wtorek, 29 sierpnia 2017

Moja pierwsza wishlista z Zaful

Moja pierwsza wishlista z Zaful
Witajcie kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z moim pierwszym postem modowym. A dokładnie, będzie to moja pierwsza wishlista rzeczy ze sklepu ZAFUL

Obecnie trwa ją promocję Zaful Sammer 2017 Promotion


Wiele razy o tym sklepie słyszałam i czytałam (najczęściej) pozytywne opinie o ich produktach. W końcu postanowiłam i ja tam zajrzeć i przekonać się, czy faktycznie warto tam zamawiać:)

Powiem Wam, że wybór na stronie ZAFUL jest naprawdę spory. Moją szczególną uwagę przykuły koszule. Bardzo lubię tego typu rzeczy. Zazwyczaj staram się łączyć elegancję z luzem, więc często noszę eleganckie koszule z jeansami.

Przedstawiam Wam moje typy.

Cold Shoulder Ruffle Striped Shirt



Piękna długa koszula w stylu casual w biało-niebieskie paski. Najbardziej urzekły mnie wycięcia na plecach, a także dodatkowy motyw falbanki.

Oversized Paint Splatter Shirt With Shiny Pocket



Oversized Paint Splatter Shirt With Shiny Pocket


Następna koszula oversize. Biała, długa, z elementami błyszczącymi na kieszeni, kołnierzu i jednym rękawie. Trochę błysku nigdy nie zaszkodzi.

Patched Bowknot Embroidered Shirts


Patched Bowknot Embroidered Shirts


Kolejna koszula również w bieli. Zauroczyła mnie aplikacja w postaci zajączka z napisem "music" na rękawie. Urocze jest również wiązanie przy kołnierzu przypominające kokardę.


Print Patchwork Shirt Collar Long Sleeve Romper


Ostatnia moja propozycja to koszula w stylu wojskowym. Z kieszeniami i naszywkami, które nadają jej uroku. Kolor szczególnie przyciągnął moja uwagę. Taka ciemna, wojskowa zieleń jest bardzo modna w tym sezonie.



Jeżeli podczas zakupów wpiszecie kod
ZafulChen otrzymacie zniżkę 10-20% OFF


(klik w baner)

Czy któraś z moich propozycji Wam się podoba?
A może już zamawiałyście jakieś koszule z ZAFUL?

sobota, 26 sierpnia 2017

Otul się pięknym zapachem od Glantier

Otul się pięknym zapachem od Glantier
Dopełnieniem każdej kreacji są dodatki. Odpowiednio dobrane, gwarantują nam piękną stylizację.  W rezultacie nie tylko zwracamy na siebie uwagę innych, ale także sami czujemy się wyjątkowo. 
W dzisiejszym poście chce Wam przedstawić jeden z takich dodatków, którym jest perfum. Uważam, że piękny perfum jest jak piękna książka. Książka potrafi przenieść nas w inny świat. Tak samo jest z zapachami. Mamy wyczulony węch, więc odpowiednia nuta potrafi nas przenieść w mgnieniu oka np. na pole pięknych kwiatów. Jeżeli ktoś ma zmysł artystyczny to wie, co mam na myśli.

Bardzo lubię piękne zapachy, dlatego towarzyszą mi one codziennie. W domu preferuje świece i woski zapachowe, natomiast na wyjścia, używam perfum. Lubię eksperymentować, więc mimo to, że mam swój ulubiony zapach, lubię próbować nowości. Taką nowością okazała się dla mnie firma Glantier ofiarująca szeroki wybór perfum. 



Wody perfumowane od Glantier odpowiadają zapachom znanych marek. Receptury zapachów powstają w przepięknym regionie Francji - Grasse. Czym się wyróżniają te perfumy? Otóż zawartość ekstraktów zapachowych sięga aż 18%. Oznacza to, że zapach jest bardzo nasycony i wyczuwalny, a jego trwałość jest na tyle dobra, że utrzymuje się nawet do kilkunastu godzin.

