wtorek, 15 sierpnia 2017

Fall in love czyli nowa jesienna kolekcja od Yankee Candle

Fall in love czyli nowa jesienna kolekcja od Yankee Candle
Dzisiejszy post będzie chyba jednym z moich ulubionych jak dotychczas. Dlaczego? Otóż nie znacie mnie jeszcze z tej strony;) Chociaż jakiś czas temu powstał post zapachowy o świecach na blogu, nie przyznałam się Wam, że jestem totalną zapachoholiczką (o ile jest takowe określenie).

Moja przygoda z Yankee Candle zaczęła się jakiś rok temu. Z woskami i świecami spotkałam się w swojej pracy i odkąd je wypróbowałam - zakochałam się!

Nie każdy zna firmę Yankee Candle więc na początku przedstawię Wam kilka informacji na jej temat. Początki sięgają 1969 roku, kiedy to w Ameryce młody 16 letni Mike Kittredge chcąć zrobić prezent swojej mamie przetopił garść kredek, dodał do tego resztki wosku i knot. To wszystko umieścił w kartonie po mleku i w ten oto sposób powstała pierwsza świeca od której wszystko się zaczęło. Ciekawy początek, nieprawdaż? 

Po kilku latach od 1973 r. hobby zmieniło się w pracę. Dlatego też obecnie możemy się cieszyć szerokim asortymentem od Yankee Candle liczącym ponad 150 różnych wariantów zapachowych.

Ja w swojej "skromnej" kolekcji, która co rusz się powiększa w nowe zapachy, obecnie mam około 25 szt. Jeżeli chodzi o preferencje co do aromatów, to zazwyczaj jestem otwarta. Nie ograniczam się np. tylko do słodkich zapachów. Wosk musi mieć to coś, po prostu.

Dzisiaj opowiem Wam o nowej kolekcji jesiennej 2017 r.,  którą miałam okazję testować dzięki www.candleonline.pl

Fall in Love Collection


- Autumn Glow
- Warm Cashmere
- Vibrant Saffron
- Mulberry & Fig Delight


Cała kolekcja składa się z 4 zapachów. Umiejętne połączenie cierpkości rozgrzewających przypraw  ze słodyczą dojrzałych owoców - idealne na jesienne wieczory.


Autumn Glow 


Zarówno zapach, jak i szata graficzna przypomina mi wczesną jesień. Spadające pożółkłe liście i  spacery po lesie w lekko muskających promieniach słonecznych. 



Wyczuwamy lekki aromat świeżo ciętych ziół i paczuli. Tę ostatnią nutę można często spotkać w przemyśle perfumeryjnym.


Warm Cashmere


Na etykiecie mamy obraz kaszmirowego szalika i kocyka. Ciepła herbata, dobra książka i ciepły koc. Idealne połączenie na jesienne wieczory. 


Wyczuwam nutę słodkiej pomarańczy. Wyraźny aromat sandałowca współgra z pikantnym kardamonem.


Vibrant Saffron


W tym wosku najważniejszą nutą zapachową jest szafran. Czy wiecie jak pachnie? Najbardziej popularne odmiany pachną miodem z nutą goryczy.


Po odpaleniu zapach jest cierpko-słodki. Dzięki dodatku wanilii aromat jest łagodniejszy, chociaż wciąż ciepły.


Mulberry & Fig Delight



Na koniec przedstawiam Wam mojego ulubieńca z tej serii. Przyciąga mnie po pierwsze piękny kolor wosku. Szata graficzna cieszy oko. Soczyste owoce, kto ich nie lubi?


Przepięknie pachnie połączenie soczystej morwy i świeżo zebranych fig. Słodycz, która nie jest przesadzona, lecz subtelna. Zdecydowanie mój ulubiony zapach z tej czwórki.


Każdy zapach jest na swój sposób wyjątkowy. Pamiętajmy, że każdy z nas ma inny gust i inny węch. Więc, żeby się przekonać do konkretnego zapachu, radzę go osobiście wypróbować!

Dla tych, którzy dopiero chcą zacząć swoją przygodę z woskami od Yankee Candle mam kilka wskazówek. 


Po pierwsze musicie mieć kominek do wosków. Pamiętajcie, że kominek do wosków rożni się od kominka do olejków (ten ostatni jest mniejszy). Ja swój dostałam z Holandii od córki przyjaciółki. Napis HOME pięknie wygląda po odpaleniu, gdyż się świeci. Yankee Candle ma spory wybór kominków, które możecie zakupić na stronie www.candleonline.pl  (wystarczy kliknąc w link).


