgnacji.
Żele pod prysznic z kremową formułą mają szczególne miejsce w moim serduchu. Ten przepięknie pachnie i jest bardzo delikatny. Próbowałam użyć go również do kąpieli i sprawdza się pięknie. Dzięki masłu shea otrzymujemy oprócz oczyszczania piękne nawilżenie. Wrócę do Was z osobną recenzją tego cudeńka.
O stopy w zimie dbamy rzadziej, co jest sporym błędem. No gdy nadchodzą ciepłe dni, te niedobory witamin i pielęgnacji zaczyna wydać "gołym okiem". Ja uwielbiam przyjmować kąpiele solne, a następnie używać peelingu. Po takim przygotowaniu stopy pięknie chłoną kremy nawilżające. Ten z zawartością mocznika na poziomie 30% silnie zmiękcza stwardniały naskórek. Lipidy 10% odpowiednio odżywiają i natłuszczają skórę stóp.
Ma to być rewolucyjny, domowy zabieg pielęgnacyjny nowej generacji. Dzięki niemu skóra odzyska naturalny i promienny "glow". Igły w nazwie produktu to nic innego jak nawiązanie do dosyć popularnych obecnie zabiegów mezoterapii mikroigłowej, które przynoszą naprawdę rewelacyjne efekty. Ten produkt to bezinwazyjna alternatywa do mikronakłuwania. Skład to aż 95,5% składników pochodzenia naturalnego. Bardzo ciekawy produkt, cieszę się że będę mogła go przetestować.
Im więcej pomadek posiadam tym więcej gdzieś je gubię. Dlatego też za każdym razem, gdy napotykam w boksie pomadkę to cieszę się na jej widok bardzo. Tym razem mamy produkt wzbogacony peptydami. Z naturalnym woskiem pszczelim, który ma świetne właściwości pielęgnacyjne. Olej z ziaren kawy wzmacniają ochronną barierę ust, zapobiegając ich przesuszeniu. Idealna do kieszeni, torebki i gdziekolwiek tam, gdzie będzie na widoku i pod ręką. Warto pamiętać o regularnym stosowaniu dla lepszego efektu.
Obecnie testuje serum, o którym niedługo Wam więcej opowiem, więc te musi zaczekać na swoją kolej. Ale parę słów o tym produkcie Wam opowiem. Marka znana i myślę, że jest lubiana przez wielu. Polipeptydowe serum dostarcza skórze cennych składników, kolagen i elastynę. Długotrwałe i widoczne ujędrnienie zapewnia system All-3-SkinSystemTM zauważalne już po pierwszej aplikacji. Ekstrakt z miodu zapewnia głębokie i długotrwałe nawilżenie.
Dopracowana formuła dla włosów przetłuszczających się bez objętości. Idealnie dla mnie. Jest to produkt wymienny i można było trafić jeszcze dwa inne rodzaje, jednak mój produkt to strzał w dziesiątkę. W składzie znajdziemy kwas hialuronowy, prebiotyki, niacynamid, biotynę i ekstrakt ze skrzypu. Oczyszczają, nawilżają i dodatkowo ich nie obciążając. Jestem bardzo ciekawa tego produktu i tego, jak poradzi sobie z moimi dosyć kapryśnymi włosami.
Kolejny produkt w tym pudełku do pielęgnacji skóry przesuszonej. Twórcy bardzo dobrze przemyśleli sprawę. Mrozy i chłód towarzyszą nam już od ponad miesiąca, a zatem kiedy jak nie teraz korzystać właśnie z takich kosmetyków. Łagodzący balsam do ciała wzbogacony i innowacyjną formułę BioMimic zawierającą kompleks najważniejszych dla prawidłowej kondycji skóry lipidów, w tym Palmitamide MEA, czyli amid kwasu palmitynowego. Opakowanie z pompką to najwygodniejszy sposób aplikacji tego typu produktów do ciała.
Chemii nigdy za wiele, zwłaszcza dla tego osób, które uwielbiają porządki. Marka znana jest z produkcji tzw. naturalnej chemii. Mikrofali nie posiadam, ale do czyszczenia lodówki się przyda. Ponoć doskonale radzi sobie nawet z czyszczeniem desek do krojenia. Usuwa brud, a dzięki połączeniu mięty i jałowca pozostawia po sobie przyjemny zapach.
Mochi miałam okazję kiedyś próbować w wersji lodowej i szczerze mówić nie zrobiły na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Ale w tej wersji z czerwoną fasolą jestem bardzo ciekawa. Póki co leży i czeka na odpowiedni moment.
Tak prezentuje się całość grudniowego boksa Winter Wonders. Wartość, przypomnę, to aż ponad 700 zł. Jak dla mnie WOW. Jestem pod ogromnym wrażeniem i poproszę i więcej tego typu kosmetycznych niespodzianek.
Jak Wam się podoba zawartość?
#współpracabarterowa #reklama