Do testów wybrałam sobie zapach nr. 546 z kategorii kwiatowo-wodnej. Mój wybór to odpowiednik Issey Miyake L'eau d'Issey. Oryginalny perfum wygląda tak jak na obrazku niżej (zdjęcie pożyczone z internetu).
Nie używałam oryginału, więc ciężko mi będzie porównać w jakiś sposób te 2 zapachy. Postaram się natomiast opisać Wam moje wrażenia po testach odpowiednika od Glantier

Mimo tego iż nie będę porównywać zapachów, powiem Wam, że patrząc na opakowanie oryginalnych perfum i flakonik, który otrzymałam, bardziej podoba mi się ten, który używam (od Glantier). 



Perfum jest zamknięty w prostym kwadratowym flakoniku ze szkła. Na samym opakowaniu znajdziemy logo producenta Glantier,a pod spodem numer wybranego zapachu. W moim przypadku to  546. Produkt wydobywamy za pomocą atomizera, który jest w kolorze złota. Sam perfum ma delikatny odcień żółci. 



,
Zarówno opakowanie jak i sposób użycia bardzo mi się podoba. Flakon jest bardzo minimalistyczny, a dodatek złota  nadaje mu elegancji. Woda ma pojemność 50 ml, a kształt samego flakonu (kwadrat) pozwala na zmieszczenie go w każdej torebce. W przypadku oryginału mogłoby być nieco gorzej;)



Przejdźmy teraz do samego zapachu. 
546 kwiatowo-wodne

Nuty głowy: cyklamen, woda różana, melon, frezja, lotos, róża.



Nuty serca: goździk, lilia, piwonia wodna, konwalia.


Nuty bazy: egzotyczne drzewa, tuberoza, ambra, drzewo sandałowe, piżmo, osmantus, cedr.


Jak widać przeważają nuty kwiatowe. Najbardziej lubię wyczuwalne połączenie lilii i konwalii. Delikatna słodycz połączona z orientalną nutą egzotyki. Ten zapach dla mnie jest kwintesencją kobiecości. Lekki, zmysłowy, bardzo romantyczny - przepiękny! Pasuje nie tylko na eleganckie wyjścia w wieczorowej sukience, lecz także na co dzień, gdy chcemy otulić się aromatem świeżości. Idealny na lato, dzięki swoim wodnym nutom nie jest duszący - odświeża.

Co do trwałości. Wystarczy psiknąć 2 razy i zapach w moim przypadku utrzymuje się dość długo zarówno na skórze jak i ubraniach. Dlatego też  flakonik 50 ml starczy nam na długi okres czasu. 

Koszt takiej buteleczki to tylko 49 zł za 50 ml. Bardzo niska jak za tak piękny i trwały zapach, który  w oryginale kosztuje ponad 200 zł, nieprawdaż?

Zakupić ten i inne perfumy możecie TU

Na stronie producenta znajdziecie bardzo szeroki wybór perfum dla niej i dla niego. Asortyment jest podzielony według grup zapachowych, więc z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Serdecznie polecam! 

Znacie perfumy Glantier? 
A może macie swojego ulubieńca?



wtorek, 15 sierpnia 2017

Fall in love czyli nowa jesienna kolekcja od Yankee Candle

Fall in love czyli nowa jesienna kolekcja od Yankee Candle
Dzisiejszy post będzie chyba jednym z moich ulubionych jak dotychczas. Dlaczego? Otóż nie znacie mnie jeszcze z tej strony;) Chociaż jakiś czas temu powstał post zapachowy o świecach na blogu, nie przyznałam się Wam, że jestem totalną zapachoholiczką (o ile jest takowe określenie).

Moja przygoda z Yankee Candle zaczęła się jakiś rok temu. Z woskami i świecami spotkałam się w swojej pracy i odkąd je wypróbowałam - zakochałam się!

Nie każdy zna firmę Yankee Candle więc na początku przedstawię Wam kilka informacji na jej temat. Początki sięgają 1969 roku, kiedy to w Ameryce młody 16 letni Mike Kittredge chcąć zrobić prezent swojej mamie przetopił garść kredek, dodał do tego resztki wosku i knot. To wszystko umieścił w kartonie po mleku i w ten oto sposób powstała pierwsza świeca od której wszystko się zaczęło. Ciekawy początek, nieprawdaż? 

Po kilku latach od 1973 r. hobby zmieniło się w pracę. Dlatego też obecnie możemy się cieszyć szerokim asortymentem od Yankee Candle liczącym ponad 150 różnych wariantów zapachowych.