Po drugie kupujemy woski, które odpowiadają nam zapachowo. Pamiętajcie, że nie każdy wosk pachnie jednakowo na sucho i po odpaleniu. Kilka razy spotkałam się z sytuacją, w której na sucho wosk pachniał obłędnie i mocno, a po odpaleniu był ledwo wyczuwalny. Lecz każdemu zapachowi trzeba dać szansę.


Po trzecie radze zaopatrzyć się w świeczki bezzapachowe, które odpalamy i wstawiamy do kominka. Pod wpływem ciepła wosk, który kruszymy bądź odłamujemy, kładziemy na górę kominka - rozpuszcza się.

Po czwarte woski Yankee są dość naolejowane,  więc radzę do kominka wrzucać najwięcej połowę wosku. Wystarczy poczekać aż się rozpuści, a piękny zapach wypełni nam dom. Wtedy ja gaszę świeczkę, a pięknym zapachem ciesze się jeszcze kilka godzin. Ten wosk odpalam jeszcze ok 3-5 razy do momentu, aż zapach przestanie być wyczuwalny. Wtedy to jest znak dla nas, by wymienić wosk na nowy:)

Zapraszam Was do przygody z zapachami od Yankee Candle!!!
Różnorodność zapachów, a także akcesoriów znajdziecie na www.candleonline.pl

Jestem ciekawa czy Wy też tak kochacie Yankee Candle? 


środa, 9 sierpnia 2017

Kolorówka od Revers Cosmetics - polskie, tanie, ale czy dobre kosmetyki?

Kolorówka od Revers Cosmetics - polskie, tanie, ale czy dobre kosmetyki?
Witajcie!
Nie było mnie tu już trochę czasu, ale to przez natłok obowiązków. Wracam do was natomiast z nowymi współpracami i recenzjami, które mam nadzieję Was kochani zainteresują.

Dziś opowiem Wam o mojej przygodzie z kosmetykami firmy Revers Cosmetics. Jest to polska firma produkująca kosmetyki zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Znani z jakości, nowoczesnego designu i różnorodności asortymentu nie tylko w Polsce lecz także poza jej granicami. Dzięki współpracy otrzymałam do testów paczuszkę z kolorówką o której Wam za chwilę opowiem.


Do testów otrzymałam:

- Cienie Smoky eye
- Korektor do brwi Eye Brow 02 Dark Brow
- Pomadka w płynie Vivat Mat
- Silk Touch Puder sypki 03
- Long Vitalash serum przyśpieszające wzrost rzęs.

W tym momencie wypowiem się na temat czterech z wymienionych powyżej produktów. Jeżeli chodzi o ten piąty, czyli Long Vitalash serum przyśpieszające wzrost rzęs, to na ten temat postanowiłam na razie się nie wypowiadać. Dlaczego? A dlatego, że nie stosuje go wystarczająco długo, by móc Wam pokazać i opisać wyniki. Minimalny czas stosowania po którym powinny być rezultaty to 3 tygodnie. Zatem postanowiłam zaczekać i za jakiś czas pojawi się osobny post na temat tego produktu. Zobaczymy, czy moje rzęsy staną się dłuższe, gęstsze oraz widocznie odżywione i wzmocnione, jak obiecuje nam producent.

Cienie Smoky Eye


Powiem Wam, ze na ten produkt ucieszyłam się bardzo. Uwielbiam malować oczy i podkreślać je cieniami. Kolorki trafione wręcz idealnie w mój gust. Lubię brązy i nadziaki. Od razu pomyślałam, że uda mi się wyczarować tymi cieniami piękne smoky eye, jak sama nazwa paletki wskazuje. Niestety. Radość trwała krótko.


Zacznijmy jednak od plusów. Podoba mi się samo opakowanie cieni. Czarne okrągłe pudełko. Niewielkie, w sam raz do damskiej torebki, która jest zazwyczaj przepełniona różnymi drobiazgami. Przeźroczyste okienko ukazujące kolory cieni, a także "instrukcja" jakich kolorów w jakim miejscu na powiece mamy użyć by uzyskać obiecany smoky eye.


Niestety, mimo dobrego i pozytywnego nastawienia efekty są dość przeciętne. Kolorki są bardzo słabo napigmentowane. Żeby uzyskać naprawdę smoky eye trzeba się nieźle nagimnastykować. Podczas aplikacji cienie są bardzo słabo widoczne i się osypują. Zbierają się w załamaniu powieki. Pigmentacje można zobaczyć na zdjęciu poniżej.


Pomimo słabej pigmentacji uważam, że cienie najbardziej spodobają się osobom początkującym w sferze makijażu. Sprawdzi się także u tych, którzy lubią delikatnie podkreślone oko. Z pewnością uzyskają lekki efekt Smoky eye.