Ja w swojej "skromnej" kolekcji, która co rusz się powiększa w nowe zapachy, obecnie mam około 25 szt. Jeżeli chodzi o preferencje co do aromatów, to zazwyczaj jestem otwarta. Nie ograniczam się np. tylko do słodkich zapachów. Wosk musi mieć to coś, po prostu.

Dzisiaj opowiem Wam o nowej kolekcji jesiennej 2017 r.,  którą miałam okazję testować dzięki www.candleonline.pl

Fall in Love Collection


- Autumn Glow
- Warm Cashmere
- Vibrant Saffron
- Mulberry & Fig Delight


Cała kolekcja składa się z 4 zapachów. Umiejętne połączenie cierpkości rozgrzewających przypraw  ze słodyczą dojrzałych owoców - idealne na jesienne wieczory.


Autumn Glow 


Zarówno zapach, jak i szata graficzna przypomina mi wczesną jesień. Spadające pożółkłe liście i  spacery po lesie w lekko muskających promieniach słonecznych. 



Wyczuwamy lekki aromat świeżo ciętych ziół i paczuli. Tę ostatnią nutę można często spotkać w przemyśle perfumeryjnym.


Warm Cashmere


Na etykiecie mamy obraz kaszmirowego szalika i kocyka. Ciepła herbata, dobra książka i ciepły koc. Idealne połączenie na jesienne wieczory. 


Wyczuwam nutę słodkiej pomarańczy. Wyraźny aromat sandałowca współgra z pikantnym kardamonem.


Vibrant Saffron


W tym wosku najważniejszą nutą zapachową jest szafran. Czy wiecie jak pachnie? Najbardziej popularne odmiany pachną miodem z nutą goryczy.


Po odpaleniu zapach jest cierpko-słodki. Dzięki dodatku wanilii aromat jest łagodniejszy, chociaż wciąż ciepły.


Mulberry & Fig Delight



Na koniec przedstawiam Wam mojego ulubieńca z tej serii. Przyciąga mnie po pierwsze piękny kolor wosku. Szata graficzna cieszy oko. Soczyste owoce, kto ich nie lubi?


Przepięknie pachnie połączenie soczystej morwy i świeżo zebranych fig. Słodycz, która nie jest przesadzona, lecz subtelna. Zdecydowanie mój ulubiony zapach z tej czwórki.


Każdy zapach jest na swój sposób wyjątkowy. Pamiętajmy, że każdy z nas ma inny gust i inny węch. Więc, żeby się przekonać do konkretnego zapachu, radzę go osobiście wypróbować!

Dla tych, którzy dopiero chcą zacząć swoją przygodę z woskami od Yankee Candle mam kilka wskazówek. 


Po pierwsze musicie mieć kominek do wosków. Pamiętajcie, że kominek do wosków rożni się od kominka do olejków (ten ostatni jest mniejszy). Ja swój dostałam z Holandii od córki przyjaciółki. Napis HOME pięknie wygląda po odpaleniu, gdyż się świeci. Yankee Candle ma spory wybór kominków, które możecie zakupić na stronie www.candleonline.pl  (wystarczy kliknąc w link).


Po drugie kupujemy woski, które odpowiadają nam zapachowo. Pamiętajcie, że nie każdy wosk pachnie jednakowo na sucho i po odpaleniu. Kilka razy spotkałam się z sytuacją, w której na sucho wosk pachniał obłędnie i mocno, a po odpaleniu był ledwo wyczuwalny. Lecz każdemu zapachowi trzeba dać szansę.


Po trzecie radze zaopatrzyć się w świeczki bezzapachowe, które odpalamy i wstawiamy do kominka. Pod wpływem ciepła wosk, który kruszymy bądź odłamujemy, kładziemy na górę kominka - rozpuszcza się.

Po czwarte woski Yankee są dość naolejowane,  więc radzę do kominka wrzucać najwięcej połowę wosku. Wystarczy poczekać aż się rozpuści, a piękny zapach wypełni nam dom. Wtedy ja gaszę świeczkę, a pięknym zapachem ciesze się jeszcze kilka godzin. Ten wosk odpalam jeszcze ok 3-5 razy do momentu, aż zapach przestanie być wyczuwalny. Wtedy to jest znak dla nas, by wymienić wosk na nowy:)

Zapraszam Was do przygody z zapachami od Yankee Candle!!!
Różnorodność zapachów, a także akcesoriów znajdziecie na www.candleonline.pl

Jestem ciekawa czy Wy też tak kochacie Yankee Candle? 


środa, 9 sierpnia 2017

Kolorówka od Revers Cosmetics - polskie, tanie, ale czy dobre kosmetyki?

Kolorówka od Revers Cosmetics - polskie, tanie, ale czy dobre kosmetyki?
Witajcie!
Nie było mnie tu już trochę czasu, ale to przez natłok obowiązków. Wracam do was natomiast z nowymi współpracami i recenzjami, które mam nadzieję Was kochani zainteresują.

Dziś opowiem Wam o mojej przygodzie z kosmetykami firmy Revers Cosmetics. Jest to polska firma produkująca kosmetyki zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Znani z jakości, nowoczesnego designu i różnorodności asortymentu nie tylko w Polsce lecz także poza jej granicami. Dzięki współpracy otrzymałam do testów paczuszkę z kolorówką o której Wam za chwilę opowiem.


Do testów otrzymałam:

- Cienie Smoky eye
- Korektor do brwi Eye Brow 02 Dark Brow
- Pomadka w płynie Vivat Mat
- Silk Touch Puder sypki 03
- Long Vitalash serum przyśpieszające wzrost rzęs.

W tym momencie wypowiem się na temat czterech z wymienionych powyżej produktów. Jeżeli chodzi o ten piąty, czyli Long Vitalash serum przyśpieszające wzrost rzęs, to na ten temat postanowiłam na razie się nie wypowiadać. Dlaczego? A dlatego, że nie stosuje go wystarczająco długo, by móc Wam pokazać i opisać wyniki. Minimalny czas stosowania po którym powinny być rezultaty to 3 tygodnie. Zatem postanowiłam zaczekać i za jakiś czas pojawi się osobny post na temat tego produktu. Zobaczymy, czy moje rzęsy staną się dłuższe, gęstsze oraz widocznie odżywione i wzmocnione, jak obiecuje nam producent.

Cienie Smoky Eye


Powiem Wam, ze na ten produkt ucieszyłam się bardzo. Uwielbiam malować oczy i podkreślać je cieniami. Kolorki trafione wręcz idealnie w mój gust. Lubię brązy i nadziaki. Od razu pomyślałam, że uda mi się wyczarować tymi cieniami piękne smoky eye, jak sama nazwa paletki wskazuje. Niestety. Radość trwała krótko.


Zacznijmy jednak od plusów. Podoba mi się samo opakowanie cieni. Czarne okrągłe pudełko. Niewielkie, w sam raz do damskiej torebki, która jest zazwyczaj przepełniona różnymi drobiazgami. Przeźroczyste okienko ukazujące kolory cieni, a także "instrukcja" jakich kolorów w jakim miejscu na powiece mamy użyć by uzyskać obiecany smoky eye.


Niestety, mimo dobrego i pozytywnego nastawienia efekty są dość przeciętne. Kolorki są bardzo słabo napigmentowane. Żeby uzyskać naprawdę smoky eye trzeba się nieźle nagimnastykować. Podczas aplikacji cienie są bardzo słabo widoczne i się osypują. Zbierają się w załamaniu powieki. Pigmentacje można zobaczyć na zdjęciu poniżej.


Pomimo słabej pigmentacji uważam, że cienie najbardziej spodobają się osobom początkującym w sferze makijażu. Sprawdzi się także u tych, którzy lubią delikatnie podkreślone oko. Z pewnością uzyskają lekki efekt Smoky eye.

Korektor do brwi Eye Brow 02 Dark Brow


Nie wspominałam jeszcze o tym na blogu, bo po prostu nie było okazji ku temu, ale ja do swoich brwi nie używam niczego oprócz pęsety do korekcji. Bóg tak widocznie chciał, bym miała ciemne i gęste brwi z natury i tak jest. Postanowiłam jednak zobaczyć jak się sprawdzi ten produkt.