Korektor do brwi Eye Brow 02 Dark Brow


Nie wspominałam jeszcze o tym na blogu, bo po prostu nie było okazji ku temu, ale ja do swoich brwi nie używam niczego oprócz pęsety do korekcji. Bóg tak widocznie chciał, bym miała ciemne i gęste brwi z natury i tak jest. Postanowiłam jednak zobaczyć jak się sprawdzi ten produkt.


Jest to produkt typu 3 w 1: henna, mascara, corrector. Jest w odcieniu 02 Dark Brown, wiec pasuje do mojego koloru brwi. Ma nam służyć do wypełnienia naszych brwi i ich korekcji. Efekt, który mamy uzyskać jest pokazany na etykiecie produktu.


Opakowanie przypomina mi tusz do rzęs. Zresztą nie tylko z zewnątrz. Po odkręceniu znajdujemy małą szczoteczkę, która ułatwia nam "rozczesywanie" brwi i ich modelowanie, oraz uzupełnienie ewentualnych prześwitów.



Produkt dzięki szczoteczce dopasowuje się do włosków brwi i je wyczesuje, uzupełniając braki. W moim przypadku się sprawdził dość nieźle. Mam ciemne brwi, wiec kolor mi dopasował. Aplikacja przyjemna, a sam produkt szybko wysycha, nie zostawiając plam, ani się nie rozcierając. Nie będę go używała na co dzień, bo nie mam takiej potrzeby. Uważam, że idealnie się sprawdzi u posiadaczki jaśniejszych i rzadszych brwi, które marzą by je wypełnić i bardziej podkreślić.

Pomadka w płynie Vivat Mat



Tego produktu byłam najbardziej ciekawa. Absolutnym trendem tego lata są pomadki matowe, wiec i ja byłam ciekawa jak się u mnie taka pomadka sprawdzi. Otrzymałam do testów pomadkę matową, która urzekła mnie przede wszystkim pięknym i bardzo fajnym opakowaniem. wygląda jak pomada zamknięta w przeźroczystym pudełku od błyszczyka. Czarna matowa góra zawiera skośny pędzelek, który ułatwia precyzyjna aplikację.


Pomadka ma kolor ciemnego różu, który mnie osobiście bardzo się podoba. Kiedyś nie odważyłabym się wyjść na miasto w tak bardzo rzucającym się kolorze na ustach. Czasy się jednak zmieniają i  ja chyba też, skoro zmieniłam zdanie na ten temat. chyba do takich decyzji  po prostu trzeba dorosnąć. 


Pomadka na ustach wygląda pięknie. Może i nie daje efektu w 100% matowego, ale mi to nie przeszkadza. Po aplikacji musimy nieco poczekać, aż wyschnie. Trwałość co prawda nie jest rewelacyjna, bo bez poprawek utrzyma się na ustach ok 2-4 godzin. Ale jak na taką cenę to nie jest źle. 

 Silk Touch Puder sypki 03


W swoim makijażu zazwyczaj używam pudru prasowanego. Dlatego tez ciekawa byłam jak się sprawdzi puder sypki. Otrzymałam kolor 03 jest to taki nudziakowy jasny brąz. Ja mam cerę dość bladą wiec jak dla mnie ten kolor jest idealny. 


Puder jest zapakowany w przeźroczyste pudełeczko z nakrętką w kolorze czarnym ze złotym nadrukiem. Mi się bardzo podoba. Eleganckie i nie przesadzone.


W pudełku znajdziemy także puf, którym możemy aplikować puder. Jeżeli bardziej odpowiada komuś aplikacja pędzelkiem, to też można. Uważam jednak, że dodatek ten był super pomysłem, ponieważ możemy użyć puder w każdej chwili, nawet jak jesteśmy poza domem, a wtedy nie zawsze mamy przy sobie pędzel. Ja mam przetłuszczającą się cerę, więc borykam się z nadmiarem sebum. Puder idealnie się sprawdza, gdy moja twarz zaczyna się świecić. Matuje lecz nie stwarza efektu maski. Bardzo się z nim polubiłam.

Ogólnie z kolorówki od Revers jestem średnio zadowolona. Uważam, że są to kosmetyki dobre dla osób, które swoją przygodę z makijażem dopiero zaczynają. Bardzo lubię sypki puder i pomadkę, z cieniami jest gorzej. Korektorów do brwi nie używam, więc moja opinia na ten temat może być dość ogólna. Teraz testuje serum i o wynikach poinformuje Was w innym poście, wiec oczekujcie. 

Zapraszam Was do zapoznania się z ofertą kosmetyków Revers Cosmetics na ich stronie internetowej www.reverscosmetics.pl








niedziela, 23 lipca 2017

Testowanie Tess od IDEA 25 Hennet

Testowanie Tess od IDEA 25 Hennet
Od momentu założenia bloga coraz częściej zdaje sobie sprawę, że na rynku kosmetycznym jest mnóstwo kosmetyków, na które jeszcze jakiś czas temu nawet nie zwróciłabym swojej uwagi. Dlaczego? A chociażby dlatego, że np. nazwa firmy o niczym mi nie mówiła. Nawet nie podejrzewałam, że jest tyle wspaniałych  polskich firm, które w swojej ofercie mają naprawdę warte uwagi kosmetyki.

W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć o mojej przygodzie z IDEA 25 Hennet. Jest to polska rodzinna firma istniejąca od 1983 r. Stworzona została  przez kobiety z myślą o kobietach. Najważniejszym założeniem firmy jest stworzenie najlepszych kosmetyków chroniących i dbających o naszą skórę przed i po przekroczeniu 25 roku życia.

Opowiem Wam kochani o dwóch produktach Tess od IDEA 25 Hennet, które miałam okazję testować. 



Tess
Żel do higieny intymnej
kora dębu

Każda z nas lubi czuć się pewnie i świeżo przez cały dzień. Dlatego też, my kobiety, sporo uwagi przykładamy do higieny intymnej. 


Przedstawiam Wam kochani produkt, który skradł moje serce. Żel został umieszczony w solidnej buteleczce o pojemności 270 ml w kolorze białym. Na etykiecie mamy motyw kwiata wykonanego delikatnymi czarnymi liniami. Uwagę przykuwa brązowy pasek, który pokazuje najważniejszy składnik produktu, ale o tym za chwilę. Ogólnie opakowaniem jestem zachwycona nie tylko ze względu na jego klasyczny minimalizm, lecz także ze względu na dozownik. Dzięki czarnej pompce, wydobywamy odpowiednią ilość produktu. Wystarczy postępować zgodnie ze strzałeczką pokazaną na pompce.




Żel jak widać na zdjęciu wyżej ma przeźroczysta, rzadką konsystencję, co nie przeszkadza w aplikacji. Zapach jak dla mnie jest dość neutralny, może lekko ziołowy. Posiada łagodną formulę myjącą, która została przebadana w klinikach ginekologiczno-położniczych. Jest zatem bardzo łagodny, a jego działanie jest całkowicie bezpieczne:
  • działa ściągająco
  • utrzymuje fizjologiczne pH
  • łagodzi podrażnienia
Firma IDEA 25 Hennet w swoich produktach oddaje hołd naturze i jej ogromnym możliwościom regeneracji i odnowy. Dlatego skład kosmetyków Tess jest oparty na naturalnych ekstraktach roślinnych. W przypadku żelu, który testowałam, jest to kora dębu i oliwa z oliwek.

Dąb w wielu kulturach uważany jest za drzewo święte. A jego kora znana z właściwości leczniczych, m.in.ściągających, łagodzących stany zapalne i podrażnienia, działa antybakteryjnie. Wszystkie te właściwości świetnie się spisują podczas dbania o higienę intymną. 


Żel przeznaczony jest do codziennego stosowanie. Nadaje się do dbania nie tylko o higienę miejsc intymnych, lecz także całego ciała. Skład jest naturalny, co oznacza brak SLS/SLES, parabenów, ftalanów i PEG.


Na opakowaniu znajdziemy również oznaczenie Vegan. Co to oznacza? A same plusy. Siła danego kosmetyku tkwi w surowcach pochodzenia całkowicie roślinnego.

Moja opinia

Ten żel pokochałam od razu. Bardzo podoba mi się styl, w którym utrzymane zostało opakowanie. Biel i czerń - klasyka. Sposób dozowania, pompka, duży plus. Wygodne i praktyczne w użytkowaniu. Konsystencja i zapach, który jest prawie nie wyczuwalny. Podoba mi się też naturalny skład wzbogacony wyciągiem z kory dębu. Odkąd regularnie stosuje ten żel zapomniałam o takich dolegliwościach jak pieczenie, swędzenie. Poczucie świeżości i komfortu utrzymuje się przez wiele godzin. Uwielbiam ten żel do higieny intymnej i z pewnością zakupię sobie w przyszłości tez inne rodzaje. W ofercie Tess znajdują się również  żele z tymiankiem, nagietkiem i przywrotnikiem. Produkt jest dość wydajny i uważam, że jest wart swojej ceny. Za opakowanie o pojemności 270 ml. w tej chwili zapłacicie 33,50 zł., a zakupić go możecie klikając TUTAJ. Polecam!