Jest to produkt typu 3 w 1: henna, mascara, corrector. Jest w odcieniu 02 Dark Brown, wiec pasuje do mojego koloru brwi. Ma nam służyć do wypełnienia naszych brwi i ich korekcji. Efekt, który mamy uzyskać jest pokazany na etykiecie produktu.


Opakowanie przypomina mi tusz do rzęs. Zresztą nie tylko z zewnątrz. Po odkręceniu znajdujemy małą szczoteczkę, która ułatwia nam "rozczesywanie" brwi i ich modelowanie, oraz uzupełnienie ewentualnych prześwitów.



Produkt dzięki szczoteczce dopasowuje się do włosków brwi i je wyczesuje, uzupełniając braki. W moim przypadku się sprawdził dość nieźle. Mam ciemne brwi, wiec kolor mi dopasował. Aplikacja przyjemna, a sam produkt szybko wysycha, nie zostawiając plam, ani się nie rozcierając. Nie będę go używała na co dzień, bo nie mam takiej potrzeby. Uważam, że idealnie się sprawdzi u posiadaczki jaśniejszych i rzadszych brwi, które marzą by je wypełnić i bardziej podkreślić.

Pomadka w płynie Vivat Mat



Tego produktu byłam najbardziej ciekawa. Absolutnym trendem tego lata są pomadki matowe, wiec i ja byłam ciekawa jak się u mnie taka pomadka sprawdzi. Otrzymałam do testów pomadkę matową, która urzekła mnie przede wszystkim pięknym i bardzo fajnym opakowaniem. wygląda jak pomada zamknięta w przeźroczystym pudełku od błyszczyka. Czarna matowa góra zawiera skośny pędzelek, który ułatwia precyzyjna aplikację.


Pomadka ma kolor ciemnego różu, który mnie osobiście bardzo się podoba. Kiedyś nie odważyłabym się wyjść na miasto w tak bardzo rzucającym się kolorze na ustach. Czasy się jednak zmieniają i  ja chyba też, skoro zmieniłam zdanie na ten temat. chyba do takich decyzji  po prostu trzeba dorosnąć. 


Pomadka na ustach wygląda pięknie. Może i nie daje efektu w 100% matowego, ale mi to nie przeszkadza. Po aplikacji musimy nieco poczekać, aż wyschnie. Trwałość co prawda nie jest rewelacyjna, bo bez poprawek utrzyma się na ustach ok 2-4 godzin. Ale jak na taką cenę to nie jest źle. 

 Silk Touch Puder sypki 03


W swoim makijażu zazwyczaj używam pudru prasowanego. Dlatego tez ciekawa byłam jak się sprawdzi puder sypki. Otrzymałam kolor 03 jest to taki nudziakowy jasny brąz. Ja mam cerę dość bladą wiec jak dla mnie ten kolor jest idealny. 


Puder jest zapakowany w przeźroczyste pudełeczko z nakrętką w kolorze czarnym ze złotym nadrukiem. Mi się bardzo podoba. Eleganckie i nie przesadzone.


W pudełku znajdziemy także puf, którym możemy aplikować puder. Jeżeli bardziej odpowiada komuś aplikacja pędzelkiem, to też można. Uważam jednak, że dodatek ten był super pomysłem, ponieważ możemy użyć puder w każdej chwili, nawet jak jesteśmy poza domem, a wtedy nie zawsze mamy przy sobie pędzel. Ja mam przetłuszczającą się cerę, więc borykam się z nadmiarem sebum. Puder idealnie się sprawdza, gdy moja twarz zaczyna się świecić. Matuje lecz nie stwarza efektu maski. Bardzo się z nim polubiłam.

Ogólnie z kolorówki od Revers jestem średnio zadowolona. Uważam, że są to kosmetyki dobre dla osób, które swoją przygodę z makijażem dopiero zaczynają. Bardzo lubię sypki puder i pomadkę, z cieniami jest gorzej. Korektorów do brwi nie używam, więc moja opinia na ten temat może być dość ogólna. Teraz testuje serum i o wynikach poinformuje Was w innym poście, wiec oczekujcie. 

Zapraszam Was do zapoznania się z ofertą kosmetyków Revers Cosmetics na ich stronie internetowej www.reverscosmetics.pl








Copyright © 2014 . , Blogger