Tess
Delikatna pianka do mycia twarzy i demakijażu 
hipoalergiczna z przywrotnikiem


Zacznijmy od opakowania. Jest to 150 ml. przeźroczysta buteleczka z korkiem. Kolory etykiety, jak w przypadku żelu) są klasyczne. Połączenie czerni i bieli wraz z zielonym paskiem, na którym jest adnotacja odnośnie głównego składnika roślinnego - przywrotnika



Sama pianka po wyciśnięciu jest konsystencji dość delikatnej i puszystej w kolorze białym. Natomiast produkt w buteleczce jest rzadki i płynny w kolorze ciemnym. Wystarczy jedna do dwóch pompek, żeby oczyścić całą twarz. 

Delikatna pianka jest przeznaczona do mycia twarzy i demakijażu. co do pierwszego to sprawdza mi się bez zarzutów. Stosuje ją rano i wieczorem. Delikatnie oczyszcza, nie mam uczucia ściągnięcia skóry, ani jej wysuszenie. Czuje natomiast czystość i świeżość. 

Wracając do demakijażu. Tu mam mały problem. Mój codzienny makijaż jest dość delikatny. Uwielbiam podkreślać oko przy użyciu kredki. Kreskę robię na dolnej powiece i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie w jaki sposób miałabym tę kreskę tą pianka zmyć. Dlatego też najpierw zmywam swoje oczy za pomocą płynu micelarnego, a dopiero potem używam pianki, by zmyć podkład i wszelkie zanieczyszczenia. I w tego typu demakijażu sprawdza się lepiej, niż gdy używałam do demakijażu samego płynu micelarnego. 



Jak i w przypadku żelu, skład pianki jest całkowicie naturalny. Jest hipoalergiczna, więc nie uczuli nawet bardzo wrażliwą skórę. Dzięki wyciągowi z przywrotnika ma ona właściwości  osłaniające i regenerujące. Koi, osłania, a także zmniejsza nadreaktywność naszej cery na czynniki zewnętrzne.

Moja opinia

Pianka w 100% sprawdza się u mnie jako produkt do mycia twarzy, a także w demakijażu twarzy (na oczach jednak używam płynu micelarnego). Odpowiada mi konsystencja, delikatny ziołowy zapach i dość przyjemne uczucia towarzyszące rozprowadzeniu produktu na twarzy. Pianka delikatnie, lecz skutecznie oczyszcza moją twarz. Jest bardzo wydajna, gdyż po prawie miesięcznym stosowaniu, wciąż jest ponad połowa buteleczki. Nie odczułam żadnych skutków ubocznych jakie nieraz towarzyszyły mi podczas korzystania z tego typu pianek. Moja skóra nie jest ściągnięta, ani zaczerwieniona. Nie jest też przesuszona. Uczucie świeżości i oczyszczenia natomiast towarzyszą mi od rana do wieczora. Duży plus za naturalny skład i dość niską cenę, za taką świetną jakość. Zakupić delikatną piankę myjącą możecie klikając TUTAJ. Cena to 29,90 zł za 150 ml. Uważam, że warto.

Zachęcam Was kochani również do odwiedzenia strony www.idea25.pl na której znajdziecie nie tylko żele do higieny intymnej i piankę myjącą, lecz także mydła naturalne, a także żele do higieny intymnej dla mężczyzn. 





poniedziałek, 17 lipca 2017

Vianek - naturalne źródło pielęgnacji!

Vianek - naturalne źródło pielęgnacji!
Hej kochani! 
Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną recenzją kosmetyczną.
Ostatnio temat zdrowia jest tematem "na czasie". Bycie fit, zdrowe odżywianie i dbanie o siebie w ten naturalny sposób jest coraz bardziej popularne. Dlatego i ja również zaczynam nieco inaczej patrzeć nie tylko na swoje odżywianie lecz także na swoją codzienna pielęgnację. 
W poszukiwaniu dobrych, tanich i co najważniejsze, naturalnych kosmetyków natrafiłam na sklep internetowy www.straganzdrowia.pl.

Sklep ofiaruje nam szeroki wybór nie tylko kosmetyków naturalnych, lecz także zdrowej żywności i suplementów diety. Ja szukałam czegoś do pielęgnacji ciała więc skupiłam się na dziale kosmetyków naturalnych

O kosmetykach firmy Vianek w blogosferze jest coraz głośniej. Czytałam mnóstwo pozytywnych opinii więc postanowiłam wypróbować je na własnej skórze. Dlatego też mój wybór padł na odżywczo - wygładzający peeling do ciała z mielonymi pestkami moreli i nawilżające mleczko do ciała z ekstraktem z lipy, lnu i akacji


Vianek
nawilżające mleczko do ciała
skóra sucha i wrażliwa
z ekstraktem z lipy, lnu i akacji


Bardzo często o moim zakupie decyduje wygląd kosmetyku. W tym przypadku było nieco inaczej, bo najbardziej zależało mi na testowaniu konkretnej firmy. Mimo to szata graficzna bez wątpienia przykuła moją uwagę. 

Mleczko jest w solidnie wykonanej buteleczce o pojemności 300 ml w kolorze białym. Całe opakowanie jest utrzymane w kolorystyce biało-niebieskiej z napisami w czarnym kolorze. Najbardziej urzekła mnie aplikacja kwiatowa w przepięknym niebieskim odcieniu. 


Wydobywamy produkt za pomocą atomizera (pompki) w kolorze czarnym. Wystarczy przekręcić zgodnie ze wskazówkami na  pompce i delikatnie nacisnąć. W ten sposób otrzymujemy tyle produktu ile jest potrzeba do porządnego rozsmarowania na skórze. Mleczko w kolorze białym. Jest średnio gęstej konsystencji więc łatwo się rozprowadza. Jeżeli chodzi o zapach, to nie jest on jakiś szczególnie piękny. Mi przypomina zapach mydła naturalnego, więc pachnie dość zwyczajnie. Akurat mi to nie przeszkadza, lecz zwolenniczki przyjemnych, słodkich bądź perfumowanych zapachów raczej nie będą zachwycone.


Mleczko ma działanie nawilżające i przeznaczone jest dla posiadaczek skóry suchej i wrażliwej. Skóra mojej twarzy jest raczej mieszana ze skłonnością do przetłuszczania się, natomiast skórę reszty ciała zaliczam do suchej i wrażliwej. Dlatego też zdecydowałam się własnie na mleczko nawilżające. Szczególnie teraz, w okresie letnim, moja skóra jest przesuszona i potrzebuje odpowiedniej dawki nawilżenia. Zawarte w mleczku mocznik, gliceryna i mleczan sodu mają działanie wiążące wodę. Moja przesuszona skóra wsiąka mleczko jak gąbka. Po czym odczuwam natychmiastowe zmiękczenie i nawilżenie. Po regularnym stosowaniu skóra jest bardziej elastyczna i naprężona. 

Moja opinia

To mleczko stało się u mniej absolutnym hitem w codziennej pielęgnacji. Wystarcza ok. 4-5 pompek produktu aby dobrze nawilżyć całe ciało. Mleczko błyskawicznie się wchłania nie pozostawiając lepkiej warstwy. Zapach mógł by być przyjemniejszy, lecz skład jest naturalny więc nie ma co narzekać. Produkt nie jest testowany na zwierzętach. Wszystkie składniki są naturalne. Zioła pochodzą z ekologicznych upraw, a kompozycje zapachowe nie zawierają alergenów, a zatem sam produkt jest bezpieczny dla alergików. Produkt jest bardzo wydajny. Testuje go ok, miesiąca i zużycie jest minimalne. Zauważyłam poprawę stanu mojego naskórka. Skóra jest miękka, sprężysta i doskonale nawilżona. Takiego efektu się spodziewałam i jestem zadowolona w 100%. Mleczko nawilżające możecie zakupić w cenie 20,69 zł na stronie straganzdrowia.pl (wystarczy kliknąć w link strony, a znajdziecie się na odpowiednim produkcie).


Vianek
odżywczo-wygładzający
peeling do ciała
z mielonymi pestkami moreli


Ostatnio coraz bardziej zakochuje się w peelingach więc nie mogło się bez niego obejść. Przedstawiam wam kochani peeling odżywczo-wygładzający. Szata graficzna opakowania jak i w przypadku mleczka do ciała na najwyższym poziomie. Połączenie bieli z aplikacją kwiatową, tym razem w odcieniu ciemnej pomarańczy, przyciąga wzrok. 


Produkt został zamknięty w słoiczku o pojemności 250 ml. Nakrętka w kolorze czarnym posiada logo producenta. 

 

Peeling ma właściwości odżywczo-nawilżające. Zawarte w nim drobno zmielone pestki moreli i cukier podczas aplikacji złuszczają martwy naskórek. Olej z pestek moreli i rokitnika dostarcza skórze odpowiednią porcję witamin, dzięki czemu w efekcie wygląda ona zdrowo i promiennie. 


Peeling jest fajnej zbitej konsystencji, co pozwala bez żadnego problemu jego dozowanie i aplikację na skórę. W pierwszej chwili odczuwalne są drobinki cukru i moreli, natomiast w miarę masowania skóry drobinki tak jakby się rozpuszczały. Odczucia są bardzo przyjemne. Produkt też bardzo pięknie pachnie. Wyczuwam nutę owocową, nieco słodką, lecz ta słodycz jest bardzo delikatna. 

Moja opinia

To już drugi produkt z firmy Vianek i po raz drugi jak dla mnie jest to absolutny hit! Uwielbiam w tym peelingu wszystko. Wygodne i bardzo estetyczne opakowanie. Delikatnie słodki zapach. Drobinki moreli i cukru, które się rozpuszczają podczas masowania mojej skóry, dzięki czemu złuszcza się martwy naskórek, a komórki są pobudzone do regeneracji. Peeling nie jest testowany na zwierzętach, składniki są pochodzenia naturalnego, a zioła z ekologicznych upraw. Dużym plusem jest to, że po aplikacji produkt nie zostawia na skórze żadnej warstwy oleistej, co często zdarzało mi się w innych peelingach. To cudo na stronie straganzdrowia.pl kosztuje tylko 18,50 zł. (wystarczy kliknąć w link strony, a znajdziecie się na odpowiednim produkcie).


Więc kochani podsumujmy. Od teraz uwielbiam firmę Vianek, bo sprawdziła się na mojej skórze rewelacyjnie. Cenię ją za naturalne pochodzenie składników, za wysoka jakość i przystępne ceny. Na na tym na pewno nie skończy się moja przygoda z z firmą Vianek, gdyż asortyment maja szeroki, a ja chętnie wypróbuje inne cuda tego producenta. A z usług sklepu straganzdrowia.pl z pewnością jeszcze nieraz skorzystam.


A czy Wy kochani używaliście czegoś z firmy Vianek?
A może już nawet macie swojego ulubieńca?

piątek, 30 czerwca 2017

Piękne paznokcie z NC Nails Company

Piękne paznokcie z NC Nails Company
Mówi się, że oczy są zwierciadłem naszej duszy. Czym, że wobec tego są nasze dłonie? Otóż przede wszystkim są naszą wizytówką. Witamy się z kimś, podajemy naszą dłoń i wtedy jest to ten moment, w którym liczy się pierwsze wrażenie.

Każda kojarzy to uczucie, gdy wychodzimy od fryzjera, bądź kupujemy nową sukienkę i czujemy się wtedy jak milion dolarów? Nie wiem jak Wy kochani, ale ja właśnie tak się czuje kiedy zrobię sobie ładny manikiur. 

W swojej kolekcji mam sporą ilość lakierów do paznokci. Kiedyś preferowałam raczej bardzo stonowane kolory, nudziaki i cos bardzo bardzo delikatnego. Z czasem jednak zaczęłam się przekonywać do kolorów nasyconych, jaskrawych, rzucających się w oczy. 

W ostatnich latach w sferze paznokciowej zaszło wiele zmian. Zwykłe lakiery do paznokci pomimo swojej trwałości zostały w tyle, a na wyżyny wspiął się manikiur żelowy i hybrydowy. O ile z żelami miałam do czynienia pare razy, to z hybrydami nigdy. Dzięki NC Nails Company miałam okazję przekonać się, czym tak naprawdę jest lakier hybrydowy i dlaczego manikiur z jego użyciem stał się tak popularny. Jeżeli jesteście ciekawi zapraszam do dalszej lektury.

W paczce otrzymałam :

Repair Base - jest to baza. Stanowi podłoże, na które nakładany jest kolor. Swoją trwałością dorównuje bazie żelowej. Buteleczka ma pojemność 6 ml. Baza ma umiarkowano gęstą konsystencję, która bardzo łatwo się rozprowadza po płytce paznokciowej. Dzięki gęstości są mniejsze szanse na zalanie skórek, a tego byśmy nie chcieli. 

Flash Shine UV Protect - jest to nabłyszczacz, który stanowi warstwę końcową naszego manikiuru. Buteleczka ma 11 ml pojemności. Konsystencja jest rzadka, więc trzeba uważać by nie zalać skórek. Nie posiada warstwy dyspresyjnej, co oznacza, że nie musimy paznokieć przemywać cleanerem. Efekt nabłyszczenia utrzymuje się do 4 tygodni.


Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć jak wyglądają opakowania tych dwóch produktów.  Baza jest w czarny m flakonie ze złotą gorą, a nabłyszczacz w białym flakonie ze złotą gorą. Według mnie opakowania bardzo ładnie się prezentują. w obydwóch przypadkach mamy bardzo fajny i wygodny do aplikacji pędzelek. Przepraszam za wygląd buteleczki z bazą, ale jak widać "działo się" podczas moich pierwszych prób. Nie chciałam zniszczyć etykiety, więc nie próbowałam jej bardziej doczyścić.

Przechodzimy do mojej ulubionej części, czyli same hybrydy.

Do testów otrzymałam 3 cudne kolory z najnowszej Weneckiej Kolekcji Wiosna-Lato 2017

Bella Donna


Bardzo delikatny odcień. Dla mnie to taki brzoskwiniowy róż. Opakowanie jest o pojemności 6 ml. Kolor jest bardzo dobrze napigmentowany. Już jedna warstwa gwarantuje nam bardzo dobre krycie. Jednak ja dla pewności daje 2 warstwy. Wtedy otrzymuje piękny kolor, taki jak lubię.

Na wzorniku ten odcień prezentuje się tak




Cielo Veneziano


Ma odcień morskiego błękitu. Jak u poprzednika pigmentacja jest na najwyższym poziomie. Opakowanie ma 6 ml.

Na wzorniku prezentuje się tak



Passione


Opakowanie 6 ml. zawiera w sobie przepiękny, bardzo głęboki odcień fioletu. Kryje fenomenalnie. Już po pierwszej warstwie mamy super efekt.

Na wzorniku prezentuje się tak


Kolory są przepiękne. Konsystencja jest lekko gęsta, wiec ich aplikacja nie stwarza problemów. Już jedna warstwa wystarczy aby uzyskać pożądany efekt na paznokciach. W przybliżeniu  na niektórych wzornikach widać mieniące się drobinki, ale o nich za chwilę.



Podczas każdego manikiuru warto pamiętać nie tylko o paznokciach lecz także o skórkach. Dlatego też w moim zestawie znalazła się buteleczka perfumowanej oliwki do skórek. 


NC Nails Company posiada w swojej ofercie aż 8 serii oliwek perfumowanych. Znaleźć je możecie klikając TUTAJ Mademoiselle mieści się w szklanej buteleczce o pojemności 5 ml. Ma zapach przypominający perfumy. Niektórym ten zapach może się wydawać nieco sztuczny i przesadzony, lecz mi to akurat  nie przeszkadza. Oliwkę nanoszę pędzelkiem. Wystarczy niewielka ilość, by zadbać o dobre nawilżenie naszych skórek. 

Na zdjęciu niżej przedstawiam Wam kochani mój manikiur, do którego użyłam dwóch kolorków: Bella Donna i Passione. Uwielbiam to połączenie.


Czymże byłby mój manikiur, gdyby nie miał jakichś dodatków. Chodzi tu o 2 cudowne pyłki, dzięki którym można poszaleć na pazurkach.




Na zięciu wyżej jest pyłek no.7 (niebieski) i pyłek no.8. Dzięki tym cudom możemy stworzyć na paznokciach efekt holo/ szronu. W zależności czy wcieramy pyłek pacynką, czy posypujemy płytkę paznokcia po uprzednio pomalowanym topie, uzyskujemy odpowiedni efekt. Mnie osobiście bardzo interesował efekt szronu, dlatego też w swoim pierwszym manicure użyłam kolorku Cielo Veneziano i pyłku no.8. Dzięki holograficznym pyłkom brokatowym udało mi się uzyskać piękny efekt, który zaprezentowałam Wam na moim instagramie TUTAJ

Moja opinia

Po raz pierwszy miałam styczność z hybrydami i już wiem, ze nie ostatni. Produkty od NC Nails Company zostaną ze mną na dłużej. Dlaczego? Ponieważ zachwycona jestem jakością ich produktów. Kolory są bardzo żywe i bardzo napigmentowane, co ułatwia aplikację i skróca czas zrobienia manikiur. Opakowania są dość trwałe, więc ani podczas transportu, ani podczas codziennego użytkowania buteleczki nam się raczej nie uszkodzą. Do tej pory zrobiłam sobie paznokcie 2 razy i w obydwóch przypadkach trwałość mnie zaskoczyła. Robiłam wszystko co robię na co dzień: zmywałam, sprzątałam, pracowałam. Moje ręce ciągle były w ruchu, a manikiur na moich paznokciach wcale się nie zmieniał. Nie było odprysków a pazurki nadal błyszczały dzięki Flash Shine. Za pierwszym razem moje pazurki miałam przez równe 4 tygodnie. Po tym czasie musiałam je zmienić, bo przeszkadzał mi odrost. Teraz, mój drugi manikiur mam już od 2 tygodni i myślę, że jeszcze ze 2 spokojnie wytrzymam bez żadnych zmian.

Kochani, NC Nails Company ma szeroki wybór produktów. Odwiedzając ich stronę internetową znajdziecie m.in.: żele, lakiery hybrydowe, pyłki, akryle, gadżety, a także balsamy i kremy. Więc polecam Wam, bo jakość jest rewelacyjna.

A Wy kochanie co sądzicie o manicurze hybrydowym?
A może macie w swoim posiadaniu produkty NC Nails?




Copyright © 2014 . , Blogger